76. Berlinale. Mundruczó: film „At the Sea” dotyka kwestii kryzysu wieku średniego
„At the Sea” pośrednio dotyka kwestii kryzysu i przemian wieku średniego. Na tym etapie życia człowiek uwalnia się od dawnego „ja”, nie odnalazłszy jeszcze nowego siebie – powiedział Kornél Mundruczó. Nowy film twórcy „Cząstek kobiety” ubiega się o Złotego Niedźwiedzia podczas 76. Berlinale.
Po pobycie w klinice odwykowej Laura (w tej roli Amy Adams) wraca do domu, położonego na malowniczym półwyspie Cape Cod. Jest trzeźwa, ale początek nowego rozdziału okazuje się trudniejszy niż sobie wyobrażała. Syn Felix (Redding L. Munsell) nie chce spędzać z nią czasu, nastoletnia córka Josie (Chloe East) zbywa pytania o plany na przyszłość, a mąż Martin (Murray Bartlett) pozostaje zdystansowany i nieufny. Ona także nie wierzy w jego zapewnienia, że pod jej nieobecność nie spotykał się z innymi kobietami. Nie zważając na gęstą atmosferę, jak co roku jadą do swojej nadmorskiej posiadłości, gdzie spędzają czas w towarzystwie znajomych. Koledzy namawiają Laurę, by po długiej przerwie wróciła do tanecznej kariery. Była przecież niesamowicie utalentowaną tancerką, córką słynnego choreografa. Jednak tylko ona wie, ile kosztowało ją dorastanie w domu artysty – charyzmatycznego geniusza uzależnionego od alkoholu. Wspomnienia tamtego okresu nawiedzają ją w trakcie wakacji, nasuwając pytania, kim jest bez swojej dawnej, alkoholowej tożsamości.
„At the Sea” to kolejny po „Białym Bogu”, „Księżycu Jowisza” i „Cząstkach kobiety” film pary węgierskich filmowców – reżysera Kornéla Mundruczó i scenarzystki Katy Wéber. Poznali się na Uniwersytecie Sztuk Teatralnych i Filmowych w Budapeszcie. Ona studiowała aktorstwo, on także reżyserię. W pewnym momencie Kata zaczęła występować w etiudach studenckich Kornéla. Dziś są wieloletnimi partnerami życiowymi, ale wciąż z podobną ekscytacją podchodzą do wspólnej pracy. – Ten film był dla nas wyjątkowy, ponieważ czuliśmy, że pośrednio dotyka kwestii kryzysu i przemian wieku średniego. Na tym etapie życia człowiek uwalnia się od dawnego „ja”, nie odnalazłszy jeszcze nowego siebie. Czym w istocie jest ta transformacja? Brakuje filmów o tej tematyce. Uznaliśmy, że wspaniale byłoby znaleźć historię, o której moglibyśmy porozmawiać, a następnie podzielić się nią z innymi – powiedział Mundruczó podczas poniedziałkowej konferencji prasowej poprzedzającej premierowy pokaz.
Scenariusz fabuły został zainspirowany rozmowami z ludźmi, którzy przeszli terapię uzależnień i wkroczyli w kolejny etap procesu zdrowienia – adaptację do życia bez używek. – Spotkałam się z wieloma osobami po odwyku. Zaskoczyło mnie, że nie mogłam znaleźć dwóch, trzech głównych powodów, dla których się na to zdecydowali. Czym właściwie jest uzależnienie, co sprawia, że cierpimy, jak możemy się od tego uwolnić – odpowiedzi było tyle, ilu rozmówców. Dlatego tak bardzo zależało mi, by historia, którą opowiadamy, była subtelna. Przecież każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji. Chciałam otworzyć ten film na widza – wyjaśniła Wéber.
W swoim nowym dziele węgierski duet sporo uwagi poświęca dziedziczeniu traumy. – Pokazujemy, że główna bohaterka nie miała prawdziwego dzieciństwa. Została wychowana przez bardzo silnego ojca – artystę, choreografa. O jej matce nie wiemy nic. Nie widzimy jej. Odnosimy wrażenie, że Laura wychowała się na scenie, nie w rodzinnym domu. Dlatego nie potrafi nawiązać kontaktu z rodziną. Czuje się samotna – jakby jej bliscy nie istnieli. Kultywuje dziedzictwo swojego ojca i radzi z tym sobie bardzo dobrze. Często musiała być silniejsza niż mężczyźni w jej otoczeniu. Później – z powodu uzależnienia i strasznego wypadku, do którego doprowadziła – utraciła więź z najbliższą osobą. Teraz ma problemy, by tę relację odbudować. Uważam to za ważną alegorię, ponieważ również na poziomie społecznym szybko zrywamy nić porozumienia – zwrócił uwagę reżyser.
W jednej ze scen spektaklu „Cząstki kobiety”, zrealizowanego swego czasu w TR Warszawa, główna bohaterka i jej siostra poprzez taniec powracały do okresu dzieciństwa. Podobnie w „At the Sea” taniec staje się dla Laury i jej córki sposobem na odzyskanie bliskości. – Amy Adams – zanim zaczęła grać – trenowała balet. Również Chloe była tancerką. Ich bohaterki nie potrafią ze sobą rozmawiać. Czują wewnętrzną blokadę. Natomiast mogą porozumieć się poprzez ruch. Sekwencje taneczne stanowią ważne punkty zwrotne filmu. Przy czym kompletnie nie zależało mi, by były to sceny broadwayowskie, wywołujące efekt „wow”. Chciałem stworzyć wrażenie naturalności. Jakby to wszystko rozgrywało się na naszych oczach – wspomniał twórca.
W podobnie organiczny sposób Mundruczó i Weber nawiązali współpracę z sześciokrotnie nominowaną do Oscara Amy Adams. Wysłali aktorce scenariusz do przeczytania, a ta wyraziła zainteresowanie projektem i włożyła w film całe serce. Amerykanka nie przyjechała do Berlina, ale napisała list, w którym podziękowała organizatorom festiwalu za „nieustanne wspieranie kina niezależnego”. – Wasze wsparcie jest istotne dla mnie i dla twórców z całego świata. Przepraszam, że nie mogłam być z wami osobiście. Wiem, że Kornél bardzo dobrze nas reprezentuje. Jestem dumna z tego filmu, poruszona efektami pracy moich współpracowników - Murraya, Chloe, Dana, Jenny, Bretta i Rainna. Zawsze będę wdzięczna za to, że stworzyliśmy filmową rodzinę. Zresztą rodzina jest sercem tej fabuły. Możliwość zgłębienia tematów intymności, dziedzictwa, a przede wszystkim mojej postaci była wielkim darem. Aby ruszyć dalej, niezbędna jest bezwzględna szczerość. Mam nadzieję, że czujecie ją w każdym kadrze – podkreśliła.
Mundruczó docenia, że może pracować z czołówką amerykańskich aktorów. Jednak wciąż chciałby móc kręcić filmy w swojej ojczyźnie. – Nigdy nie planowałem, że będę robił filmy amerykańskie. Czułem się węgierskim filmowcem. Tworzyłem kino autorskie i odnosiłem sukcesy w tej dziedzinie. W pewnym momencie dopadła mnie rzeczywistość. Gdy złożyliśmy wniosek o dofinansowanie z funduszu filmowego „Cząstek kobiety”, otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Podjęliśmy jeszcze kilka prób uzyskania wsparcia finansowego na inne projekty, ale za każdym razem kończyło się na niczym. Wtedy mój przyjaciel, amerykański producent Kevin Turen – który niestety niedawno zmarł – oznajmił, że chciałby zrealizować obraz na podstawie tego scenariusza. Zaproponował, byśmy przystosowali go do amerykańskich realiów i zobaczyli, czy to zda egzamin. Nadal tworzę filmy amerykańskie, ponieważ węgierskich robić nie mogę – to dość szalone. Oczywiście, jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam taką możliwość – zapewnił.
„At the Sea” startuje w konkursie głównym 76. Berlinale obok m.in. „Rose” Markusa Schleinzera, „Nightborn” Hanny Bergholm, „A New Dawn” Yoshitoshiego Shinomiya, „Wolfram” Warwicka Thorntona, a także „Love Is a Rebellious Bird” Anny Fitch i Bankera White'a. Laureatów Złotego i Srebrnych Niedźwiedzi poznamy w sobotę 21 lutego. Wyłonią ich: niemiecki reżyser i scenarzysta Wim Wenders (przewodniczący jury), producentka „Idy”, „Zimnej wojny” i „Strefy interesów” Ewa Puszczyńska, nepalski reżyser Min Bahadur Bham, południowokoreańska aktorka Bae Doona, indyjski reżyser i producent Shivendra Singh Dungarpur, amerykański reżyser, scenarzysta i producent Reinaldo Marcus Green, a także japońska reżyserka, scenarzystka i producentka Hikari.
Z Berlina Daria Porycka (PAP)
dap/ aszw/ grg/