Fotoreporter PAP: w Europie będzie łatwiej niż podczas wcześniejszych imprez olimpijskich
- W Korei Południowej i Chinach samym wyzwaniem było dostanie się tam, podróż trwała ok. 12-15 godzin. W Europie to jest praktycznie jak w domu. Spodziewam się, że będzie dużo łatwiej – przyznał fotoreporter PAP Grzegorz Momot, wysłannik na igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo.
Fotoreporter PAP ma bogate doświadczenie przy obsłudze nie tylko zimowych igrzysk, ale także zawodów Pucharu Świata czy innych imprez mistrzowskich. Zawody olimpijskie są jednak wyjątkowe, nie tylko ze względu na rangę, ale także... wymogi organizatorów, m.in. dotyczące bezpieczeństwa.
Wymogi organizatorów
- Jest to impreza zimowa, warunki są bardzo różne i może być zimno, może być mokro, może być dużo śniegu. Jeśli chodzi o konkurencje alpejskie i inne, które rozgrywają się na stokach narciarskich czy snowboardowych, wymogiem organizatorów jest posiadanie kasku narciarskiego i raków, jakich używają alpiniści, wspinacze, które sprawią, że w przypadku wywrotki nie można zjechać kilkadziesiąt metrów, nie zatrzymując się. Stoki są przygotowywane do zawodów, są one bardzo twarde, wylodzone. Jest to też część takiego ekwipunku, bez którego fotoreporter nie zostanie wpuszczony na stok narciarski - zdradził Momot, dodając, że sprzęt fotoreporterzy muszą sobie zorganizować sami.
Dla obsługujących igrzyska w północnych Włoszech dziennikarzy i fotoreporterów z Polski praca będzie łatwiejsza ze względu na szybką podróż i podobną kulturę, jednak problemy może sprawić rozrzucenie imprezy po wielu arenach i miastach, znacząco oddalonych od siebie.
- Najtrudniejszy aspekt to jest przemieszczanie się. W wypadku tych igrzysk rzeczywiście jest rozrzut miejsc, gdzie odbywają się poszczególne konkurencje. Kwestia transportu, przemieszczania się jest więc dosyć trudna. Organizatorzy zapewniają oczywiście transport, natomiast trzeba też brać pod uwagę, że nie zawsze, zwłaszcza na początku, działa to tak, jak powinno. Odległości są tam bardzo duże, więc w dany dzień trzeba mieć wybrane konkurencje i nic innego w tym czasie nie będzie można zrobić - przyznał fotoreporter PAP.
- Poprzednie dwie imprezy olimpijskie, na których byłem, odbywały się w Korei Południowej i Chinach, więc już samym wyzwaniem było dostanie się tam, podróż trwała 12-15 godzin, czasem więcej. W Europie to jest praktycznie jak w domu. Spodziewam się, że będzie dużo łatwiej, jeśli chodzi o pracę - ocenił Momot.
Kilkadziesiąt tysięcy zdjęć
Zdradził, że podczas imprez sportowych robi kilkadziesiąt tysięcy zdjęć.
- Każdy fotograf ma takie poczucie i świadomość, robiąc zdjęcie, że udało mu się zrobić coś, co naprawdę będzie fajnym materiałem, natomiast nigdy nie robię tak, że mam dobre zdjęcie i kończę pracę. Zawsze staram się być czujny do końca, ponieważ nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Na wybieg na skoczni narciarskiej może wbiec pies, może wbiec zupełnie nagi kibic - przyznał.
- Taka sytuacja miała miejsce kilkanaście lat temu w Planicy, gdzie fan Piotra Żyły, zupełnie nagi, chyba miał tylko buty na sobie, wbiegł na wybieg skoczni. Trzeba być i pracować do końca, bo nie wiemy, co może się wydarzyć - zdradził fotoreporter.
Zauważył też, że podczas zimowych igrzysk olimpijskich nieprzewidziane sytuacje często są wynikiem temperatury.
- W Pekinie było bardzo zimno. Ja już jeździłem wielokrotnie na skoki czy biegi narciarskie do Skandynawii, która uchodzi za europejski biegun zimna, natomiast tego, co przeżyłem w Chinach, jeśli chodzi o temperatury, nie jestem w stanie do niczego porównać. Była sytuacja podczas drugiej serii w konkursie skoków, gdy pracowałem już na dole, czyli przy wybiegu, gdzie zawodnicy kończą skok i wypinają narty. Były tam udostępnione kable ze sztywnym łączem internetowym dla fotoreporterów, które mogliśmy sobie wpinać do aparatów, żeby jeszcze bardziej usprawnić przesyłanie zdjęć. Temperatura wynosiła kilka stopni Celsjusza poniżej minus 20, natomiast prawdopodobnie wilgotność powietrza powodowała, że odczuwalnie było około minus 30. Wtedy kabel, który był wpięty do aparatu, złamał się powodu z tego mrozu - opowiedział Momot.
Zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo oficjalnie rozpoczną się w piątek ceremonią otwarcia na mediolańskim stadionie San Siro.
Monika Sapela (PAP)
msl/ bia/ know/