O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Dara Van Dusen: bohaterowi filmu „A Prayer for the Dying” bliżej do człowieka niż do supermana

Bohaterowi mojego filmu bliżej do człowieka niż do supermana. Zwykliśmy myśleć o liderach jako ludziach pozbawionych skaz, a tak nie jest - powiedziała PAP amerykańska reżyserka Dara Van Dusen. Jej pełnometrażowy debiut „A Prayer for the Dying” zaprezentowano w sekcji Perspectives 76. Berlinale.

Plakat promujący film "A Prayer for Dying" w reż. Dary Van Dusen. Fot. Instagram/garagefilm
Plakat promujący film "A Prayer for Dying" w reż. Dary Van Dusen. Fot. Instagram/garagefilm

Oparta na powieści Stewarta O’Nana fabuła przenosi nas do 1870 r. W położonym w stanie Wisconsin miasteczku trwa upalne lato, a w powietrzu wciąż wisi trauma wojny secesyjnej. Jedną z osób dręczonych bolesnymi wspomnieniami jest Jacob (w tej roli Johnny Flynn) – pastor i przywódca społeczności. Mężczyzna ma żonę Martę (Kristine Kujath Thorp) i malutkie dziecko, jednak czuje się odpowiedzialny nie tylko za swoją rodzinę. Na sercu leży mu dobro całej lokalnej wspólnoty. Jego starania są okupione coraz większym wysiłkiem. Pewnego dnia miejscowy lekarz (John C. Reilly) odkrywa, że przyczyną śmierci znalezionego przy drodze włóczęgi była błonica. Do jego gabinetu zaczynają zgłaszać się kolejne osoby z objawami wskazującymi na tę chorobę. Medyk ma świadomość, że prawdopodobnie jest to początek epidemii. Jednak nie może dojść do porozumienia z Jacobem, co zrobić w tej sytuacji – powiedzieć mieszkańcom o zagrożeniu i ogłosić kwarantannę, czy utrzymać to w tajemnicy, by nie siać paniki. Wybór którejkolwiek z opcji pociąga za sobą nieodwołalne konsekwencje.

Więcej

Ninel Skrzypczyk-Geiger. Fot. M2Films/Instagram
Ninel Skrzypczyk-Geiger. Fot. M2Films/Instagram

Ninel Skrzypczyk-Geiger: fabuła „Wpatrując się w słońce” płynie razem z bohaterkami

„A Prayer for the Dying” to ambitny wybór na pełnometrażowy debiut fabularny – kino czerpiące z tradycji westernu, lecz wymykające się jednoznacznym klasyfikacjom, zrealizowane z dbałością o szczegóły, a zarazem nieco surrealistyczne. – Opowiadamy o świecie wypranym z kolorów, brunatnym, ale z zielonymi drzewami. Uważam, że ten obraz jest ciekawym doświadczeniem filmowym. Główny bohater Jacob, którego Johnny zagrał fenomenalnie, jest cierpiącym, wrażliwym człowiekiem. Ma najlepsze intencje. Pragnie dobra dla wszystkich, nie zdając sobie sprawy, że to niemożliwe. Tym samym zapomina o sobie. A przecież dopóki on będzie czuł się źle, nie zdziała nic na rzecz innych. Gdy Jacob zaczyna tracić kontrolę, załamuje się. Zaczyna odczuwać coraz większą niechęć do samego siebie – powiedziała PAP reżyserka i scenarzystka Dara Van Dusen.

Choć w utworze O’Nana Jacob został scharakteryzowany jako bohater wojny secesyjnej, w istocie jest złamanym mężczyzną. – Według mnie, bliżej mu do człowieka niż bohatera. Zwykliśmy myśleć o liderach jako supermenach, ludziach idealnych, pozbawionych skaz. A przecież tak nie jest i nie powinniśmy oczekiwać tego od kogokolwiek. W Jacobie spodobało mi się jego dążenie, by postępować właściwie. Dzięki tej cesze zapamiętałam go po pierwszej lekturze książki. Wydaje mi się, że dzisiaj przywódców postrzega się bardzo skrajnie – w kategoriach totalnej nieufności lub lojalności. Nie do końca rozumiemy pojęcie „bohatera” – zwróciła uwagę twórczyni.

Urodzona w Stanach Zjednoczonych, a obecnie mieszkająca w Oslo Van Dusen świetnie odnajduje się w międzynarodowym gronie. Jej film zrealizowano w koprodukcji norwesko-grecko-brytyjsko-szwedzkiej. Zdjęcia powstawały na Słowacji, skąd wywodzi się ojciec reżyserki. – Znaleźliśmy się tam dzięki słowackim producentom. To był trudny, wymagający film, a zarazem mój pierwszy długi metraż. Słowacki zespół bardzo zaangażował się w całe przedsięwzięcie. Wykonał niesamowitą pracę. Poza tym szukaliśmy specyficznych plenerów – z mnóstwem zielonych drzew i kurzem kłębiącym się nad ziemią. Takie miejsca można znaleźć właśnie na Słowacji. W tym kraju jest też wielu niesamowicie utalentowanych ludzi, którzy pomogli nam zbudować to, czego potrzebowaliśmy. Nie było tak, że ja lub Johnny oznajmialiśmy ekipie, co zrobimy w następnej kolejności. Każda para rąk, każdy umysł był zaangażowany w tworzenie obrazu – zapewniła.

Więcej

Gilles de Maistre. Fot. archiwum prywatne. Domena publiczna/WikiCommons
Gilles de Maistre. Fot. archiwum prywatne. Domena publiczna/WikiCommons

Gilles de Maistre: film „Moon: Panda i ja” pokazuje, jak ważna jest troska o planetę

Słowa szczególnego uznania skierowała pod adresem amerykańskiego aktora Johna C. Reilly’ego, w przeszłości nominowanego do Oscara za drugoplanową rolę w „Chicago”. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że wystąpił w moim filmie. „Bracia przyrodni” i „Magnolia” są dla mnie wszystkim. A on jest niesamowicie serdecznym człowiekiem. Najbardziej ujął mnie tym, że kiedy nie był przed kamerą, podawał kwestie innym. Jeśli coś nie pasowało, zmieniał swoją grę, by film stał się lepszy, a każdy aktor trafił we właściwy ton. Robił to szybko, zupełnie naturalnie, po czym znikał jak gdyby nigdy nic. To było iście zespołowe podejście. Bardzo wspaniałomyślny gest z jego strony – przyznała artystka.

Ważnym przystankiem na zawodowej mapie Van Dusen była Szkoła Filmowa w Łodzi, gdzie przyjechała zainspirowana kinem Krzysztofa Kieślowskiego. – Miałam 16 lat, gdy obejrzałam „Dekalog” i postanowiłam, że będę taka jak jego reżyser. W okresie wczesnej młodości wszystko wydaje się osiągalne. Teraz pewnie bym się na to nie odważyła. Wtedy, po moich siedemnastych urodzinach, po prostu spakowałam rzeczy, wsiadłam do samolotu i znalazłam się w Łodzi. Mój tata był szalony, że mi na to pozwolił! Nie miałam pojęcia o egzaminach wstępnych i o tym, jak trudno dostać się na te studia. Usłyszałam coś w stylu „przykro nam, ale nie ukończyłaś jeszcze szkoły średniej”. Odparłam, że my aplikujemy rok wcześniej, a oni na to, że w Polsce to tak nie działa. Pomyślałam: o nie! Zasugerowano, żebym wróciła w przyszłym roku i mocno wierzyła, że się uda – wspomniała.

I rzeczywiście, tym razem Amerykanka rozpoczęła studia. Zamieszkała w miejscowym domu studenckim. Tam poznała swoją późniejszą współpracowniczkę i przyjaciółkę, operatorkę Kate McCullough. Okres studiów wspomina bardzo dobrze, choć bywało trudno. – Kadra profesorska była znakomita. Czułam, że w Polsce film ma ogromne znaczenie społeczne. Dzieła Romana Polańskiego, Krzysztofa Kieślowskiego, Agnieszki Holland zmieniły bieg historii. Zabrzmi to banalnie, ale studiując w takim środowisku, człowiek uświadamia sobie, że jeśli kiedykolwiek otrzyma szansę, by coś stworzyć, to będzie prawdziwym darem. W Stanach Zjednoczonych nie pozwolono by osiemnastolatce studiować reżyserii. Najpierw musiałabym przejść etap edukacji ogólnej. Polska mnie ukształtowała – podsumowała reżyserka.

Więcej

 Kaouther Ben Hania. Fot. PAP/EPA/ETTORE FERRARI
Kaouther Ben Hania. Fot. PAP/EPA/ETTORE FERRARI

Kaouther Ben Hania: „Głos Hind Rajab” wziął się z poczucia bezradności [WYWIAD]

Dla grającego Jacoba Johnny’ego Flynna formacyjnym miejscem był londyński Royal Court Theatre. – Odkryłem go, gdy byłem nastolatkiem. Wcześniej nie przejawiałem aktorskich aspiracji. Skupiałem się na muzyce. W wieku 17 lat zainteresowałem się dramatami. Brytyjskie wydania zawsze zawierają informacje o pierwszych produkcjach teatralnych danej sztuki. W ten sposób dowiedziałem się, że wszystkie interesujące współczesne dzieła wystawiano właśnie w Royal Court Theatre. Zapragnąłem grać na tej scenie. Znalazłem w pobliżu szkołę teatralną, a następnie zacząłem dorywczą pracę w teatrze, dzięki czemu mogłem oglądać spektakle. W końcu otrzymałem pierwsze aktorskie zadanie. Wystąpiłem chyba w siedmiu przedstawieniach. To miejsce stało się moim duchowym domem – podkreślił.

W kinie Flynn ceni płodozmian. Jego filmografia obejmuje zarówno współczesnych, charyzmatycznych bohaterów – takich jak David Bowie, którego zagrał w „Stardust” – jak również postacie z epoki. Zwykle zresztą mocno rezonują one ze współczesnością. – W Jacobie dostrzegłem człowieka z objawami zespołu stresu pourazowego żyjącego w czasach, w których nie wiedziano o istnieniu PTSD. Wojna secesyjna była najbardziej krwawym wydarzeniem w historii Stanów Zjednoczonych. Żaden inny konflikt zbrojny nie przyniósł tylu amerykańskich ofiar. Traumy przenosiły się z pokolenia na pokolenie. Mój bohater próbuje żyć dalej, ale przez cały czas dźwiga na swoich barkach ciężar. Wojenna łuna wisi nad jego głową i staje się coraz bardziej przytłaczająca – zwrócił uwagę.

Tym, co łączy aktora z Jacobem, jest całkowite zaangażowanie w wykonywane zadania i brak skupienia na sobie. – Pod tym względem jest bardziej ekstremalną wersją mnie. Jego schemat postępowania wydaje mi się znajomy. Nie jestem dobry w wytyczaniu granic. Próbując robić coś dla innych, zapominam o sobie. Uważam, że sztuka ma leczniczą moc. Chcę, by opowiadanie historii było jak terapia. Wszystko zależy od ludzi, którzy się tego podejmą. Jeśli zrobimy to dobrze, możemy zamienić ból w piękną opowieść, która będzie darem dla odbiorców, skłoni ich do refleksji nad życiem. Lubię spoglądać do wewnątrz, by odkryć rzeczy łączące mnie z innymi. Uważam, że właśnie tak powinniśmy podchodzić do naszej pracy. Wtedy historie są warte opowiedzenia – stwierdził.

Liczy się również atmosfera panująca na planie. – Film wygląda dość mrocznie, ale kręcąc go, mieliśmy sporo frajdy. Często się śmialiśmy – i to było absolutnie stosowne, ponieważ w przeciwnym razie moglibyśmy poczuć się przytłoczeni. Ciemność bywa niebezpieczna. Szczęśliwie złożyło się, że słowackie lato było upalne. Wysoka temperatura dobrze korespondowała z klimatem fabuły. Pomagała wczuć się w sceny. Z drugiej strony zwiększała skalę wyzwania. Przez cały czas musiałem nosić kilka warstw ubrań, ponieważ w przeszłości stanowiły one ochronę przed słońcem. Momentami marzyłem, by schronić się w cieniu. Jednak nieustannie ufałem wizji Dary i temu, że wie, co sprawdzi się najlepiej – powiedział Flynn.

„A Prayer for the Dying” zaprezentowano w sekcji Perspectives 76. Berlinale. Obraz wprowadzi do polskich kin Galapagos Films.

Z Berlina Daria Porycka (PAP)

dap/ wj/ kgr/

Zobacz także

  • Kadr z filmu "Dom dobry" Fot. Materiały prasowe
    Kadr z filmu "Dom dobry" Fot. Materiały prasowe

    „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego faworytem wyścigu po PNF Orły 2026

  • Brendan Fraser, Rachel Weisz. Fot. PAP/EPA/EPA/CAROLINE BREHMAN, ETIENNE LAURENT
    Brendan Fraser, Rachel Weisz. Fot. PAP/EPA/EPA/CAROLINE BREHMAN, ETIENNE LAURENT

    Duet Brendan Fraser - Rachel Weisz powraca. Podano datę premiery kontynuacji hollywoodzkiego hitu

  • Gilles de Maistre. Fot. archiwum prywatne. Domena publiczna/WikiCommons
    Gilles de Maistre. Fot. archiwum prywatne. Domena publiczna/WikiCommons
    Specjalnie dla PAP

    Gilles de Maistre: film „Moon: Panda i ja” pokazuje, jak ważna jest troska o planetę

  • Amélie Bonnin. Fot. PAP/EPA/CLEMENS BILAN
    Amélie Bonnin. Fot. PAP/EPA/CLEMENS BILAN
    Specjalnie dla PAP

    Amélie Bonnin: „Przepis na szczęście” dał mi poczucie wolności [WYWIAD]

Serwisy ogólnodostępne PAP