Eksperci: sprawa Epsteina pokazuje różnice w obyczajach politycznych w USA i Europie
Publikacja akt śledztwa w sprawie amerykańskiego pedofila Jeffreya Epsteina wywołuje konsekwencje polityczne w Europie, ale nie w Stanach Zjednoczonych. Zdaniem ekspertów wynika to z nieco innych politycznych obyczajów, ale też zbyt słabej jakości dokumentów, by wywołać skutek w USA.
W Europie w ostatnim okresie często zdarzają się dymisje urzędników lub dyplomatów uwikłanych w sprawę Jeffreya Epsteina i w stworzoną przez nieżyjącego od 2019 roku pedofila globalną sieć powiązań. To efekt publikacji w USA kolejnej transzy akt tej sprawy.
W niedzielę z brytyjskiego rządu Keira Starmera odszedł jego bliski doradca ds. bezpieczeństwa Morgan McSweeney, biorąc na siebie winę za mianowanie Lorda Petera Mendelsona ambasadorem w USA, mimo że rząd wiedział o jego przyjaźni z Epsteinem. Według brytyjskich mediów skandal może zagrozić samemu premierowi. Piers Morgan, brytyjski dziennikarz znany ze swojej sympatii do Donalda Trumpa, napisał na X, że to taktyka „zrzucania współpracowników z sań dla ratowania własnej skóry” i że na dłuższą metę „nie zadziała”.
Jeszcze przed wybuchową publikacją Wielką Brytanią wstrząsnęła także sprawa Andrzeja Mountbatten-Windsora, brata króla Karola III, który za kontakty z Epsteinem stracił tytuł książęcy i rezydencję finansowaną przez brytyjskich podatników. W poniedziałek pojawiły się kolejne rewelacje oparte na analizie ujawnionych dokumentów, z których wynika, że były książę przekazywał Epsteinowi raporty na temat swoich podróży handlowych, w których reprezentował Wielką Brytanię. Sprawę bada już policja.
Głowy pospadały także m.in. we Francji, Norwegii, Szwecji i Słowacji.
W sobotę, z powodu powiązań z Epsteinem, ze stanowiska prezesa Instytutu Świata Arabskiego (franc. L’Institut du Monde Arab) zrezygnował były francuski minister kultury Jack Lang. 86-latek pojawia się w opublikowanych aktach 673 razy.
W ogniu krytyki znalazła się także norweska rodzina królewska. Z Epsteinem przyjaźniła się księżniczka Mette-Marit, żona następcy tronu, księcia Haakona. W ujawnionych aktach znajdują się żartobliwe rozmowy księżnej ze skazanym pedofilem i maile dotyczące planowanych wizyt w posiadłościach Epsteina.
Amerykanin był też w bliskich kontaktach z Thorbjørnem Jaglandem, byłym sekretarzem generalnym Rady Europy i byłym premierem Norwegii.
Joanna Rubinstein ze szwedzkiego przedstawicielstwa w ONZ zrezygnowała ze stanowiska po upublicznieniu informacji o jej wizycie na karaibskiej wyspie Epsteina w 2012 roku.
Trwa także dochodzenie Światowego Forum Ekonomicznego w sprawie kontaktów prezesa Borge Brendego z Epsteinem. Wśród dokumentów znalazły się informacje o „co najmniej trzech kolacjach biznesowych” z Epsteinem. Brende zachowa jednak swoje stanowisko na czas trwania dochodzenia.
Do dymisji podał się także doradca słowackiego premiera Roberta Fico, Miroslav Lajcak. Także jego nazwisko pojawiło się w nowej transzy akt Epsteina. Według słowackiego dziennika SME z opublikowanej korespondencji wynika, że Epstein komunikował się z Lajcakiem bardzo intensywnie, a częstym tematem ich rozmów były dziewczęta. Z kolei według portalu 360tka.sk Epstein miał rzekomo oferować Lajcakowi kobiety w zamian za to, że ten miał pośredniczyć w spotkaniu Fico ze Stevem Bannonem, byłym doradcą prezydenta Trumpa. Lajcak zaprzeczył autentyczności tych doniesień.
Sprawa Epsteina i konsekwencje w USA
W USA skutki polityczne afery są dużo bardziej umiarkowane. Najbardziej do tej pory znaną osobą, która poniosła jakieś konsekwencje za przyjacielskie relacje z pedofilem, jest były sekretarz skarbu USA Larry Summers, który zdecydował się na urlop z funkcji akademickich na Uniwersytecie Harvarda. Z tych samych przyczyn ze swojej funkcji prezesa czołowej amerykańskiej kancelarii prawnej Paul Weiss zrezygnował także inny znajomy pedofila Brad Karp.
Amerykańskie media zwracają jednak uwagę, że najpotężniejsi znajomi Epsteina – prezydent Donald Trump, były prezydent Bill Clinton czy także wymieniani w ujawnionych dokumentach Elon Musk i Bill Gates – nie ponieśli dotąd żadnych konsekwencji, choćby w postaci społecznego ostracyzmu. Wszyscy oni zaprzeczają, że popełnili w związku z kontaktami z pedofilem jakieś przestępstwo i podkreślają, że zerwali z nim kontakty na długo zanim został oskarżony o pedofilię i handel dziećmi.
Według dr. Michała Kuzia z Uczelni Łazarskiego reakcja europejskiej elity na ujawnienie szczegółów skandalu pedofilskiego może wynikać z mimo wszystko wciąż silnego „poczucia odpowiedzialności politycznej” na Starym Kontynencie. – Bo choć w Europie pokutuje praktyka, że bardzo długo chroni się wizerunek polityków, również ich życie prywatne, to w momencie, kiedy nie da się ukryć ich błędów wizerunkowych, podają się do dymisji, żeby nie zaszkodzić partii czy rządowi – ocenił Kuź.
W jego opinii znacznie bardziej zachowawczy sposób, w jaki reaguje na aferę Epsteina amerykańska opinia publiczna, jest efektem „spowszednienia skandali seksualnych” w USA, gdzie afery obyczajowe w show biznesie i polityce ujawniane są od lat. – Poza tym Amerykanie trzymają się zasady, że nawet w obliczu poważnych podejrzeń o jakieś niestosowne zachowania trzymają się swoich stanowisk tak długo, aż sąd nie udowodni im winy – podkreślił ekspert i dodał, że wyjątkiem są sprawy związane z rasą i tożsamością seksualną.
Z kolei według amerykanisty Rafała Michalskiego brak medialnej burzy w USA wokół publikacji kolejnej transzy akt Epsteina jest efektem słabej jakości ujawnionych dokumentów. – Powściągliwa reakcja amerykańskich mediów wynika m.in. z ostrożności procesowej. Wciąż nieznane są bardzo ważne dokumenty w tej sprawie i dlatego w mediach nie znajdziemy mocnych, oskarżycielskich nagłówków – zauważył Michalski.
W myśl amerykańskich zasad, wyjaśnił ekspert, by opublikować dokument sądowy, trzeba mieć pewność, że nie uderzy on w dobro osobiste pojawiającej się w nim strony. Dlatego zdaniem Michalskiego wszyscy prawnicy w Stanach Zjednoczonych stawiają sobie obecnie pytanie, czy tej zasady trzymał się Departament Sprawiedliwości, publikując kolejną transzę akt ze śledztwa Epsteina. – Czy na przykład fakt, że zostały opublikowane maile sekretarza ds. handlu Howarda Lutnicka albo Elona Muska oznacza, że z perspektywy organów śledczych ich dobre imię nie ucierpi, bo nie popełnili żadnego przestępstwa? – zastanawiał się ekspert.
W jego opinii akta Epsteina zostały przez amerykański Departament Sprawiedliwości opublikowane w sposób bardzo chaotyczny. Nie da się jego zdaniem na ich podstawie ocenić, w jakich wątkach śledztwo było zaawansowane, a gdzie jest mowa jedynie o tropach. Bez takiej wiedzy, jak podkreślił, trudno jest spekulować, które z osób kontaktujących się według ujawnionych akt z Epsteinem mogły popełnić przestępstwo. – Jednak w Europie nie ma dyskusji o brakach w upublicznionych aktach. Są traktowane zerojedynkowo: wystarczy jakieś powiązanie z Epsteinem, żeby kogoś pogrążyć – przyznał Michalski.
Amerykanista nie wykluczył jednak, że polityczne tsunami dotrze także do USA. Na razie jednak przyznał, że przywódcy Partii Republikańskiej w Senacie i w Izbie Reprezentantów postawili na przeczekanie skandalu.
Choć nawet w tej partii, jak zauważył, są wyjątki. Thomas Massie, republikański kongresman o poglądach libertariańskich, krytyczny wobec prezydenta Trumpa, wezwał w niedzielę komisję do spraw handlu, żeby zajęła się wnioskami o odwołanie sekretarza ds. handlu Howarda Lutnicka. Według Michalskiego dyskusję dotyczącą jego odwołania będą teraz być może stymulować Demokraci.
Ujawnione dokumenty sugerują według amerykańskiego wydania „Politico”, że Lutnick podróżował na karaibską wyspę Epsteina. Z kolei rzecznik Lutnicka powiedział, że sekretarz „miał ograniczone interakcje z panem Epsteinem w obecności jego żony i nigdy nie został oskarżony o popełnienie przestępstwa”.
Michalski zwrócił uwagę, że także Bill i Hillary Clinton, którzy mają w sprawie Epsteina zostać przesłuchani przed komisją Kongresu, mogą przyczynić się do wybuchu skandalu na miarę europejskiego trzęsienia ziemi. Na razie toczy się spór regulaminowy, czy przesłuchanie Clintonów będzie otwarte. Chce tego była para prezydencka, ale sprzeciwiają się Republikanie, którzy mają większość w Senacie i Izbie Reprezentantów. – Zdają sobie sprawę, że były prezydent i jego żona będą próbowali swoim wystąpieniem przekierować uwagę opinii publicznej na prezydenta Trumpa – ocenił ekspert.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ mhr/ grg/