Tomasz Włosok: intrygują mnie bohaterowie „pogięci” [WYWIAD, WIDEO]
Nie myślę o pieniądzach w momencie przyjmowania propozycji. Rola musi być wyzwaniem. Musi być na tyle ekscytująca, że poczuję to całym sobą. Jestem bardzo intuicyjny i często moje ciało mi podpowiada, co powinienem zrobić – mówi PAP Life Tomasz Włosok, jeden z najciekawszych aktorów młodego pokolenia. W piątek do kin wszedł „Król dopalaczy”, w którym zagrał główną rolę.
PAP Life: Pamiętasz aferę z dopalaczami?
Tomasz Włosok: Szczerze mówiąc - średnio. Ani ja, ani całe moje otoczenie specjalnie się tym nie interesowaliśmy. Dopiero później, kiedy byłem już na studiach, zobaczyłem, że jest to realny problem. Oczywiście, na potrzeby filmu, przejrzałem sobie trochę materiałów i dziś mam zdecydowanie większą wiedzę na ten temat.
PAP Life: Fabuła „Króla dopalaczy” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Kilkanaście lat temu powstała w Polsce sieć sklepów, w których sprzedawano środki odurzające, tzw. dopalacze, co było możliwe dzięki lukom w prawie. Grasz Dawida, tytułowego króla dopalaczy. Kiedyś nazywano tak Dawida B., twórcę tego narkotykowego imperium.
T.W.: Nie podchodziłem do tego filmu jak do biografii. Raczej interesował mnie pewien portret psychologiczny i dramaturgia wydarzeń. Tak naprawdę, nie wiem, kim był Dawid B., jaki był, nie starałem się znaleźć informacji na ten temat. Raczej szukałem odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że młody, inteligentny chłopak z normalnego domu tak się zatracił, że przekraczał kolejne granice, aż dotarł do miejsca, z którego nie było już odwrotu.
PAP Life: Jest pewien paradoks, że twojego bohatera na złą drogę sprowadza niesprawiedliwy, ale legalny system, który doprowadził jego rodzinę do bankructwa.
T.W.: Faktycznie, punktem wyjścia w tej historii jest chęć pomocy rodzinie, która realizuje się u niego w zły sposób. I co gorsza, on nawet nie próbuje znaleźć innego sposobu na zaradzenie tym problemom. Oczywiście, tak jak w przypadku każdego bohatera, można by się pochylić i zastanowić, czy jego motywacja była słuszna czy nie. Dawid podejmuje decyzję, że nie powie matce, że firma ojca zbankrutowała. Nie wiadomo do końca, dlaczego chce to ukryć. Czy w ich wzajemnych relacjach brakuje szczerości, czy może uważa, że matka tego nie udźwignie. W każdym razie, bierze to na siebie i to jest pierwszy etap popadania w obłęd, spirala szybko się nakręca.
PAP Life: Na początku właściwie jest nam go szkoda. Dawid nie jest przecież złym człowiekiem, który postanowił wzbogacić się na dopalaczach i ludzkim cierpieniu. Musi szybko zarobić pieniądze, żeby zapłacić gigantyczny podatek do Urzędu Skarbowego, bo ojciec oddawał niesprzedane pieczywo do domów dziecka.
T.W.: Tym bardziej wydaje się to przerażające. Chociaż myślę, że trzeba mieć predyspozycję, żeby popłynąć w taką stronę jak Dawid. Ten chłopak ma wiele kompleksów, także w relacjach męsko-damskich, ogromne ego. Zarabianie dużych pieniędzy, popularność, poczucie władzy zaczyna sprawiać mu tak ogromną przyjemność, że traci jakiekolwiek hamulce.
PAP Life: To niestety często się zdarza. Innego twojego filmowego bohatera, Jerzego Kuleja, też tak uwiodła sława, że nie zwracał uwagi, że krzywdzi najbliższych.
T.W.: W przypadku Jurka dochodził jeszcze taki element, że mówimy o jednostce, która została wyróżniona w systemie, w którym przynajmniej teoretycznie wszyscy mieli być równi. A Jurek prosto z częstochowskiego bloku zostaje rzucony do wielkiego świata, w którym zaczyna być doceniany. No i chłop łatwo się w tym zatraca. Ale, przynajmniej na potrzeby historii, którą opowiadamy w filmie o Jerzym Kuleju – chodzi o czteroletnie przygotowania do igrzysk olimpijskich - był mocno skupiony na wynikach sportowych. Więc cel, który mu przyświecał, był dużo bardziej szlachetny. Jurek chciał być najlepszym pięściarzem na świecie. To prawda, że po drodze krzywdził wielu ludzi, przede wszystkim swoją żonę i był absolutnie skupiony tylko na sobie, ale nie doprowadził nikogo do śmierci, tak jak Dawid. To jednak kolosalna różnica.
PAP Life: „Król dopalaczy” jest też o hipokryzji. Na „sukces” Dawida „pracuje” wiele osób: policjanci, którzy są leniwi, albo biorą łapówki, politycy, którzy zajmują się głównie sobą.
T.W.: Tak i mam nadzieję, że to wybrzmi w naszym filmie. Jeżeli system jest podziurawiony, to żyje się w rzeczywistości, w której tak naprawdę nie ma prawa albo łatwo je ominąć. Wtedy bardzo szybko można wpaść w pułapkę myślenia, że to, co się robi, jest mniejszym złem.
PAP Life: Żyjemy w świecie, w którym definicja sukcesu stale się wypacza i sprowadzona jest do pieniędzy, rozgłosu, popularności. Dziś dla młodych ludzi autorytetami są influencerzy, którzy prowadzą życie łatwe, lekkie i przyjemne.
T.W.: Myślę, że zaczynamy już chyba powoli rozumieć, że świat pokazywany na Instagramie jest iluzją i prawdziwe życie wygląda nieco inaczej. Czuję, że social media trochę już tracą swoją siłę, chociaż może tylko mi się tak wydaje.
PAP Life: Z pierwowzorem twojego bohatera poważne media robiły wywiady, w których przedstawiały go jako człowieka sukcesu. Mam wrażenie, że od tamtej pory niewiele się zmieniło. Niedawno była sutenerka wzięła udział w popularnym tanecznym show.
T.W.: I to jest właśnie problem systemu, w którym media ścigają się, żeby mieć jak najwięcej kliknięć i kontrowersyjnych gości. Z jednej strony rozumiem, że jest wolność w wybieraniu treści, które chcesz czytać czy oglądać, ale mimo wszystko to powinno mieć jakieś granice. Nie mam problemu z tym, żeby ktoś zapraszał polityków z różnych obozów. Natomiast promowanie osób kontrowersyjnych jest po prostu bardzo szkodliwe. Łatwo wtedy pomyśleć, że jeśli taka osoba pojawia się w mediach, to jej aktywność jest akceptowana.
PAP Life: Wracając do „Króla dopalaczy”, twój bohater na pytanie, dlaczego to robi, odpowiada: „Bo chciałem być kimś". Czy ty zostałeś aktorem, bo chciałeś być kimś?
T.W.: Pewnie na początku to mi przyświecało. Niespecjalnie miałem jakikolwiek plan na życie i najpierw zaczęło się od tego, że poczułem, że na czymś zaczęło mi zależeć, a to już było wyjątkowe doświadczenie. A jak zaczęło mi zależeć i coś powoli zaczęło wychodzić, jakiś udany przegląd, dostanie się do studium, potem egzaminy, szkoła, to dawało mi takie poczucie, że idę w dobrym kierunku.
PAP Life: Grasz główne role, dostajesz nagrody. Był taki moment, kiedy uwierzyłeś, że jesteś lepszy od innych?
T.W.: Nie wiem. To są takie rzeczy, o które pewnie lepiej pytać ludzi, którzy nas otaczają. Myślę, że moja druga połówka mogłaby na to dużo bardziej obiektywnie odpowiedzieć. To naturalne, że jeżeli ktoś klepie cię po plecach i mówi, jaki jesteś super, to pewnie przychodzi taki moment, że pewność siebie wzrasta. Myślę, że na pewnym etapie dało mi to większą śmiałość w wykonywaniu pracy. Dużo bardziej chciało mi się ryzykować, bo miałem takie poczucie, że mogę sobie na to pozwolić.
PAP Life: Popularność jest dla ciebie ważna?
T.W.: Nie chcę tutaj opowiadać głupot, że w ogóle mi na tym nie zależy. Popularność daje kolejne projekty i to jest fakt. Jestem wdzięczny za miejsce, w którym jestem i staram się je wykorzystać najlepiej i najmądrzej, jak potrafię. Trochę swoją drogę wytyczam na własnych warunkach. Czyli niekoniecznie muszę zajmować się wspomnianymi wcześniej social mediami, bo tego żąda rynek, a ja z kolei nie do końca się w tym odnajduję.
PAP Life: Jak wybierasz projekty?
T.W.: Wiadomo, że to jest praca, z której się utrzymuję, ale nie myślę o pieniądzach w momencie przyjmowania propozycji. Rola musi być wyzwaniem, musi być na tyle ekscytująca, że poczuję to całym sobą. Jestem bardzo intuicyjny i często moje ciało mi podpowiada, co powinienem zrobić. Kiedy czytam dobry tekst, towarzyszą mi rozmaite emocje. Dużym wsparciem w decyzjach jest też moja partnerka, która bardzo często ma bardzo ciekawe przemyślenia.
PAP Life: Jaki rodzaj bohatera cię fascynuje?
T.W.: Taki pogięty, nieoczywisty, o którym sam nie do końca wiem, co mogę myśleć. Z jednej strony go lubię, z drugiej nie. To jest taki pierwszy wyznacznik, dla którego chcę pochylić się nad rolą.
PAP Life: Czy grając takie postaci nie czarno-białe, osobiście wynosisz coś z tego?
T.W.: Za każdym razem jest to lekcja, podpowiedź, jak coś robić albo czegoś nie robić. Dla mnie w ogóle powodem, dla którego zainteresowałem się aktorstwem, było to, że w tym zawodzie, ukrywając się za postacią, można wyciągnąć wiele dla siebie. Dlatego kocham kino i literaturę, bo w nich jest zawartych wiele mądrości, które przekładają się na nasze życie.
PAP Life: Z każdym kolejnym sukcesem pojawia się też większa presja.
T.W.: Naturalnie, że ją czuję. Zwłaszcza w takich sytuacjach jak teraz, kiedy zaczyna się promocja filmu, trzeba będzie się skonfrontować z efektem pracy, ocenami. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym projektem poprzeczka się podnosi, zdaję coraz trudniejszy egzamin. Zawsze stresuję się przed wejściem na plan, potem w trakcie pracy już o tym nie myślę, no i potem na koniec to znowu wraca.
PAP Life: I jak sobie z tym radzisz? Zakupy, sport ekstremalny, a może terapia?
T.W.: Mam naturę ADHD-owca, więc łączę wszystko, w zależności na co akurat aktualnie mam fazę. Chociaż raczej nie mam tendencji, żebym „zakupowywał” stres, już wolę go zajeść (śmiech). Bardzo dużo w życiu dał mi boks, treningi uspakajają mi głowę. No i czasami gry wideo. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/moc/ag/ ał.
Tomasz Włosok ma 35 lat. W 2016 roku ukończył aktorstwo na PWST w Krakowie. W tym samym roku zadebiutował na dużym ekranie w filmie Macieja Pieprzycy „Jestem mordercą”. Zagrał kilkadziesiąt ról w serialach i filmach. Za kreację „Waldena” w filmie „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa” otrzymał wyróżnienie w Gdyni. A występ w „Zielonej granicy” Agnieszki Holland przyniósł mu nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego. Ostatnio wcielił się w Jerzego Kuleja w filmie „Kulej. Dwie strony medalu”. Prywatnie związany jest z aktorką Malwiną Buss, z którą ma córkę Jagodę. 13 marca do kin trafił film „Król dopalaczy”, w którym zagrał główną rolę.