O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Śródziemnomorski luz, brytyjski ład. Piotr Ibrahim Kalwas o życiu na Malcie [WYWIAD]

Bardzo cenię tutejszy spokój, luz. Jak się coś nie uda, to się uda następnego dnia i to jest fajne. Tu mamy dobre, szczęśliwe życie, więc nie chcielibyśmy tego zmieniać – mówi PAP Life Piotr Ibrahim Kalwas, dziennikarz, pisarz, który od prawie 10 lat razem z rodziną mieszka na Gozo, mniejszej wyspie archipelagu maltańskiego. Właśnie ukazała się jego najnowsza książka, „Malta. Wyspa pełna smaków”.

Widok na Vallette od strony Sliemy. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
Widok na Vallette od strony Sliemy. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

PAP Life: Od prawie 10 lat mieszkasz na Malcie, a dokładnie na Gozo, mniejszej wyspie archipelagu maltańskiego. Dlaczego akurat tutaj zdecydowałeś się zamieszkać? A może to Gozo wybrało ciebie?

Piotr Ibrahim Kalwas: Zdecydowanie to ja razem z żoną wybrałem Gozo, wcześniej mieszkaliśmy osiem lat w Aleksandrii. W którymś momencie, po dwóch rewolucjach w Egipcie, chcieliśmy wrócić do Europy, bo tam stało się, może nie tyle niebezpiecznie, ale niepewnie. Zaczęliśmy szukać miejsca i padło na Maltę. Bo klimat śródziemnomorski, do którego się przyzwyczailiśmy. Bo język angielski, który jest dla nas, po polskim, drugim językiem, a tutaj jest bardzo powszechny. Poza tym, język maltański, który jest w połowie oparty na arabskim - to też było ważne, bo nasz syn Hasan w Egipcie chodził do szkoły. Co prawda amerykańskiej, ale mówił po arabsku. A poza tym wtedy nieruchomości tutaj były stosunkowo niedrogie. No i duże bezpieczeństwo. Malta była i wciąż jest bardzo bezpiecznym krajem. A Gozo dlatego, że chcieliśmy wybrać na Malcie coś takiego bardziej osobnego, prowincjonalnego.

PAP Life: Swoją najnowszą książkę „Malta. Wyspa pełna smaków” poświęciłeś wyspie Malta, chociaż przyznajesz, że długo za nią nie przepadałeś. Uważałeś, że jest dla ciebie zbyt zatłoczona, zbyt głośna, skomercjalizowana. Co cię przekonało, żeby jednak dać jej szansę?

P.I.K.: Kilka lat temu napisałem książkę o Gozo, swojej wyspie, więc teraz ta książka o Malcie jest jakby uzupełnieniem tamtej części. Oczywiście w obu książkach, pojawia się i Gozo, i Malta, bo to jest przecież nieuniknione - mówimy o jednym państwie. Ale Gozo to mój dom, spokój, cisza, duże przestrzenie i brak korków. To jest bardzo ważne, bo korki są przekleństwem na Malcie. Oczywiście na Maltę jeździłem właściwie w kółko, bo tam jest lotnisko, tam są sklepy z takimi rzeczami, których nie dostanie się na Gozo. A poza tym po prostu robiłem sobie wycieczki, zazwyczaj z dzieckiem, czasem z żoną. Ale rzeczywiście, za bardzo nie przepadałem za dłuższym przebywaniem tam, szczególnie w lecie. Malta to 27 kilometrów wzdłuż i 14 wszerz, czyli mniej więcej tyle co Kraków. Mieszka tam około 550 tysięcy ludzi, co sprawia, że jest najbardziej zaludnionym państwem w Unii Europejskiej, a kiedy dochodzą do tego turyści, ta liczba podwaja się i robi się naprawdę tłoczno. Gdy zacząłem pisać książkę o Malcie, to musiałem tam często jeździć, żeby opisywać te wszystkie miejsca, trasy i wtedy do wielu się przekonałem. Chociaż faktem jest, że głównie jeździłem w zimie, która tutaj jest bardzo przyjemna. W dzień 15 stopni, trochę świeci słońce, czasem pada, chociaż bywają też okresy bardzo deszczowe i wietrzne.

PAP Life: Jeśli jechać na Maltę, to najlepiej nie w sezonie?

P.I.K.: To zależy. Jeśli ktoś chce pływać, opalać się, to w lecie. W zimie bywa, ale rzadko, że przez tydzień jest sztorm, pada grad, czasami w nocy temperatury spadają do pięciu stopni. Natomiast według mnie to właśnie zimą jest znakomity czas na zwiedzanie. Poza tym, jest jeszcze jedna rzecz – Malta jest wtedy zielona, wszędzie jest pełno kwiatów. Od maja robi się gorąco, w lipcu czy sierpniu temperatury przekraczają czterdzieści stopni, wszystko jest wysuszone.

PAP Life: Jak zwiedzać Maltę, żeby ją poznać, zrozumieć?

P.I.K.: Na Malcie nie ma miejsc takiego formatu jak Koloseum w Rzymie czy Luwr w Paryżu, ale nie bez powodu Malta nazywana jest muzeum na świeżym powietrzu. Tutaj historia jest na każdym kroku, jest dużo różnych zabytków z bardzo różnych epok, nawet jeszcze sprzed kilku tysięcy lat. Sam preferuję spacery, bez wyznaczania konkretnych tras. Ale jest kilka interesujących miejsc, które myślę, że warto zobaczyć. Np. średniowieczne miasto Mdina, piękną stolicę, czyli Vallettę, Trójmiasto (The Three Cities), urokliwe miasteczko rybackie Marsaxlokk, Blue Grotto - słynną Błękitną Grotę, no i powłóczyć się po Gozo. W związku z tym, że mówimy o małej powierzchni, to te miejsca nie są gdzieś z boku, tylko zawsze na trasie zwykłego włóczenia się. Na Gozo jest zdecydowanie mniej zabytków, bo ta wyspa ma taki rustykalny, wiejski klimat, ale za to są przepiękne klify. Myślę, że zarówno na Malcie i na Gozo fajnie się zagubić. Bo to jest też specyficzna architektura oparta na architekturze sycylijskiej i arabskiej. Czyli plątanina uliczek, gdzie cały czas trzeba zawracać, żeby wejść w kolejną uliczkę, więc nie trzeba się przywiązywać specjalnie do mapy.

PAP Life: Na Malcie jest około 300 tys. kotów. Maltańczycy je uwielbiają, a w Sliemie jest coś w rodzaju maltańskiej stolicy kotów, z domkami, legowiskami, zabawkami. Dla ciebie koty też są ważne. Piszesz: „tu się kocha koty, nieprzypadkowo tutaj zamieszkałem”.

P.I.K.: Generalnie koty są związane z krajami Południa, chociaż nie we wszystkich tych krajach dobrze się je traktuje. Natomiast na Malcie rzeczywiście są hołubione przez ludzi. Dużo jest takich kotów, które nie są sensu stricto bezdomne, tylko mieszkają przy domach, przed którymi cały czas są wystawione miski z wodą i z jedzeniem. Te koty oprócz tego, że żyją w terenie, to kiedy jest brzydka pogoda, są wpuszczane do tych domów. Myślę, że ta kultura szacunku dla kota w dużym dużej mierze związana jest z obecnością na Malcie przez ponad 160 lat Brytyjczyków, którzy są znani ze swojej miłości do zwierząt, a do kotów w szczególności. Ale oprócz tego, na Malcie jest też racjonalne podejście do kotów, bo cały czas są wyłapywane, sterylizowane, leczone, jeśli trzeba i znowu wypuszczane. Więc ta opieka nad kotami stoi tutaj na wysokim poziomie. Bardzo to lubię, bo sam jestem kociarzem.

PAP Life: Melita, stara nazwa Malty, oznacza miód albo słodycz. Dużą część swojej książki poświęcasz kuchni maltańskiej, która właściwie u nas nie jest znana. Co według ciebie najbardziej definiuje maltańskie smaki?

P.I.K.: Rzeczywiście, kuchnia maltańska jest w Polsce nieznana. Dlatego kiedy na Maltę przyjeżdżają turyści z Polski, to jedzą pizzę i spaghetti, bo tego jest najwięcej w restauracjach. Kuchnia maltańska trochę też poddaje się naporowi kuchni fusion czy kuchni włoskiej i niestety zanika. Dziś głównie kultywowana jest w domach, szczególnie tam, gdzie mieszkają starsze osoby. Ta kuchnia jest połączeniem smaków włoskich, arabskich, greckich, francuskich, hiszpańskich i brytyjskich i odzwierciedla historię Malty, która zawsze leżała na skrzyżowaniu kultur. Wpływy okupantów czy administratorów Malty, jakimi byli Brytyjczycy, są widoczne na talerzu.

Kuchnia maltańska jest bardzo dobra, zarówno dla ludzi, którzy jedzą mięso, jak i dla tych, którzy go nie lubią, bo jest dużo warzyw i oczywiście ryb. Przed przyjazdem na Maltę polecam wygooglować restauracje, które serwują kuchnię maltańską i mają dobre opinie - niektóre opisuję w książce. Warto odbyć na Malcie kulinarną podróż i spróbować lokalnych specjalności jak np. aljotta - tradycyjna zupa rybna z dużą ilością czosnku, pomidorów, ryżu i mięty, qarabaghli mimli – cukinii faszerowanej różnymi dodatkami, kusksu bil-ful - zupy na bazie bobu, makaronu i gbejniet - maltańskich serków z mleka owczego albo koziego. No i oczywiście koniecznie trzeba spróbować najbardziej tradycyjnej przekąski maltańskiej, ikony maltańskiego street foodu, czyli pastizzi. To chrupiące maltańskie paszteciki, robione z ciasta przypominającego ciasto francuskie. Nadziewane są serem ricotta lub pastą z zielonego groszku.

PAP Life: Malta zajmuje wysokie, 14. miejsce w zestawieniu państw pod względem wskaźnika zadowolenia z życia. Dobrze się tam żyje?

P.I.K.: Tak. Maltańczykom żyje się bardzo dobrze, na razie nie ma kłopotów jak w krajach Europy Zachodniej - czy z imigrantami, czy jakimiś sprawami związanymi z przemocą na tle religijnym, czy rasowym. Ale to ewidentne szczęście nie przeszkadza im w kółko narzekać. Maltańczycy narzekają na wszystko, szczególnie na swoje polityczne sprawy. Ciągle są tutaj kłótnie różnego rodzaju, chyba jeszcze gorsze niż w Polsce. Ale jednocześnie, jak się z nimi bliżej porozmawia, to są zadowoleni i bardzo kochają swój kraj. Malta jest mała, leży na uboczu, nie należy do żadnych militarnych sojuszy. Ich armia liczy chyba 2000 ludzi, paszport maltański nie wywołuje nigdzie na świecie jakiś negatywnych reakcji. Ludzie tutaj bardziej interesują się sprawami lokalnymi niż światowymi. A poza tym, trzeba przyznać, że od wielu lat kraj jest bardzo dobrze prowadzony przez rządzące partie, które na Malcie są dwie: torysi (konserwatyści) i laburzyści, bo tutaj jest system polityczny mający korzenie brytyjskie. Ale bez względu na to, która partia ma władzę, wszystko jest dobrze zorganizowane. Oprócz może jednej rzeczy, która od paru lat zaczyna mocno przeszkadzać wielu ludziom, a mianowicie presji deweloperów. Malta stała jest jednym wielkim placem budowy. Deweloperzy zarabiają ogromne pieniądze i zaczynają mieć coraz większy wpływ na polityków. Walczą z nimi ekolodzy, bo niestety deweloperka niszczy przyrodę maltańską.

PAP Life: Czy po prawie 10 latach mieszkania na Malcie jesteś członkiem lokalnej społeczności, czy wciąż tym obcym? Maltańczycy są otwarci, łatwo się z nimi zaprzyjaźnić?

P.I.K.: Nie jest łatwo, trzeba sobie na to zasłużyć, mieszkać tutaj długo. Nie jestem za bardzo związany ze swoją lokalną społecznością, tak jak jest związany nasz syn czy moja żona, ale to nie ma żadnego związku z Maltą. Taki sam byłem w Polsce i w Egipcie, bo po prostu jestem odludkiem. Ale generalnie jak się tutaj mieszka wiele lat i przestrzega zwyczajów, kultury miejscowej, to taki człowiek jest oczywiście akceptowany przez lokalną społeczność. Chociaż Maltańczycy nie są tacy otwarci jak Grecy, Sycylijczycy czy Hiszpanie. Tutaj zachowuje się dużo większy dystans. Może to być związane z długą obecnością Brytyjczyków, którzy też nie są wylewni

PAP Life: Wciąż czuje się brytyjskie wpływy?

P.I.K.: Tak. Joseph Muscat, były premier Malty, powiedział kiedyś: „Mamy śródziemnomorski styl życia, ale brytyjski etos pracy” i to jest prawda. Maltańczycy pracują dużo, tutaj normą jest, że ludzie mają dwa etaty, o dziewiątej wieczorem chodzą spać. Nie ma nocnych zabaw, oprócz tzw. fest w miasteczkach, które przeważnie są związane z obchodzeniem imion różnych świętych. To jest bardzo katolicki kraj.

PAP Life: Na Malcie jest aż 365 kościołów.

P.I.K.: Maltańczycy są bardzo religijni, ale jest to też religijność bardzo otwarta. Trzeba pamiętać, że według wielu źródeł Malta jest uznawana za najbardziej tolerancyjny kraj, jeśli chodzi o mniejszości seksualne i naprawdę tak jest. Nie ma tutaj jakiś radykałów religijnych, tak jak niestety w Polsce. Ale wracając jeszcze do obecności Brytyjczyków na Malcie. Ta brytyjskość jest widoczna w prawie, szkolnictwie, systemie politycznym. Poza tym, Maltańczycy lubią bardzo Brytyjczyków, chociaż publicznie nie chcą do tego za bardzo przyznawać. Brytyjczycy zarządzali Maltą, ale to nie był kolonializm, tylko administracja. W 1800 roku Maltańczycy sami zaprosili Anglików, żeby ci przepędzili wojska Napoleona, które przez prawie trzy lata okupowały Maltę. Później Brytyjczycy zostali na wyspie i do 1964 roku Malta należała do Wielkiej Brytanii na podobnej zasadzie jak Gibraltar. W '64 roku odbyło się referendum wolnościowe, które co prawda wygrali zwolennicy niepodległości, ale niewiele mniej osób wolało zostać przy Wielkiej Brytanii. To trochę wstydliwy fakt, ale Malta zawdzięcza Brytyjczykom ogromny postęp cywilizacyjny i za to się ich tu ceni.

PAP Life: Jest coś, czego nie lubisz na Malcie?

P.I.K.: Najgorsza rzecz to są kierowcy, którzy tutaj strasznie szybko jeżdżą, słabo przestrzegają przepisów, przede wszystkim ograniczeń prędkości. Nie wiem, czy jest to związane z tym, że tutaj są nieduże odległości, a dużo osób ma dobre samochody, więc rozpędzają się na tych kiepskiej jakości drogach. To jest jedyne niebezpieczeństwo na Malcie. No, może jeszcze oprócz kieszonkowców, którzy zjeżdżają na Maltę w czasie wakacji - ale oni nie są Maltańczykami.

PAP Life: Czy Malta cię czegoś nauczyła?

P.I.K.: Przede wszystkim spokoju. Tutaj życie jest wyluzowane, bez napięcia. Tego nie było w Egipcie. Tam cały czas był hałas, ludzie tam żyją na takim ciągłym nerwie. Na Malcie podejście do życia jest dużo bardziej radosne, ludzie są uśmiechnięci, z dystansem. To wpływa na kogoś, kto tutaj mieszka, a szczególnie jeśli ktoś tak jak ja, interesuje się kulturą i codziennością.

PAP Life: Twoja rodzina łatwo się odnalazła na Malcie?

P.I.K.: Tak. Na początku syn trochę narzekał, że prowincja, ale ma bardzo szybki internet, przyjaciół i mówi bardzo dobrze po maltańsku. Moja żona też rozmawia po maltańsku. Bardzo sobie ceni tutejszy spokój, luz, świadomość, że nie trzeba się stresować codziennością. Jak się coś nie uda, to się uda następnego dnia i to jest fajne. Więc jesteśmy tutaj zadowoleni i szczęśliwi. Mam nadzieję, że tak będzie cały czas.

PAP Life: Mówisz po maltańsku?

P.I.K.: Średnio. Dużo rozumiem, czytam, z racji tego, że znam arabski, ale po prostu już zaniechałem nauki kolejnego języka. Tutaj oficjalnie są dwa języki urzędowe: maltański i angielski, praktycznie z każdym można rozmawiać po angielsku.

PAP Life: Maltę traktujesz jako docelowe miejsce do życia?

P.I.K.: Tak, nie myślimy o żadnych przeprowadzkach. Dziesięć lat to jest dużo, zżyliśmy się z tym krajem i tu mamy dobre, szczęśliwe życie, więc nie chcielibyśmy tego zmieniać. Kiedy wyjeżdżam z Gozo, już pierwszego dnia zaczynam tęsknić. To jest taka specyficzna rzecz, którą niedawno analizowałem. Tutaj wszystko jest w żółtym kolorze i ta żółć ma różne oblicza. Kolorystyka budynków przechodzi od prawie białego odcienia żółtego, przez ochrę, ciemny piasek i cytrynę, aż po coraz głębsze odcienie złotego dochodzące do brązu. Spalona słońcem ziemia też jest żółta. Na co dzień, jak się tutaj mieszka, to się tego nie zauważa. Ale kiedy się wyjedzie, to natychmiast mi tego brakuje. Ta żółć to jest coś, co jakby weszło już w moją podświadomość. Tęsknota za tym jest przejmująca, ale przyjemna. Lubię to uczucie. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ep/

Piotr Ibrahim Kalwas (ur. 1963 w Warszawie) jest pisarzem, reportażystą, eseistą i fotografem. Przez osiem lat mieszkał w Aleksandrii. Był jednym ze scenarzystów „Świata według Kiepskich”. Jest autorem kilkunastu książek, dwukrotnie nominowany do Nagrody Literackiej "Nike". W 2016 roku przeprowadził się z rodziną na wyspę Gozo, należącą do Republiki Malty. Jego najnowsza książka, „Malta. Wyspa pełna smaków”, ukazała się w czerwcu nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Galeria (11)

  •  Ħobż biż-żejt maltańska kanapka-gigant. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    1/11

    Ħobż biż-żejt maltańska kanapka-gigant. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Gallarije, charakterystyczne zabudowane balkony maltańskie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    2/11

    Gallarije, charakterystyczne zabudowane balkony maltańskie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Malta jest jednym z najbardziej tolerancyjnych krajów dla mniejszości seksualnych. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    3/11

    Malta jest jednym z najbardziej tolerancyjnych krajów dla mniejszości seksualnych. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Malta uchodzi za najbardziej religijny kraj w UE. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    4/11

    Malta uchodzi za najbardziej religijny kraj w UE. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Dom w Mdinie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    5/11

    Dom w Mdinie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Luzzu, tradycyjna maltańska łódź. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    6/11

    Luzzu, tradycyjna maltańska łódź. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Maltańczycy kochają koty. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    7/11

    Maltańczycy kochają koty. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Morze to jedno z największych atrakcji archipelagu maltańskiego. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    8/11

    Morze to jedno z największych atrakcji archipelagu maltańskiego. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Na każdym rogu restauracje ze znakomitym jedzeniem. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    9/11

    Na każdym rogu restauracje ze znakomitym jedzeniem. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Qarabagħli Mimli faszerowane ryżem i ziołami cukinie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    10/11

    Qarabagħli Mimli faszerowane ryżem i ziołami cukinie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

  • Uliczka w Valletcie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe
    11/11

    Uliczka w Valletcie. Fot. Piotr Ibrahim Kalwas/materiały prasowe

Zobacz także

  •  Popeye Village. Fot. PAP/	Wiktor Dąbkowski
    Popeye Village. Fot. PAP/ Wiktor Dąbkowski

    Wioska Popeya na Malcie - park rozrywki z hollywoodzkim rodowodem

  • Liczenie głosów podczas wyborów na Malcie w 2017 r. Fot. EPA/STRINGER
    Liczenie głosów podczas wyborów na Malcie w 2017 r. Fot. EPA/STRINGER

    Slopaganda, kampanie trollingowe i partyjne chatboty - jak AI wpłynęło na wybory na Malcie

  • Valletta, Malta Fot. Adobe Stock/CatHouseProduction
    Valletta, Malta Fot. Adobe Stock/CatHouseProduction

    Migdały, konfetti i radosny bieg – tak Malta celebruje Wielkanoc

  • Rosyjski tankowiec, zdjęcie ilustracyjne, fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV
    Rosyjski tankowiec, zdjęcie ilustracyjne, fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV

    Ekologiczne zagrożenie w pobliżu Malty. Rosyjski tankowiec dryfuje niedaleko brzegów wyspy

Serwisy ogólnodostępne PAP