Ekspert z PISM: wojna w Sudanie to konflikt zapomniany przez media i opinię publiczną
Uwagę opinii publicznej i mediów koncentruje wojna w Ukrainie i Bliski Wschód; Sudan to konflikt zapomniany – ocenił dla PAP politolog dr Jędrzej Czerep z PISM. W środę mijają trzy lata od rozpoczęcia wojny domowej w tym kraju. Obecnie to największy kryzys humanitarny na świecie.
Od 15 kwietnia 2023 r. trwają walki między Sudańskimi Siłami Zbrojnymi (SAF), reprezentującymi rząd, a paramilitarną grupą, czyli Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Bezpośrednim powodem wybuchu konfliktu było wykluczenie RSF ze struktur regularnej armii oraz próby przejęcia władzy po zamachu stanu w 2021 r.
Konflikt doprowadził do największego na świecie kryzysu przesiedleńczego. Według niedawno opublikowanych danych ONZ od wybuchu wojny ok. 14 mln ludzi, czyli jedna czwarta populacji, zostało zmuszonych do opuszczenia domów, przy czym 4,4 mln z nich znalazło schronienie poza granicami kraju w Czadzie, Sudanie Południowym i Egipcie. To obecnie także największy kryzys na świecie związany z głodem – 21 mln Sudańczyków zmaga się z brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, a 6,3 mln znajduje się stanie skrajnego kryzysu.
Dr Jędrzej Czerep z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że mimo tych zatrważających danych „z punktu widzenia światowych mediów i uwagi opinii publicznej konflikt w Sudanie jest konfliktem zapomnianym”.
Konflikt w Sudanie to nie tylko wojna wewnętrzna, ale swój udział mają też aktorzy zagraniczni. Najważniejszym z nich są Zjednoczone Emiraty Arabskie, które dozbrajają, finansują i są politycznym wsparciem dla bojówek RSF, które chcą przejąć kontrolę nad krajem. Moim zdaniem ucięcie tego kanału zasilania wojny byłoby najważniejszym działaniem, które mogłoby ją zatrzymać
Zapytany, dlaczego inne państwa nie reagują na tę sytuację, rozmówca PAP ocenił, że „nikt nie chce narazić Zjednoczonym Emiratom Arabskim”.
O ile w kuluarowych rozmowach każdy zgodzi się z tym, że głównym problemem wojny w Sudanie jest wsparcie Zjednoczonych Emiraty Arabskich dla RSF, to już kiedy się rozmawia o tym w gabinetach decydentów w światowych stolicach, okazuje się, że to rzecz nie do przeskoczenia. Dla mnie jest to niezrozumiałe, bo nie ma powodu, dla którego mamy ulegać polityce jakiegoś kraju, która prowadzi do destrukcji, a jeśli jest to dla nas pożądany partner, nie wymagać od niego więcej
W opinii politologa trwająca od trzech lat wojna zmienia się wraz z postępem technologicznym, co przypomina sytuację na ukraińskim froncie. – W Sudanie okresowo przewagę uzyskuje jedna lub druga strona i jest to zależne od wprowadzenia nowego elementu technicznego, w tym dronów lub systemów wyłączających komunikację strony przeciwnej, tak że walczący są głusi i ślepi na polu walki – wyjaśnił Czerep.
Zwrócił uwagę, że w ostatnich miesiącach wzrosła znacząco liczba ataków przeprowadzanych przy udziale dronów, w tym na cele cywilne, jak bazary, szkoły czy szpitale. Potwierdzają to opublikowane w tym tygodniu dane UNICEF, według których od stycznia do marca zginęło co najmniej 160 dzieci, a 85 zostało rannych, z czego 78 proc. to ofiary ataków dronowych. Organizacja podała, że to o 50 proc. więcej ofiar śmiertelnych i rannych wobec pierwszego kwartału 2025 r.
Myśląc o możliwym zawieszeniu broni porównałbym sytuację w Sudanie do wojny w Ukrainie. Oto mamy stronę atakującą i stronę broniącą się. Nie ma równowagi pomiędzy dwoma stronami tego konfliktu. Nie mamy tu do czynienia z bezmyślnymi generałami, którzy wzięli się za łby i teraz trzeba ich rozdzielić i pogodzić. Ilość aktów przemocy wobec cywilów jest policzalna. Ośrodki badawcze szacują, że około 80–90 proc. z nich miała miejsce na terenach przejętych przez RSF, które jest ugrupowaniem ludobójczym, a do tego w dużym stopniu wykorzystującym zagranicznych najemników
Według danych opublikowanych przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji (IOM) z kwietnia 2026 r., blisko 4 mln ludzi zdecydowało się na powrót do miejsc swojego zamieszkania, mimo braku gwarancji bezpieczeństwa. – To największy ruch osób przesiedlonych, jaki odnotowano od dziesięcioleci. Co ważne, 90 proc. Sudańczyków, którzy zdecydowali się na ten krok, wróciło na tereny, z których wyparto RSF. Na tereny kontrolowane przez bojowników nie wraca praktycznie nikt – skomentował Czerep.
W ciągu tych trzech lat mamy do czynienia z ogromnym kryzysem uchodźczym. Miliony Sudańczyków uciekało przed terrorem, przed rzeczywistością okupacji przez RSF. W przypadku zachodniej części kraju, w tym Darfuru, możemy mówić o milionach, które mogą nigdy nie wrócić do swych domów
Pytany, czy zawieszenie broni mogłoby realnie wpłynąć na zakończenie konfliktu, ekspert ocenił, że „bez rozbrojenia RSF i ucięcia kanałów wsparcia dla bojówek, doszłoby jedynie do zabetonowania konfliktu na jakiś okres”.
- Zawieszenie broni dałoby czas RSF, może kilka miesięcy, na przegrupowanie sił i dozbrojenie się, by następnie bez mrugnięcia okiem zaatakować ponownie i próbować zdobyć władzę w całym kraju, co jest ich celem od początku wojny – zaznaczył Czerep.
- Wyobraźmy sobie, że mamy włamywacza, który wszedł do naszego domu. Sąsiad mediator mówi, abyśmy przestali z nim walczyć i oddali mu nasz duży pokój i korytarz. Nam zostaje mały pokój i kuchnia. Tylko, że jak nasz sąsiad wyjdzie, to złoczyńca dźgnie nas w plecy nożem i tyle będzie z naszego porozumienia. To nie tylko moja ocena, ale też Sudańczyków, którzy sami wiedzą czego potrzebują i jakie rozwiązanie konfliktów byłoby najlepsze dla nich – dodał rozmówca.
Marta Zabłocka (PAP)
mzb/ pś/ amac/ sma/