Ekspertka: Erdogan podarował przywódcom rewolwery, by pokazać, że Turcja jest uzbrojona i pewna siebie
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan podarował przywódcom podczas szczytu NATO rewolwery, chcąc w ten sposób zademonstrować, że Turcja jest krajem uzbrojonym i pewnym swojej pozycji - powiedziała PAP Asli Aydintasbas z amerykańskiego think tanku Brookings Institution.
Turecki prezydent dał przywódcom w prezencie rewolwery, na których wygrawerowano ich nazwiska, a także ostrą amunicję. Erdogan dołączył również do prezentu notę zwalniającą broń z kontroli eksportowych. Przywódcy państw Sojuszu, w których obowiązują surowe przepisy dotyczące broni, mieli zostawić swoje podarunki w Turcji - napisał w środę „Wall Street Journal”.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz podkreślił w czwartek, że kancelaria traktuje prezent jako wyraz szacunku gospodarza do gości. Dodał, że KPRP skierowała podarunek do odpowiedniej kontroli. - Prezent trafi oczywiście do odpowiedniego miejsca, magazynu, tak aby był po pierwsze bezpieczny, po drugie uszanowany jako prezent - tłumaczył.
Dotychczas nie ujawniono, co z prezentem zrobił prezydent Donald Trump.
- To jest bardzo w stylu Erdogana. Stracił kontakt z Europą i z tym, czym Europa jest. Chodzi mu przede wszystkim o czystą demonstrację siły - podkreśliła ekspertka amerykańskiego think tanku, pytana o znaczenie takiego podarunku.
W monarchiach Zatoki Perskiej wręczanie kosztownych prezentów przywódcom jest stosunkowo częstą praktyką, ale w tureckiej tradycji politycznej nie było to czymś powszechnym. Lecz świat się zmienia, Turcja również.
Według niej wpisuje się to w prezydencki sposób okazywania suwerenności, twardej siły i być może narodowej pewności siebie.
Analityczka zaznaczyła, że „był to niewątpliwie nietypowy i dziwny prezent dyplomatyczny”. - Erdogan może jednak postrzegać go inaczej. Turcja chciała pokazać, że jest państwem uzbrojonym, pewnym siebie i nie jest petentem przy stole Zachodu - wyjaśniła ekspertka.
Pytana o to, co dał Turcji szczyt NATO w Ankarze, podkreśliła, że przede wszystkim Turcy zyskali w wymiarze politycznym. - To uznanie powrotu Turcji do wspólnoty transatlantyckiej, ale na własnych zasadach - zaznaczyła Aydintasbas.
Erdogan wykorzystał szczyt, aby pokazać, że Ankara nie jest już postrzegana jako „problematyczny sojusznik” NATO, lecz jako kluczowy partner, istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa Morza Czarnego, Ukrainy, Bliskiego Wschodu oraz Europy.
- Dziś, posługując się terminologią Trumpa, można powiedzieć, że Turcja trzyma wiele kart w ręku, a jej znaczenie strategiczne wyraźnie wzrosło - oceniła.
Zdaniem ekspertki Ankara umocniła pozycję regionalnego gracza, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, zyskała perspektywę złagodzenia amerykańskich sankcji i mogła zaprezentować potencjał własnego przemysłu obronnego.
Trump zasygnalizował również możliwość powrotu Turcji do programu myśliwców F-35. - To nie przełom, lecz ponowne otwarcie drzwi, które przez lata pozostawały zamknięte - dodała analityczka Brookings Institution.
Ekspertka podkreśliła, że stosunki między Erdoganem a Trumpem mają wyraźny osobisty wymiar (określiła je jako bromance), a obaj przywódcy chcą odbudować bliskie relacje.
- To najdalej posunięta próba resetu z Waszyngtonem, na jaką Erdogan liczył od dawna. Trump ewidentnie docenia Erdogana i widzi w Turcji suwerenne państwo, które może odgrywać ważną rolę w NATO, Europie i na Bliskim Wschodzie - dodała.
Zwróciła jednocześnie uwagę, że nie oznacza to jednak pełnej normalizacji stosunków, lecz polityczny reset. Analityczka oceniła, że obecnie powrót do programu F-35 jest bardziej prawdopodobny niż wcześniej, ale nadal pozostaje obciążony poważnymi przeszkodami. Wymieniła wśród nich stanowisko Kongresu, nierozwiązany konflikt wokół zakupu przez Turcję rosyjskich systemów S-400, wojskową biurokrację oraz zdecydowany sprzeciw Izraela.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ kar/ mhr/ grg/