Kristen Stewart: „Chronologia wody” mówi, że to, co bolesne, współtworzy nasze życie [WYWIAD]
„Chronologia wody” to apel, byśmy zaakceptowali, że złe doświadczenia są częścią naszej osobowości. To, co bolesne, współtworzy nasze życie – powiedziała PAP Kristen Stewart. Jej debiut reżyserski trafi w piątek do kin.
Dla amerykańskiej pisarki Lidii Yuknavitch pamięć jest jak tafla wody, w której wiruje przeszłość. By wydobyć wspomnienia, trzeba dotknąć żywiołu, zanurkować głęboko, skupić się na strzępach, detalach, fragmentach. Właśnie to uczyniła w swojej autobiograficznej książce „Chronologia wody”, która ukazała się w Polsce w 2022 r. nakładem wydawnictwa Czarne, a ostatnio została przeniesiona na ekran przez jedną z najbardziej wyrazistych i osobnych aktorek młodego pokolenia Kristen Stewart. Główną bohaterkę (graną przez Imogen Poots) poznajemy w momencie, gdy zanurza się pod wodę, wciągając widza w nurt ekstremalnych przeżyć – przemocowego domu rodzinnego, seksualnej traumy, autodestrukcji, rozpadu małżeństwa, utraty dziecka. Doświadczenia te odkładają się w ciele, które miało niezawodnie służyć pływaczce. Choć naznaczone bliznami i raną, z której nadal sączy się krew, staje się dla Lidii źródłem siły. Wychodząc z założenia, że nie liczy się to, co nam się przytrafia, lecz co z tym zrobimy, kobieta pokonuje kolejne przeciwności. Na przekór losowi szuka w życiu tego, co dobre. Ukojenie przynoszą jej pisanie i pływanie.
Kristen Stewart przeczytała „Chronologię wody” lata temu i już w trakcie lektury zapragnęła poznać autorkę. Nie miała wątpliwości, że Lidia jest osobą, z którą wiele kobiet na świecie może się utożsamić. Bo nawet jeśli same nie przeszły takiego piekła jak ona, wiedzą, jak to jest być uciszaną i zawstydzaną. Stworzenie adaptacji tej książki było dla niej naturalnym wyborem. Chciała, by o dziele Yuknavitch usłyszał cały świat. Pisarka odwdzięczyła się, dając jej całkowitą wolność artystyczną. I choć prace nad obrazem trwały długo, Stewart szła do przodu z konsekwencją godną Lidii. Efektem jej starań jest dojrzały, poetycki, spektakularny wizualnie film, którego festiwalowe życie rozpoczęło się w maju ubiegłego roku w konkursie Un Certain Regard festiwalu w Cannes. W listopadzie podczas festiwalu EnergaCamerimage w Toruniu debiut doceniono nagrodą specjalną.
PAP: Noblistka Annie Ernaux pisała, że „liczy się nie to, co się zdarza, lecz to, co zrobimy z tym, co się zdarzyło”. Te słowa można by odnieść do Lidii, która mimo przemocy, jakiej doświadczyła, stara się odnaleźć w życiu to, co piękne. Nawet na chwilę nie traci godności, nie stawia siebie w roli ofiary. Właśnie to sprawiło, że jej książka stała ci się bliska?
Kristen Stewart: Gdy Lidia była młodą dziewczyną, jej pragnienia zostały zduszone przez przemoc i zawiedzione zaufanie. Teraz jest żarłoczna. Wypełnia puste przestrzenie sztuką. Niekoniecznie tylko literaturą, filmami i sztukami pięknymi, choć oczywiście dzięki nim jest w stanie żyć. Dość gwałtownie wpycha życie do swojego ciała. Uśmierzanie bólu w sposób, który jej samej sprawia przyjemność, jest niezwykle szczerym spojrzeniem na kwestię upodmiotowienia. Nie jest to upodmiotowienie poprzez wyparcie lub zapomnienie o tym, co się wydarzyło. To upodmiotowienie przez poprzez przetworzenie przeszłości i zaakceptowanie tego, że złe doświadczenia są częścią naszej osobowości, naszego „ja”. To, co bolesne, współtworzy nasze życie.
PAP: Znalezienie odpowiednich terminów i zrozumienie tego procesu to zadanie na całe życie?
K.S.: To zadanie jest niczym ekscytująca opowieść o tym, co sprawia ból. Dosłownie ekscytująca, ponieważ gdy czytamy książkę, a później oglądamy film, dostrzegamy momenty, które niekoniecznie pasują do treści jej życia. To chwile, w których ona widzi siebie lub sięga do swojego wnętrza. Wie, jak znaleźć przyjemność. Wie, jak dokończyć zdanie tak, by – nawet jeśli nikt inny nie słucha – mogła usłyszeć w nim siebie. Na tym polega jej zwycięstwo, tak obezwładniające i zaraźliwe jednocześnie. Jej sposób doboru słów sprawia, że chcemy więcej. Książka porusza temat cielesności w najbardziej podstawowym sensie. I bywa tak mroczna, jak mroczne potrafi życie. Lidia doświadczyła wielu wzlotów i upadków. Czytając jej wspomnienia, zapragnęłam ująć je w formie filmowej. Zależało mi, by książka ożyła.
PAP: Zrobiłaś tę adaptację dla kobiet, które – tak jak Lidia – mają dość życia z otwartą raną?
K.S.: Zmęczyło mnie udawanie, że takie historie nie istnieją. Zmęczyło mnie spuszczanie wzroku, dostosowywanie się do zasady „dorośnij i siedź cicho”. Każda z nas pamięta chwile, gdy trudno było podnieść rękę. Jakbyś nie powinna być osobą, którą inni wybierają. A wszystko dlatego, że żyjemy w świecie zdominowanym przez ludzi pragnących zajmować więcej przestrzeni niż my. Przez prawie cały film Lidia ledwo może mówić. Wyraża siebie przede wszystkim w formie pisanej. Natomiast w jednej sekwencji widzimy, jak czyta swoją pracę na głos przed pełnym audytorium. Kiedy jej słuchamy, modlimy się, by te strony istniały wiecznie. Pisarka mówi, że jest w pokoju kobieta zmęczona patrzeniem w dół i krwawieniem. „Chronologia wody” to metafora samostworzenia.
PAP: W filmie pada zdanie, że „w wodzie, podobnie jak w książkach, można przeżyć życie”. Yuknavitch odnalazła towarzystwo, odwagę i nadzieję w literaturze Kathy Acker, Williama Burroughsa, markiza de Sade'a, Dennisa Coopera i Kena Keseya. A kim byli twoi przewodnicy lub przewodniczki?
K.S.: Było ich wielu. Zacznę od Lidii, która pełniła rolę mojej mentorki. Obok niej Adrienne Rich, Kate Zambreno, Anne Sexton, Maggie Nelson, Lynne Ramsay. W dalszej kolejności wskazałabym niektóre męskie, szowinistyczne świnie. Mam obsesję na punkcie Henry’ego Millera. Uważam, że możemy inspirować się twórczością mężczyzn, ponieważ w przeszłości to oni mieli dostęp do edukacji. Zainspirował mnie też krótki metraż Barbary Hammer z lat 70. Właściwie można by pomyśleć, że ukradłam jej pomysł na pewną sekwencję mojego filmu. Kiedy czytałam „Chronologię wody”, myślałam o kolektywie kobiecych losów. Każda z nas powtarza te same historie. I wcale nie jest to zbędne, ponieważ feminizm nie jest prostą ścieżką. To dwa kroki do przodu, dziesięć do tyłu, trzy kroki do przodu, dziesięć do tyłu. Czytając niektóre teksty z lat 60. i 70., miałam poczucie, jakby powstały wczoraj. Natomiast jest jedna naprawdę ważna książka, o której chciałabym wspomnieć. To „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie”, którą ostatnio przeczytałam. Bardzo chciałabym porozmawiać z autorką Sophie Gilbert. Uważam, że w bardzo przystępny sposób wyjaśniła, jak współczesne kobiety mogą pokochać siebie.
PAP: Praca nad obrazem pochłonęła prawie osiem lat. Mierzyłaś się z wieloma wyzwaniami, miałaś trudności z dopięciem budżetu. Nie poddałaś się, dopięłaś swego. Byłabyś gotowa powtórzyć to doświadczenie?
K.S.: „Chronologia wody” była prawdziwym przełomem. Nigdy więcej nie będę czekać ośmiu lat, by nakręcić film. Nigdy nie zgodzę się na inwestorów. Wychodzę z założenia, że każdy musi znaleźć własną drogę. Dla mnie akceptowanie ograniczeń oznacza, że nie jest się wystarczająco kreatywnym. Jeżeli naprawdę chcemy coś zrobić, znajdziemy sposób, by to osiągnąć. Nawet jeśli będziemy musiały nieco zmienić proces, zrobić mniejszy film albo nawet nie tyle mniejszy, co maksymalnie naturalny. I nawet jeśli w ogóle nie zarobimy na tym przedsięwzięciu, ważne, by pokazać ludziom, że nie mają prawa decydować o historiach, które opowiadamy. Reasumując, nie zamierzam powtórzyć tego doświadczenia. Ale owszem, chcę zrobić kolejny film już, wczoraj.
Rozmawiała Daria Porycka
Kristen Stewart (ur. 1990 r.) jest amerykańską aktorką, reżyserką i scenarzystką, której światową rozpoznawalność zapewniła kreacja Belli Swan w sadze „Zmierzch”. W 2010 r. otrzymała nagrodę BAFTA w kategorii największa aktorska nadzieja kina. Na swoim koncie ma także Cezara za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową w „Sils Maria” Oliviera Assayasa oraz nominacje do Oscara i Złotego Globu za rolę księżnej Diany w „Spencer” Pabla Larraina. Można ją było oglądać również m.in. w filmach Davida Cronenberga, Rose Glass i Davida Finchera. W maju 2025 r. jej pełnometrażowy debiut reżyserski „Chronologia wody” zaprezentowano w konkursie Un Certain Regard festiwalu canneńskiego.
W obsadzie „Chronologii wody” – obok Imogen Poots – znaleźli się m.in. Thora Birch, Jim Belushi, Earl Cave i Kim Gordon. Scenariusz Kristen Stewart współtworzyła z Andym Mingo. Za zdjęcia do filmu odpowiada Corey C. Waters. Obraz będzie można oglądać w polskich kinach od piątku. Jego dystrybutorem jest So FILMS. (PAP)
dap/ wj/ dki/ kgr/