Święta u Katarzyny Bosackiej: żona jako „oficer prowadzący”, mąż w „sekcji sprzątającej” [WYWIAD]
Od wielu lat nie robi żurku. Zamiast niego na Wielkanoc szykuje krem z białych warzyw. Popisowym daniem Katarzyny Bosackiej jest pasztet mięsny świętej Katarzyny, którego przygotowanie zajmuje trzy dni. Z kolei jej mąż będzie stał na czele „sekcji sprzątającej”. - Nasza Wielkanoc będzie patchworkowa. Bo Tomasz ma swoje dzieci, a ja mam swoje. Więc musimy jakoś potrzeby wszystkich pogodzić - opowiada PAP Life prowadząca nowego programu kulinarnego TVP2 „Super Gary. Gotuj z Bosacką!”.
PAP Life: W czerwcu ubiegłego roku wyszłaś za mąż, więc nadchodząca Wielkanoc będzie pierwszą, którą spędzicie z Tomaszem jako małżeństwo. Czy w związku z tym te święta będzie trochę inne niż dotychczasowe?
Katarzyna Bosacka: Raczej nie, bo my jednak już jakiś czas ze sobą jesteśmy, a ślub był tylko przypieczętowaniem naszego związku. Jak się spotka dwoje dojrzałych ludzi, którzy do siebie pasują, to nie ma na co czekać - decyzja zapadła szybko. Nasza Wielkanoc będzie jak zwykle rodzinna, kolorowa, spokojna, bo w naszym domu jest bardzo dużo ciepła i miłości. Będzie też patchworkowa, bo Tomasz ma swoje dzieci, ja mam swoje, więc musimy jakoś potrzeby wszystkich pogodzić - o tyle będą to święta różne od wielu poprzednich, które spędziłam w moim życiu. Ale będzie tak samo pysznie na stole, będziemy gotować, malować jajka, spacerować, grać w planszówki, pewnie też coś w ogródku robić, bo Tomek uwielbia prace ogrodowe. Oczywiście pójdziemy do kościoła ze święconką. Na pewno nigdzie nie wyjedziemy, bo w tym roku to my jesteśmy gospodarzami i przyjmujemy rodzinę.
PAP Life: Jesteś świetną kucharką, potrafisz i lubisz gotować. Będziesz przygotowywała wszystkie potrawy sama, czy rozdzielisz zadania?
K.B.: Mogę powiedzieć, że jestem oficerem prowadzącym to całe wydarzenie. Zarządzam (śmiech). Na pewno sama zrobię pasztet mięsny świętej Katarzyny. Robię go raz jedyny w roku, właśnie na Wielkanoc. Jest dość pracochłonny, bo najpierw trzeba kupić mięso, potem je podsmażyć, później udusić z grzybami i z cebulą, a potem zemleć. Tutaj pomaga mój mąż, bo duża łapa męska jest przydatna w takiej sytuacji. Potem trzeba dodać mnóstwo różnych rzeczy, przypraw, ubitych białek i nawet koniaku, i dopiero to się zapieka. Wszystko zajmuje trzy dni, ale jest naprawdę wspaniały.
PAP Life: Ten pasztet to chyba specjalność twojej mamy?
K.B.: Tak, nauczyła mnie go robić moja mama, która też będzie u nas na Wielkanoc. Ale ponieważ już jest osobą dojrzałą, to teraz ja ten pasztet robię. Piekę też własną wędlinę, na pewno będzie jakiś fajny schab, będzie dobra szynka bez konserwantów. Dzieci zrobią sałatkę jarzynową, moje córki upieką mazurka. Wszyscy bardzo lubimy cytrynowy - dość kwaśny, nie taki słodki ulepek. Mój mąż będzie nam we wszystkim pomagać, bo on jest bardzo aktywnym uczestnikiem w kuchni. A potem przechodzi do sprzątania, czyli bierze mnie za łokcie, wyprowadza z kuchni, sadza na fotelu i mówi: „Teraz działa sekcja sprzątająca”. Porządkuje, wyciera, wkłada wszystko do zmywarki, itd.
PAP Life: Czy macie z Tomaszem jakieś „swoje” danie, które zaczęliście przygotowywać, odkąd jesteście razem?
K.B.: Chyba nie. Natomiast oboje lubimy lekką kuchnię. Tomek ostatnio bardzo dużo schudł, stara się utrzymać wagę i jest całkowicie „nawrócony” na zdrowe, dietetyczne żywienie. Na Wielkanoc będzie u nas mało rzeczy tłustych. Na pewno zrobię swój własny majonez, ale nie będziemy go używać w jakiś niesamowitych ilościach.
PAP Life: Wielkanoc pod względem utrzymania diety jest wyjątkowo trudnym czasem.
K.B.: W świątecznej rozgrywce kulinarnej widzimy, moim zdaniem, zwycięstwo Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Kuchnia na Boże Narodzenie jest lżejsza, jemy bardzo dużo kiszonek, postnych potraw. A tutaj wjeżdża cała ta białkowo-tłuszczowa tradycyjna kuchnia. Bo i jajka, i kiełbasa biała, i żurek na kiełbasie i boczku, bardzo dużo wędlin, sosy, sałatka z majonezem. Trochę oszukuję i np. daję do sałatki pół na pół majonez i jogurt. Nie robię też żurku od wielu lat. Zamiast tego przygotowuję krem z białych warzyw, który daje taką bardzo dobrą podstawę, bo na początek trochę napełnimy ten głodny żołądek. Wszyscy przecież od rana pościmy, siadamy do śniadania o 12, czasem nawet później, więc jesteśmy głodni. Kiedy zjemy talerz delikatnej zupy, to już mamy podstawę w żołądku na białko. Oprócz tego staram się, żeby na stole był jakiś pasztet warzywny, ale to też już moje dorosłe dzieci pieką. No i zielona sałata, koniecznie ze wszystkimi nowalijkami, kiełkami.
PAP Life: Korzystasz z przepisów czy raczej improwizujesz?
K.B.: Od dawna gotuję intuicyjnie. Po tylu latach otwieram lodówkę, patrzę, co mam i z trzech, czterech rzeczy potrafię coś wyczarować. Nie jestem szefową kuchni, ale mam wyobraźnię kulinarną, więc pod tym względem nie ma problemu. Wiem, że cukiernictwo to jest taka część kulinariów, która wymaga farmaceutycznej precyzji. Ale na szczęście słodyczami zajmują się moje dzieci. Franek z Zosią chętnie upieką mazurka czy sernik. W zasadzie niemal wszystkie moje dzieci bardzo dobrze radzą sobie w kuchni.
PAP Life: Na swoim Instagramie ostatnio poleciłaś jajka po azjatycku. Będą na twoim wielkanocnym stole?
K.B.: Wszystko zależy od uczestników tego śniadania. Mój 12-letni Franek ma wielką pasję do azjatyckich smaków. On je po prostu uwielbia, chodzi na różne kursy. Ostatnio był na kursie kuchni tajskiej. Teraz już prosi, żeby go zapisać na koreańską. Czasem myślę, że chyba urodził się z pałeczkami w ręku. Ostatnio właśnie takie jajka mu przyrządziłam. One też się nadają do ramenu, więc zwykły polski rosół szybko możemy przerobić na ramen. Jeśli wysilimy wyobraźnię, może być bardzo różnorodnie na naszym stole.
PAP Life: Święta to też pisanki, pójście do kościoła ze święconką.
K.B.: Nie możemy zapominać o religijnym wymiarze tych świąt, związanym ze zmartwychwstaniem Chrystusa. Cała symbolika na stole - chleb na prawdziwym zakwasie, jajka, kiełki, rzeżucha - mówi nam o odradzaniu się, zwycięstwie życia nad śmiercią. Od tego nie uciekniemy, nawet jeśli nie chodzimy do kościoła. My na pewno pójdziemy ze święconką. To jest przepiękny polski zwyczaj święcenia pokarmów, którego nie ma na całym świecie. Pamiętam taką święconkę… Mój najstarszy syn miał wtedy chyba pięć lat. Weszliśmy do kościoła pełnego ludzi i on niósł wielki koszyk, pełen różnych wiktuałów - głównie jajek dla całej rodziny. No i od razu na progu potknął się i przewrócił. Wszystko z koszyka się wysypało i potem ludzie pomagali nam zbierać te jajka z naw bocznych. Mam nadzieję, że w tym roku tak się nie skończy. Na pewno ten tegoroczny koszyk będzie kolorowy, piękny. Będą pisanki, będzie baranek z masła, kawałek kiełbasy. Ostatnio kupiłam ślicznego kogucika i kurkę na sól i pieprz, które oczywiście się tam znajdą.
PAP Life: Dla mnie ty jesteś przykładem odrodzenia. Pokazałaś, że na każdym etapie życia można zacząć od początku i to nowe nie będzie gorsze.
K.B.: Ba, to życie może okazać się lepsze i ciekawsze. My się strasznie boimy zmian, ale w moim przypadku jest to bardzo dobra zmiana. Myślę sobie, że powinniśmy uczyć nasze dzieci, wnuki - a zwłaszcza my kobiety powinnyśmy to przekazywać innym kobietom - że życie jest zmianą. To nie jest tak, że jeśli wiążemy się, wychodzimy za mąż, rodzimy dzieci, to zawsze będzie tak samo. Zawsze będziemy mieć ten sam dom, tego samego męża aż do grobowej deski.
PAP Life: Taka romantyczna miłość - od czasów licealnych aż po grób - czasem się zdarza.
K.B.: Zdarza się, ale - jak widać na wielu przykładach - dość rzadko, a ostatnio coraz rzadziej, bo coraz więcej par w Polsce się rozstaje. Jeśli natomiast nastawimy się, że życie jest zmianą, to pomoże nam to przejść przez ten bardzo trudny moment. Niewątpliwie, dla mnie był koszmarnie trudny, ale postanowiłam po prostu zamknąć poprzednie drzwi. Rozwód nastąpił za porozumieniem stron, bez walki, bo to też odbija się i na dorosłych, i na dzieciach. Otworzyłam nowe drzwi i przez nie wpadło słońce. Okazało się, że po tej drugiej stronie już ktoś na mnie czekał. Bardzo często kobiety, które znajdą się w sytuacji podobnej do mojej, ogarnia chęć zemsty. Zniszczę go, nie będę mu dawać dzieci, założę mu niebieską kartę, itd. Ale ta zemsta też zabija nas, nasze otoczenie, dzieci, rodziców, przyjaciół i to jest kompletnie bez sensu. Uważam, że trzeba starać się ocalić siebie i wprowadzić spokój w swoim życiu. Może się okazać, że życie osobno jest dużo lepsze nie tylko wtedy, kiedy pozostajemy singielkami czy singlami, ale też dlatego, że nagle okazuje się, że w nieoczekiwany sposób spotykamy kogoś ważnego. Miłość dojrzała jest zupełnie inna. Ona bardzo dużo widzi, od razu rozpoznaje różne gierki, różne dziwne zachowania. Można szybko zorientować się, czy ktoś jest wart zaufania. czy po prostu jest tylko gra pozorów.
PAP Life: Ostatnio dużo się dzieje także w twoim życiu zawodowym. Od marca prowadzisz nowy program „Super Gary. Gotuj z Bosacką”. Odwiedzasz polskie rodziny, robisz przegląd lodówek i zapasów w szafkach, przygotowujecie razem posiłki. Coś cię zaskoczyło?
K.B.: Muszę powiedzieć, że tak. Dlatego że wydawało mi się, że jeśli przez tyle lat ja i inni dziennikarze, i dietetycy uczymy, jak robić zakupy, jak czytać etykiety, na co zwracać uwagę, to wiele rzeczy jest już oczywistych. Ale okazuje się, że edukacja dokładnie tak, jak w szkole, musi trwać bez przerwy. Chyba przez pandemię, drożyznę ludzie zaczęli mniej zwracać uwagę na składy, na jakościowe produkty. Mam wrażenie, że cofnęliśmy się pod tym względem i, rzeczywiście, w naszych domach jest bardzo różnie. Nie zawsze ta świadomość jest na odpowiednim poziomie. Bardzo często są też walki kulinarne pomiędzy pokoleniem młodszym a starszym. Miałam na przykład taką rodzinę, gdzie występowały trzy pokolenia: dziadkowie, rodzice oraz dzieci. Dzieci chciały jeść zupełnie co innego niż rodzice, a babcia z kolei gotowała bardzo tradycyjną, polską kuchnię. Smaczną, przepyszną, ale było tam sporo cukru, dużo tłuszczu, mięso tylko wieprzowe, niezbyt dużo warzyw. „Super Gary” to program edukacyjny, misyjny, rodzinny, ale też - w świecie hejtu i dramy - sympatyczny. Nie ma w nim pokrzykiwania, pouczania, bez pogardy. Bo przecież najbardziej lubimy tych nauczycieli, którzy potrafią ciekawie opowiadać o jakichś zjawiskach, a nie takich, którzy grożą palcem i próbują uczniowi udowodnić, że jest beznadziejny. Nie potrzebujemy programów, które są pełne hejtu. Potrzebujemy miłej, przyjaznej edukacji na wesoło. Tak bym określiła ten program.
PAP Life: Wspomniałaś o rodzinie, w której każdy miał inne upodobania kulinarne. Wielkanoc to czas spotkań w gronie rodzinnym, z przyjaciółmi. A teraz coraz więcej osób ma różnego rodzaju preferencje, diety. Jedni nie jedzą mięsa, inni glutenu, ktoś jest na diecie wegańskiej, itd. Jak zadowolić wszystkich, a zarazem nie zamęczyć się przygotowaniami nie wiadomo jakiej liczby dań?
K.B.: Myślę, że ważna jest uważność, ale też bez przesady. Jeśli jesteśmy gospodarzami i, tak jak ja z moim mężem, przygotowujemy większość dań wielkanocnych, to trudno, żebyśmy zaspokoili preferencje wszystkich. Musielibyśmy nie spać kilka dni, tylko cały czas siedzieć w kuchni, a Święta są też dla nas. Ale można o tym pomyśleć, bo jeśli ktoś jest weganinem, a ja na przykład robię krem z białych warzyw, to mogę go nie zabielać śmietanką, tylko po prostu doprawić i zostawić, jak jest. Jeśli ktoś nie je glutenu, bardzo często proszę: „przynieś ze sobą swój, ulubiony chleb”. Myślę, że podstawą jest komunikacja, żebyśmy mówili o swoich potrzebach, bo przecież nawet jeśli pójdę do sklepu i kupię chleb bezglutenowy, to może się okazać, że nie taki, jak potrzeba. W naszej rodzinie są wegetarianie. Poproszę, żeby kuzynki, które przyjeżdżają do nas z Poznania, zrobiły pasztet z ciecierzycy. Przecież nie chodzi o to, żeby ta biedna matka razem z ojcem, którzy przygotowali całą Wielkanoc i wzięli wszystko na swoje barki, umierali z przemęczenia. Po co? Święta są dla wszystkich, powinny być przyjemnością, radością spędzania tego czasu wspólnie. I takie będą u nas. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/moc/ag/ ał/
Katarzyna Bosacka – dziennikarka, autorka programów telewizyjnych, specjalistka od zakupów spożywczych i praw konsumenckich, od lat promuje zdrową kuchnię. Autorka wielu książek kulinarnych i poradników zakupowych. Od lutego prowadzi w TVP2 nowy program „Super Gary. Gotuj z Bosacką”. Mama czwórki dzieci. Ma 54 lata.