W finalnej wersji filmu o Michaelu Jacksonie nie będzie wątku oskarżeń o molestowanie
24 kwietnia do kin na całym świecie wejdzie biograficzny film „Michael” poświęcony Królowi Muzyki Pop, Michaelowi Jacksonowi. Pierwotnie w filmie miały znaleźć się nawiązania do oskarżeń muzyka o molestowanie dzieci. Tak jednak nie będzie. Twórcy produkcji wydali 15 milionów dolarów na niezbędne dokrętki, w tym nakręcenie od nowa finałowej sceny filmu.
Źródła związane z produkcją biograficznego filmu „Michael”, na które powołuje się portal Variety, przybliżają szczegóły wielkich zmian, jakie zaszły w finałowej wersji produkcji. W jednej ze scen oryginalnego scenariusza Michael Jackson ze smutną miną spogląda w lustro, podczas gdy za nim migają światła policyjnych syren. Minęła dekada od sukcesu albumu „Thriller”, a policja przybyła na ranczo Neverland, by go aresztować z powodu oskarżeń o molestowanie nieletnich.
Wspomnianej wyżej sceny nie będzie w filmie, który trafi do kin już za trochę ponad dwa tygodnie. To jedna z wielu scen, które nie opuściły montażowni. Cały trzeci akt filmu miał bowiem być poświęcony oskarżeniom i temu, w jaki sposób wpłynęły one na życie Jacksona. Zrealizowane sceny trzeba było jednak wyciąć, gdy adwokaci rodziny Jacksonów, która jest wśród producentów filmu Antoine Fuquy, uświadomiła sobie, że w ugodzie z oskarżającym Jacksona, Jordanem Chandlerem, pojawił się zakaz wspominania powoda w jakmkolwiek filmie.
Odkrycia dokonano, gdy film został już nakręcony., W efekcie konieczne było napisanie nowego zakończenia. To odwlekło się w czasie, gdy dom scenarzysty, Johna Logana, ucierpiał w pożarach. A to z kolei sprawiło, że premiera została przełożona o rok w stosunku do wcześniej ogłoszonej daty. Gdy nowy scenariusz był gotowy, ekipa ponownie zebrała się na ponad 20 dni, by nakręcić nowe zakończenie i poprawić niektóre z wcześniejszych scen. Miało to kosztować do 15 milionów dolarów, a sumę tę pokryła z własnej kieszeni rodzina Jacksonów, ponieważ dokrętki konieczne były z powodu ich niedopatrzenia.
Teraz, zamiast kończyć się w jednym z najmroczniejszych momentów kariery Jacksona, film będzie miał swój finał w chwili szczytu jego popularności w trakcie trasy koncertowej „Bad”. W centrum produkcji znajdzie się muzyka Jacksona i jego porywające fanów koncerty, a zachowania muzyka, które można by określić mianem „dziwnych”, zejdą na dalszy plan. Ważną rolę w fabule będą grać oparzenia głowy, których doznał piosenkarz w trakcie kręcenia reklamy Pepsi. To wtedy zaczął uzależniać się od środków przeciwbólowych. Główną osią fabularną filmu nie będą oskarżenia o molestowanie, a tarcia pomiędzy Jacksonem, a jego ojcem, który nie chciał, by syn robił karierę solową kosztem zespołu The Jackson 5.
Producenci filmu liczą na to, że powstanie też przynajmniej jedna kolejna część opowieści o Michaelu Jacksonie. Ich zdaniem ilość zrealizowanego materiału już teraz wystarczy na stworzenie kontynuacji. Szacują, że 30 proc. materiału, który został wycięty z pierwszej wersji „Michaela”, będzie mógł zostać przywrócony w części drugiej. (PAP Life)
kal/moc/ grg/