Mary Pawłowska i Agnieszka Żulewska w „Wielkiej Warszawskiej” - kobiece spojrzenie na świat wyścigów [NASZE WIDEO]
W filmie „Wielka Warszawska” w reżyserii Bartłomieja Ignaciuka kobiety nie są jedynie tłem dla męskiej rywalizacji wokół wyścigów konnych. Bohaterki grane przez Mary Pawłowską i Agnieszkę Żulewską reprezentują dwie odmienne postawy. Jedna wierzy w marzenia i miłość, druga zagubiła się w brutalnej rzeczywistości początku transformacji.
„Wielka Warszawska” to opowieść o młodym dżokeju, który marzy o sportowej karierze. Ukoronowaniem tych marzeń ma być udział w najważniejszej gonitwie w Polsce - Wielkiej Warszawskiej. Główny bohater naiwnie wierzy, że w wyścigach konnych wygrywa najlepszy. Dopiero po pewnym czasie przekonuje się, że w tym środowisku jest mnóstwo korupcji i nieczystych zagrywek, a gonitwy to siatka zależności, potężnych interesów i manipulowania wynikami.
W życiu Krzyśka Salomona ważne są dwie kobiety. Młodziutka dżokejka Ewa (Mary Pawłowska), z którą łączy go przyjaźń i szczere uczucie. Oraz dojrzała, tajemnicza, uwodzicielska Irena (Agnieszka Żulewska), którą Krzysiek poznaje po swoim pierwszym zwycięstwie.
- Irena to dla mnie postać pogubiona, trochę - tak naprawdę - ofiara zmiany systemowej. Osoba, która być może szuka siebie i próbuje wykorzystać różne możliwości, które daje jej nowa rzeczywistość. Jest w niej dużo smutku – mówi Żulewska, która grała m.in. w serialach „Rojst”, „Żmijowisko”, „Wielka woda” i „Porządny człowiek”.
Irena jest hazardzistką. Udaje dziennikarkę, próbując zdobyć cenne informacje „u źródła”. Między dżokejem i atrakcyjną „panią redaktor” od razu zaczyna iskrzyć.
Natomiast Ewa Kłos, portretowana przez Mary Pawłowską, to szczera, radosna dziewczyna, która przypomina mu, że istnieje miłość bez kalkulacji. Dla 23-letniej Pawłowskiej to debiut na dużym ekranie (ma na koncie już udział w serialach: „Pati” i „Czarna śmierć”).
- Ewa jako jedyna naprawdę wierzy w Krzyśka, kibicuje mu w jego marzeniach i namawia, żeby się absolutnie nie poddawał, pomimo tego, że każdy, nawet jego ojciec, próbuje odwieść go od tej jego wymarzonej drogi – mówi PAP Life Mary Pawłowska.
Jej bohaterka jest dżokejką. Praca z końmi nie była dla Pawłowskiej nowością. - Mam doświadczenie w jeździe konnej, bo od małego jeżdżę konno. Kiedyś to była moja największa pasja. Bardzo marzyłam o tym, żeby mieć konia, pracować w stajni. Znalezienie się na planie „Wielkiej Warszawskiej” było spełnieniem marzeń tej malutkiej Mary – wyznaje aktorka.
Dodaje, że jednak jazda konno na planie była dla niej dużym wyzwaniem. - W scenie otwierającej film mieliśmy zadanie, które polegało na tym, że musieliśmy się zmieścić w 40 minutach. Wschodziło słońce i musieliśmy złapać światło. A oprócz tego musieliśmy uspokoić konie, Bartek - reżyser, rzucał nam uwagi aktorskie albo mówił: „Mary, tutaj wyprzedź Tomka” albo „Idź do tyłu”. Więc skoordynowanie tych wszystkich uwag było trudne – wspomina.
Mimo że jazda konno była jej pasją, to przed wejściem na plan nie bywała na wyścigach konnych. - Myślałam, że to nie jest sport dla mnie, wyścigi wydawały mi się brutalne. Podczas kręcenia filmu poznałam trochę ten świat i przekonałam się, że konie są tam bardzo zaopiekowane. Pomimo, że wciąż nie znam się kompletnie na tym, który koń ma predyspozycje do wygrania, to jest to wciągające bardzo – podkreśla aktorka.
Reżyserem i współscenarzystą filmu jest Bartłomiej Ignaciuk. Pierwsza wersja tekstu „Wielkiej Warszawskiej” powstała w latach 80. Jej autorem był Jan Purzycki, legendarny scenarzysta „Wielkiego Szu” i „Piłkarskiego pokera”.
„Wielka Warszawska” w kinach od 23 stycznia. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/ grg/