Zupa ze Złotym Globem, której Tomasz Sternicki pozwoli trochę ostygnąć
Odbierając Złoty Glob za rolę w filmie "Hamnet", Jessie Buckley wykonała niespotykany w historii kina gest. Doceniła tych, którzy zwykle nie są w takich przemowach wymieniani. Szczególne słowa uznania skierowała do Tomasza Sternickiego – anonimowego dotąd członka ekipy, który podbił serce gwiazdy... swoją zupą gulaszową. Dziś o tym Polaku mówi cały świat. Jednak on sam - jak ujął to w rozmowie z PAP Life - "pozwoli, by zupa nieco ostygła".
Garnek zupy, który trafił na światowe nagłówki
Gdyby nie gala Złotych Globów z 11 stycznia, Tomasz Sternicki cieszyłby się spokojnym urlopem na Wyspach Kanaryjskich. Jednak osoba, która zwykle stoi w cieniu, niespodziewanie stała się bohaterem nagłówków. Powód? Prozaiczny. Garnek zupy gulaszowej.
„W trakcie zdjęć Tomek zaczął co jakiś czas znikać z planu. Pewnego dnia znalazłam go na tyłach jego wozu, gdzie kroił ziemniaki, cebulę i mięso. Przywiózł z Polski swój ogromny żeliwny garnek, w którym gotował zupę, a ta zupa zaczęła pojawiać się na planie. Była przepyszna. Dziękuję, że przyniosłeś swój garnek na plan” – powiedziała ze sceny Buckley, odbierając nagrodę dla najlepszej aktorki w dramacie filmowym.
- Jest to niezwykle miłe, zaskakujące. Fajnie, że to się wydarzyło. Ludzie dowiedzą się, że film to nie tylko reżyserzy, operatorzy, aktorzy, ale i cała rzesza ludzi, która pcha ten wózek do przodu – powiedział w rozmowie z PAP Life Sternicki. Pytany, jak czuje się z tą nagłą popularnością, nie krył skrępowania. - Nagle wszyscy zaczęli pytać o zupę i ona stała się głównym tematem, zamiast mówić o zdjęciach, filmie o aktorach. Z jednej strony to fajne, z drugiej - w pewnym sensie kłopotliwe – dodał.
Polska kuchnia na planie „Hamneta”
Choć za jego sprawą na planie „Hamneta” królowała kuchnia polska, której ekipa była bardzo ciekawa – oprócz zupy gulaszowej filmowcy mogli skosztować golonki, bigosu i rosołu – Sternicki nie był jedynym, który wykazał się kulinarną pasją. - Mój stolarz miał grilla i przyrządzał pyszne hamburgery, kanapki zingery (z pikantnym, panierowanym filetem z kurczaka - red.). Podczas kręcenia jednego z ujęć takim zingerem poczęstowano Chloe (Chloe Zhao - reżyserka filmu, red.). To było trudne ujęcie, było kilka dubli, ja operowałem kranem bezpośrednio przy kamerze, moja ekipa pchała ten kran na torach. To było bardzo dynamiczne ujęcie. No i po kilku dublach w końcu nagle słychać okrzyk radości: "That was so good! (to było świetne)". I nagle Chloe biegnie do nas z kanapką w dłoniach, przeżuwając jeszcze jej kęs. Sądziliśmy, że chodzi o to ujęcie, że jest tak zadowolona z tego, co widzi na ekranie. A tu chodziło o pyszną kanapkę – wspomina.
Dziś Sternicki kojarzony jest z kulinarnymi umiejętnościami, jednak należy podkreślić, że na planie pełnił odpowiedzialną rolę key gripa - osoby, która, jak wyjaśnił, odpowiada za ruch kamery i wszystkie urządzenia, na których się ją montuje. - To dość złożona rola. Zaczyna się od planowania ujęć z operatorem. Operator opowiada, jaki efekt chciałby osiągnąć. A grip dobiera odpowiednie narzędzia, żeby doprowadzić to do szczęśliwego finału – tłumaczy.
Ekipa „Hamneta” nie była jedyną, która miała okazję skosztować potraw Sternickiego. Na planie „Fatherland” Pawła Pawlikowskiego także miał okazję przyrządzić kilka dań. - Realizowaliśmy ujęcie na opuszczonym lotnisku czy dawnym wojskowym pasie startowym - już nie pamiętam. To było w szczerym polu, a rosło tam mnóstwo kań, które natychmiast trafiły na patelnię i wszyscy się zajadali – wspomina. Dodaje, że przy pracy na planie, która bywa stresująca, gotowanie jest pewną odskocznią, pozwala wnieść do tych „małych wiosek” trochę domowego ciepła.
Żeliwny garnek jako stały towarzysz pracy
Dlatego też nieodłącznym narzędziem, obok tych filmowych, jest ogromy żeliwny garnek, który Sternickiemu towarzyszy w pracy. - Ja po prostu lubię gotować i w zasadzie na każdym planie, podczas kręcenia każdego filmu, udaje mi się coś upichcić. Ten wspomniany garnek, jest ogromny i ciężki, nie zawsze mogę go zabrać, ale mam też inne garnki trochę mniejsze, mniej kłopotliwe – przyznaje.
Pytany o przepis na zupę, która urzekła Buckley, odpowiada: - Tego przepisu nie ma. On nie istnieje, nigdy go nie było i przypuszczam, że nigdy nie będzie. To improwizacja – wyjawia. Ta, jak wiadomo, w jego branży nierzadko potrafi zdecydować o świetnej scenie.
W filmie „Hamnet” Buckley wciela się w rolę Agnes, która zakochuje się w biednym nauczycielu łaciny, Williamie. Ten w przyszłości zostanie słynnym dramaturgiem, Williamem Szekspirem. Po ślubie mają trójkę dzieci. Jednak wtedy wydarza się tragedia - ich jedyny syn, 11-letni Hamnet umiera jako jedna z ofiar zarazy. Film został zainspirowany „Hamletem”. Autorem zdjęć był Łukasz Żal, a kostiumy przygotowała Małgorzata Turzańska. Obraz trafi do polskich kin 23 stycznia. (PAP Life)
Autorka: Monika Dzwonnik
mdn/ag/ep/