O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Ignacy Liss o głównej roli w „Proud”: zaryzykowałem i to była jedna z najlepszych decyzji zawodowych [WIDEO]

Historia mojego bohatera i moja osobista o tyle się rymują, że tuż przed zdjęciami dowiedziałem się, że będę ojcem. Taki chichot losu, że przygotowując się do roli ojca w prawdziwym życiu, grałem chłopaka, który próbuje wejść w buty ojca. W pewien sposób jest to zabawne, ale też wspaniałe – mówi PAP Life Ignacy Liss, odtwórca głównej roli, Filipa, w serialu „Proud”, który zadebiutuje w HBO Max 12 czerwca.

PAP Life: Jedną z pierwszych scen w „Proud” jest scena grupowego seksu, w której twój bohater bierze udział. Później odważnych momentów też nie brakuje. Kiedy czytałeś scenariusz, nie pojawiła się myśl, że to jest ryzykowna rola?

Ignacy Liss: Przeczytałem scenariusz jednym tchem, bardzo wciągnąłem się w tę historię. To był dobry znak. Właściwie nie myślałem wtedy, czy to jest dla mnie, czy nie. Tylko poczułem, że to jest historia, którą warto opowiedzieć i bardzo chciałem wziąć w tym udział. Na etapie castingowania się do tej roli, dogadywania wszystkich szczegółów, w ogóle nie było tego tematu.

On się dopiero pojawił, kiedy już było wiadomo, że będę grał głównego bohatera. Nagle przeszedł mnie zimny dreszcz. Pojawiły się pytania: czy to jest rola dla mnie, czy temu podołam? Tak naprawdę bałem się oceny z dwóch stron. Dla uproszczenia, nazwijmy je: prawa i lewa. Bo dla jednych może być oburzające, że takie sceny w ogóle są pokazywane. A z kolei innym nie przypadnie do gustu, że osobę homoseksualną gra chłopak, który jest heteroseksualny, właśnie założył rodzinę.

Pojawiło się też mnóstwo różnych wątpliwości, czy ta historia będzie dobrze opowiedziana, bo od tego też zależało, czy warto zanurkować w tę rolę tak głęboko i doprowadzić się do takich stanów. Chodzi mi o to, że pomimo że ja, jako Ignacy, wiem, że to jest udawane, to jednak moje ciało nie do końca to rozumie. Ciało przejmuje te napięcia, uczestniczy, odczuwa. Może teraz trochę za długo mówię na ten temat, ale rzeczywiście on jest ważny dla mnie i skłania do różnych refleksji. Na pewno to mnie dużo kosztowało i nawet nie chodzi o to, czy to jest homoseksualny seks, czy niehomoseksualny. Bardziej chodzi o liczbę tych osób, namiętność i brutalność w tej namiętności, z którą nie byłem aż tak zaznajomiony. Ale z perspektywy czasu wiem, że było warto. Jestem szczęśliwy, że postanowiłem zaryzykować i zaufałem Karolowi Klementewiczowi, reżyserowi. Uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji zawodowych w moim życiu.

Image
Kadr z serialu "Proud". Źródło: materiały prasowe
Kadr z serialu "Proud". Źródło: materiały prasowe

PAP Life: Na festiwalu Séries Mania we francuskim Lille „Proud” zdobył Grand Prix, a ciebie nagrodzono za rolę. Co to dla ciebie znaczy?

I.L.: Nigdy przedtem nie dostałem żadnej nagrody filmowej i przede wszystkim jest to dla mnie ogromny zaszczyt. Séries Mania to jeden z najważniejszych festiwali na świecie, chociaż przyznaję, że wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, jaką ma rangę. Naprawdę wielcy aktorzy i wielkie tytuły dostawały tam nagrody. „Proud” jest pierwszym polskim serialem, który wygrał, w dodatku podwójnie, więc to jest coś niebywałego. Byłem bardzo onieśmielony, kiedy okazało się, że zostałem nagrodzony. A z drugiej strony, dumny, bo włożyłem całe serce w ten projekt. Chyba nie ma nic lepszego niż docenienie twojej pracy i takie widoczne wzruszenie publiczności, która ogląda nasz serial, bo właściwie o to chodzi, żeby po prostu człowieka poruszyć.

PAP Life: „Proud” dotyka tematów dla wielu osób wciąż kontrowersyjnych, takich jak adopcja dzieci przez osoby homoseksualne.

I.L.: Moim zdaniem, ten serial przede wszystkim opowiada o tym, że każdy ma prawo się zmienić. Każdy powinien dostać szansę i nie powinniśmy ludzi oceniać od razu. Chociaż przyznaję, że kiedy patrzę na Filipa, mojego bohatera w pierwszym odcinku i widzę, jak on się zachowuje, to raczej nie powierzyłbym mu dziecka. No i okazało się, że bym się pomylił.

PAP Life: Kim jest Filip?

I.L.: Jest młodym gejem, pracuje jako model, mieszka w Warszawie. Prowadzi rozwiązłe życie, nie ma żadnego kręgosłupa moralnego. Jeśli chodzi o używki, właściwie bierze wszystko, co mu dadzą. I ten chłopak na pewnym etapie w tej historii mierzy się z zadaniem, które zostaje mu postawione, czyli musi zająć małym dzieckiem swojej siostry.

PAP Life: Ta historia ma dla ciebie też osobisty wymiar.

I.L.: Historia Filipa i moja o tyle się rymują, że tuż przed zdjęciami dowiedziałem się, że będę ojcem. Taki chichot losu, że przygotowując się do roli ojca w prawdziwym życiu, grałem chłopaka, który próbuje wejść w buty ojca. W pewien sposób jest to zabawne, ale też wspaniałe. Myślę, że to mi też bardzo dużo dało jako aktorowi, by zrozumieć tę postać, która musi zrezygnować z dotychczasowego życia i przystosować się do nowej rzeczywistości. Teraz, w prawdziwym życiu, zdarza mi się, że trzymam syna na rękach, albo biorę wózek, idziemy na spacer i nagle pojawia się taka myśl: „Boże, robiłem to już na planie”. Ale też pochodzę z wielodzietnej rodziny, jestem najstarszy, mam trójkę rodzeństwa, mnóstwo młodszego kuzynostwa, więc perspektywa zajmowania się małym dzieckiem nie była mi obca. Chociaż przygotowanie się do grania relacji z aktorką, która ma niecały rok, tworzenie tej relacji na planie, zapoznawanie się, reagowanie na to, co się wydarzy, koncentracja, były czymś trudnym. Można sobie na papierze napisać, że w tym momencie dziecko zapłacze, tam się zaśmieje, tutaj coś tam zrobi. Ale przecież tak to nie wyglądało. Trzeba było po prostu cały czas być czujnym i reagować na bieżąco.

Image
Kadr z serialu "Proud". Źródło: materiały prasowe
Kadr z serialu "Proud". Źródło: materiały prasowe

PAP Life: Pamiętam, jak rozmawiałam z tobą o filmie „Idź pod prąd”, w którym zagrałeś główną rolę Eugeniusza „Siczki” Olejarczyka, lidera KSU, jednego z pierwszych polskich zespołów punkrockowych. Przez rok ćwiczyłeś grę na gitarze, żeby wszystkie sceny koncertów zagrać na żywo. A jak było w „Proud”? Poza przygotowaniem do pracy z małym dzieckiem.

I.L.: Tematem filmu „Idź pod prąd” była muzyka i ważne było, żeby złapać klimat punka, nauczyć się grać na gitarze, pojechać w Bieszczady, zobaczyć, odczuwać energię ducha puszczy. Natomiast w „Proud” głównym zadaniem było to, żeby przede wszystkim wejść w cielesność, bo ten serial jest bardzo cielesny, erotyczny, ma w sobie pewnego rodzaju perwersję. Do tego potrzebowałem dużej pewności siebie, w takim sensie, żeby nie wstydzić się swojego ciała. Dlatego absolutnie kluczowe było przygotowanie ciała w taki sposób, żeby było wiarygodnym ciałem modela. To była jedna rzecz, która była ogromnym wyzwaniem dla mnie, bo wiązała się z restrykcjami żywieniowymi i intensywnymi treningami.

Kolejnym zadaniem było poznanie świata queeru, czyli świata orientacji Filipa. To zadanie było bardzo specyficzne, bo tak naprawdę, jak się do tego przygotować? Oczywiście są teksty, filmy, książki na ten temat. Ale ważnym elementem było też szukanie tej seksualności w sobie. W pewnym momencie okazało się, że zacząłem rozumieć, że ta seksualność jest pewnego rodzaju spektrum. Każdy z nas ma w sobie pokłady tej wrażliwości, tylko trzeba je w sobie wydobyć i to wydobywanie było bardzo ciekawym procesem. Z takiego onieśmielenia, wręcz wstydu, strachu przed oceną, do zrozumienia, odkrycia w sobie pewnego rodzaju fascynacji tą samą płcią, dostrzeżeniem piękna. To było bardzo interesującym procesem i na pewno trochę dziwnym dla mnie.

PAP Life: Podkreślasz, że wychowałeś się w katolickiej rodzinie i wartości chrześcijańskie są dla ciebie ważne. Że zawsze chciałeś założyć rodzinę, ożenić się. To nie stoi w sprzeczności z historią opowiedzianą w „Proud”?

I.L.: Jestem katolikiem, absolutnie te wartości są dla mnie najważniejsze i bardzo wierzę w ekumenizm. Tak naprawdę, cały katolicyzm jest o tolerancji, o szacunku do drugiego człowieka bez względu na to, jakie rzeczy robi i że każdy z nas ma prawo dojrzeć, ma prawo się zmienić. Moim zdaniem, przekaz „Proud” jest bardzo chrześcijański i cieszę się, że to właśnie ja zagrałem tę rolę i mogę trochę burzyć te mury, a raczej budować mosty między jedną frakcją a drugą. Skoro sam papież Franciszek podczas liturgii Wielkiego Czwartku mył nogi osobom transpłciowym, chcąc w ten sposób, zwrócić na te osoby uwagę, tym bardziej nie mamy powodów, żeby zamykać się na ten dialog. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ grg/

Ignacy Liss ma 28 lat. Ukończył warszawską Akademię Teatralną w 2022 roku. Na ekranie zadebiutował w 2019 roku w serialu TVP2 „Lepsza połowa”, a w 2021 wcielił się w jedną z głównych postaci. Popularność przyniosła mu rola hrabiego Leszka Czyńskiego w nowej wersji „Znachora” oraz w „Światłoczułej”. Od 2023 roku występuje w warszawskim Teatrze Polskim. W marcu, na festiwalu Series Mania w Lille, otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora za rolę w serialu „Proud”, który zadebiutuje w HBO Max 12 czerwca. Pochodzi z Tczewa. Jego żoną jest charakteryzatorka Maria Wende, z którą ma syna Benedykta.

Zobacz także

  • Nowy sezon serialu „Ranczo”. Fot. Materiały Prasowe
    Nowy sezon serialu „Ranczo”. Fot. Materiały Prasowe

    Ruszyły zdjęcia do serialu „Ranczo. Zemsta wiedźm”

  • Specjalnie dla PAP

    Kamil Szeptycki o głównej roli w serialu „Morfeusz”: to był skok na bardzo głęboką wodę [WIDEO]

  • Nowy serial „Proud”. Fot. Warner Bros. Discovery
    Nowy serial „Proud”. Fot. Warner Bros. Discovery

    Nagrodzony za granicą polski serial „Proud” ze zwiastunem i datą premiery

  • 60 lat temu zadebiutował serial „Czterej pancerni i pies”

Serwisy ogólnodostępne PAP