Wiceszef MSZ: w interesie Polski jest łagodzenie konfliktu między USA i Danią, a nie jego zaognianie
Premier Donald Tusk jasno wyraził, że jesteśmy po stronie Danii w jej obronie suwerenności terytorialnej. Natomiast w interesie Polski i całej Europy jest łagodzenie konfliktu między USA i Danią, a nie jego zaognianie - podkreślił w piątek wiceszef MSZ Marcin Bosacki.
Odpowiedział w ten sposób na pytanie TVP Info, czy Polska nie wysyłając żołnierzy na Grenlandię nie staje w obecnym konflikcie po stronie USA, a nie UE i Danii.
W związku z zapowiedziami prezydenta Donalda Trumpa zajęcia Grenlandii przez USA kilka państw europejskich, m.in. Szwecja, Norwegia, Niemcy, Holandia, Francja i Finlandia, poinformowało w środę i czwartek o wysłaniu swoich żołnierzy na wyspę (w różnej liczbie, tj. od jednego do kilkunastu oficerów) - wezmą udział w ćwiczeniach Operation Arctic Endurance, które potrwają do soboty. Premier Donald Tusk oświadczył w czwartek, że Polska nie planuje wysłać żołnierzy na Grenlandię.
- Polska staje po stronie zasad takich, że nie można zmieniać siłą granic nie tylko w Europie, ale też w jej okolicach do jakich należy Grenlandia - podkreślił wiceszef MSZ w TVP Info. Zaznaczył, że „premier Tusk wraz z przywódcami innych krajów europejskich jasno wyraził zdanie, że jesteśmy po stronie Danii w obronie jej suwerenności terytorialnej”.
Natomiast w interesie Polski, ale też całej Europy jest raczej, i chcę to podkreślić bardzo wyraźnie, łagodzenie tego konfliktu - i stąd popieramy na przykład próby bezpośrednich rozmów Kopenhagi z Waszyngtonem - a nie jego zaognianie, bo nadal Stany Zjednoczone są Europie i Polsce potrzebne
O to, czy deklaracja niewysłania polskich żołnierzy na Grenlandię nie była błędem był też pytany w piątek w radiu Zet wiceszef MON Cezary Tomczyk.
Wiceminister obrony zaznaczył, że każde państwo ma swoje zadania, a Polska realizuje najważniejsze z nich, czyli zabezpieczenie wschodniej flanki NATO. Wspomniał tu o operacjach Horyzont, Wschodnia Zorza i działaniach na Bałtyku. – Naprawdę mamy co robić i polscy żołnierze mają co robić. Rząd nie ma takich planów (wysyłania żołnierzy, PAP) - dodał wiceszef MON.
Donald Trump wielokrotnie mówił w ostatnich dniach o konieczności przejęcia Grenlandii, należącej formalnie do Danii, przez Stany Zjednoczone. Spekulował m.in., że jeśli USA nie przejmą kontroli nad Grenlandią, zrobią to Chiny albo Rosja. Odrzucał przy tym inne rozwiązania, takie jak zwiększenie tam obecności żołnierzy USA i proponowaną przez Niemcy misję państw NATO na wyspie. W niedawnym wywiadzie dla „New York Timesa” powiedział, że USA mogą być zmuszone do „wyboru” między Grenlandią a NATO.
W środę w Waszyngtonie szefowie dyplomacji: Danii Lars Lokke Rasmussen i Grenlandii Vivian Motzfeldt rozmawiali w Białym Domu z wiceprezydentem USA J.D. Vance'em i sekretarzem stanu Markiem Rubio. Spotkanie odbyło się na wniosek Kopenhagi, która chce, by Trump zaprzestał gróźb zajęcia wyspy „po dobroci lub w trudniejszy sposób”.
Po rozmowach w Białym Domu Rasmussen i Motzfeldt przyznali, że nie przyniosły one zmiany stanowiska władz USA w sprawie chęci przejęcia wyspy, choć ich przedstawiciele zgodzili się na dalsze rozmowy. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła w czwartek, że obecność europejskich wojsk w Grenlandii nie wpłynie na proces podejmowania decyzji przez Trumpa, ani na sam cel pozyskania Grenlandii. Powiadomiła zarazem, że rozmowy grupy roboczej, której powstanie uzgodniono podczas środowej rozmowy wiceprezydenta i sekretarza stanu USA oraz szefów dyplomacji Danii i Grenlandii, będą się odbywać co dwa-trzy tygodnie. (PAP)
ero/ kmz/ mok/ sma/