Wimbledon - pierwszy „czeski” finał w historii
W sobotę w Londynie pierwszy raz w historii dwie Czeszki powalczą o triumf w wielkoszlemowym Wimbledonie. Zarówno Karolina Muchova (nr 10.), jak i Linda Noskova (nr 9.) nie mają w swoim dorobku tytułu Wielkiego Szlema, obie po raz pierwszy dotarły też do finału turnieju na londyńskiej trawie.
Faworytką sobotniego finału jest bardziej doświadczona 29-letnia Muchova, która ma już w dorobku jeden decydujący o trofeum pojedynek w Wielkim Szlemie - w 2023 roku przegrała z Igą Świątek we French Open. Teraz tenisistka z Ołomuńca jest jednak w lepszej sytuacji, bowiem po serii problemów zdrowotnych rozgrywa najlepszy sezon w karierze. W lutym wywalczyła pierwszy tytuł rangi WTA 1000 w Dausze, a tuż przed rozpoczęciem Wimbledonu zdobyła pierwsze trofeum na kortach trawiastych, wygrywając turniej w niemieckim Bad Homburg.
- Ma niesamowite czucie piłki i dzięki temu jest stworzona do gry na trawie – podkreśla Niemka Sabine Lisicki, finalistka imprezy na kortach All England Club z 2013 roku.
- Uwielbiam patrzeć, jak gra – dodała była liderka światowego rankingu, Dunka Caroline Wozniacki.
Rozstawiona z numerem 10. Muchova od kilku lat jest uważana za jedną z najładniej grających tenisistek, zdolną do zrobienia niemal wszystkiego z rakietą w ręku. Jej półfinałowa rywalka, Amerykanka Coco Gauff po porażce 2:6, 6:1, 6:7 (10-12) oceniła, że „biorąc pod uwagę jej talent, (Muchova - PAP) zasługuje na większy sukces” niż trzy tytuły WTA, które ma w swoim dorobku.
Czeszka po raz pierwszy w karierze w turnieju rangi WTA pokonała trzy mistrznie wielkoszlemowe - w 1/8 finału swoją rodaczkę Barborę Krejcikovą, w ćwierćfinale Japonkę Naomi Osakę, a w półfinale Gauff.
W czwartek dziewiąta w światowym rankingu tenisistka przez moment zmartwiła swój sztab i kibiców, bowiem w super tie-breaku w trzecim secie skrzywiła się podczas masażu brzucha. Po wygranym przez nią spotkaniu okazało się jednak, że to nic poważnego.
- Złapałam kolkę. Nie mogłam złapać oddechu i próbowałam trochę masować, żeby złagodzić ból - wyjaśniła podczas pomeczowej konferencji prasowej.
Sobotni finał będzie starciem dwóch zawodniczek rozgrywających swoje najlepsze sezony w karierze na trawie. 21-letnia Noskova, 12. na liście WTA, przed Wimbledonem wygrała turniej w Berlinie, drugi w jej karierze, ale pierwszy na tej nawierzchni, chociaż w ostatnich dwóch latach jest na kortach trawiastych najlepszą tenisistką w tourze, bowiem ma na koncie 19 zwycięskich pojedynków, najwięcej spośród wszystkich zawodniczek. Po raz pierwszy zagra w wielkoszlemowym finale.
Po drodze do decydującego o trofeum meczu pokonała m.in. mistrzynię Australian Open z 2025 roku Amerykankę Madison Keys (nr 26.) oraz notującą bardzo dobry sezon Ukrainkę Martę Kostjuk (nr 12.).
Mimo dobrej formy na trawie, po zwycięstwie w półfinale wydawała się wręcz zaskoczona swoim rezultatem.
- Nigdy nie da się zaplanować sukcesu – powiedziała, dodając, że była „psychicznie wyczerpana” po sezonie na kortach ziemnych, który zakończył się, jak sama to określiła, „katastrofalnym” French Open, gdzie odpadła w pierwszej rundzie.
21-latka z Vsetina może zostać w sobotę najmłodszą zwyciężczynią Wimbledonu od czasu swojej rodaczki Petry Kvitovej w 2011 roku, która była wówczas o kilka miesięcy młodsza.
Awansując do finału, Muchova i Noskova przełamały „klątwę”, która panowała w ostatnich latach, gdy żadna tenisistka, która wygrała turniej poprzedzający londyńskiego Wielkiego Szlema, nie była w stanie wygrać imprezy na kortach All Englad Club. Sobotni finał będzie pierwszym od 1990 roku, w którym zmierzą się dwie zawodniczki będące triumfatorkami turniejów poprzedzających Wimbledon.
Czeszki znają się doskonale - w igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku rywalizowały ramię w ramię w turnieju deblowym, w którym uplasowały się tuż za podium. Przed półfinałami w czwartek odbyły również wspólny trening na korcie centralnym, na którym żadna z nich nigdy wcześniej nie grała.
Muchova wygrała ich jedyny dotychczasowy pojedynek, w trzeciej rundzie ubiegłorocznego US Open 6:7 (5-7), 6:4, 6:2.
W historii Wielkiego Szlema nie było jeszcze finału z udziałem dwóch reprezentantek Czech. Zdarzały się natomiast decydujące mecze z udziałem tenisistek urodzonych na terenie tego kraju - Martina Navratilova, jako reprezentantka USA, grała z rywalkami z Czechosłowacji: Haną Mandlikovą i Heleną Sukovą w US Open oraz z Mandlikovą w Wimbledonie i Australian Open.
Niezależnie od tego, która wygra, Czeszka zostanie mistrzynią Wimbledonu po raz trzeci w ostatnich czterech latach, po zwycięstwach Markety Vondrousovej w 2023 roku i Barbory Krejcikovej w 2024.
- To już prawie tradycja – powiedziała z uśmiechem Noskova.(PAP)
msl/ krys/ ep/