Alice Winocour, reżyserka „Ikony mody”: fashion week symbolizuje świat pozorów [WYWIAD]
Fashion week symbolizuje świat pozorów, w którym ukrywa się pragnienia. To także alegoria wyścigu, jakim staje się współczesny świat – powiedziała PAP Alice Winocour. Jej film „Ikona mody” z Angeliną Jolie w roli głównej otworzy w piątek 19. festiwal Mastercard OFF CAMERA w Krakowie.
Fabuła śledzi losy kobiet pracujących podczas paryskiego Tygodnia Mody. Ada (w tej roli Anyier Anei) to młoda modelka z Sudanu Południowego, która nie brała pod uwagę pracy w branży modowej. Chciała zostać farmaceutką, jednak musi szybko zarobić pieniądze, by pomóc najbliższym. Charakteryzatorka Angèle (Ella Rumpf) marzy o zostaniu pisarką. W wolnych chwilach na backstage’u pisze powieść. Z kolei Maxine (Angelina Jolie) jest reżyserką amerykańskiego kina niezależnego, która przyjeżdża do Francji na zaproszenie jednego z domów mody, by nakręcić film krótkometrażowy. Ma 15-letnią córkę, niedawno się rozwiodła i ma nadzieję, że wyzwanie zawodowe odciągnie jej myśli od problemów osobistych. Tak się jednak nie dzieje. Maxine otrzymuje dramatyczną diagnozę – rak piersi wymagający pilnej operacji, chemioterapii i rezygnacji z pracy na kilka miesięcy. W tym samym czasie kobieta nawiązuje bliższą relację z przystojnym operatorem Antonem (Louis Garrel).
PAP: Francuski tytuł twojego filmu, „Coutures”, można rozumieć dwojako – jako nawiązanie do świata haute couture, ale z „s” na końcu to słowo oznacza szwy.
Alice Winocour: Akcja toczy się w środowisku high fashion, ale – paradoksalnie – nie dotyczy mody. Dla mnie „Ikona mody” to intymna, głęboko osobista historia. Wszystkie moje filmy takie są, choć osadzam je w obcych mi realiach. Fabuła „Proximy” rozgrywała się w kosmosie, przedstawiała kobietę, która próbuje pogodzić pracę astronautki z wychowywaniem córki. Tak naprawdę opowiedziałam o sobie i swojej córce. Kiedy piszę scenariusze, lubię odkrywać nowe światy i oswajać je. Moda też początkowo wydawała mi się nieznanym lądem. Dzięki pracy poznałam wiele osób związanych z tym przemysłem – aktorów, modelki, krawcowe, wizażystki. Losy bohaterek filmu to historie kobiet, które spotkałam.
PAP: Świat mody pokazywany jest zwykle z perspektywy osób decyzyjnych – dyrektorów kreatywnych, w większości mężczyzn. Brakowało ci kobiecego spojrzenia na branżę?
A.W.: Przede wszystkim ciekawiło mnie, co kryje się za perfekcyjnymi wizerunkami kobiet, które widzimy na lotniskach, w metrze, na ulicach. Piękne uśmiechy, idealne rysy twarzy – kim są dziewczyny z plakatów? Jak wygląda ich życie? Czy nasze córki je podziwiają? Czy chciałyby być takie jak one? Uważam, że wszystkie bohaterki fabuły są do pewnego stopnia tą samą kobietą. To zbieg okoliczności, w ogóle nie brałam tego pod uwagę, ale przecież Angelina Jolie też była modelką. Podobnie jak Aurore Clément, która dzisiaj ma 80 lat, ale dawniej pozowała do zdjęć. Obok nich oglądamy młodziutkie modelki. Ich ciała są gloryfikowane, a zarazem bezwzględnie traktowane przez branżę. Zupełnie jakby miały krótką datę ważności, a ukończenie 23 lat oznaczało, że jest już za późno. W „Ikonie mody” opowiadamy o kobiecych ciałach i odsłaniamy kulisy pokazów mody.
PAP: Zdjęcia powstawały w legendarnej pracowni Chanel. Twórczyni marki Coco Chanel przypisuje się słowa, że „każdy dzień jest pokazem mody, a świat jest wybiegiem”. Idąc tym tropem, Paryski Tydzień Mody postrzegałaś jako metaforę współczesnego świata?
A.W.: Cieszę się, że to powiedziałaś. Rzeczywiście, fashion week symbolizuje świat pozorów, rzeczywistość, w której ukrywa się swoje pragnienia. To także alegoria wyścigu, jakim staje się współczesny świat. Wciąż wydaje nam się, że zostajemy w tyle, na nic nie mamy czasu. W branży mody sezony zmieniają się błyskawicznie. Projektanci rywalizują o to, kto najlepiej uchwyci nowe tendencje. Za chwilę ich praca się dezaktualizuje, pojawiają się kolejne trendy. Nasza egzystencja też ma ulotny, przemijający charakter. Dla mnie prawdziwym tematem „Ikony mody” jest kruchość życia. Ten film to memento mori. Praca nad nim była poruszającym doświadczeniem. W ten sposób chcemy pozostawić po sobie ślad.
PAP: Mówisz w liczbie mnogiej, ponieważ nie byłoby tego obrazu bez Angeliny Jolie. Amerykańska aktorka nie tylko zagrała główną rolę, ale też pełniła funkcję producentki. Jak udało ci się zaangażować ją do projektu?
A.W.: Wysłałam Angelinie scenariusz, a ona od razu poparła mój pomysł. Wiem, brzmi nieprawdopodobnie, ale tak było. Ten film wziął się z mojego życia, ponieważ chorowałam na raka. Chciałam, by moje doświadczenia przeplatały się z historiami innych, tworząc uniwersalną opowieść o kobiecym ciele. Zależało mi na współpracy z kimś, kto miałby emocjonalny związek z tą historią. Angelina otwarcie mówiła, że przeszła zabieg podwójnej mastektomii. Poddała się tej operacji prewencyjnie, ponieważ jej mama i babcia wcześniej chorowały. Zdecydowała się też usunąć jajniki. W „Ikonie mody” odsłaniamy nasze blizny.
PAP: Opowiadacie również o rolach, jakie odgrywamy w życiu. Maxine nosi maskę kobiety sukcesu, cenionej reżyserki. Tymczasem w głębi duszy jest krucha. Przyznaje, że czasami czuje się odpowiedzialna za to, co przynosi jej los.
A.W.: Jest wrażliwa i silna jednocześnie. Nie zgadza się, by choroba definiowała jej tożsamość. Chce nadal czuć się kobieco. Często zdarza się, że mężczyźni porzucają partnerki, gdy dowiadują się o ich chorobie. Nie potrafią zaakceptować tego, że wskutek leczenia stracą piersi. Dlatego postanowiłam, że w filmie pojawi się wątek miłosny. Tym razem mówię w liczbie pojedynczej, ponieważ Angelina Jolie nie była zaangażowana w tworzenie scenariusza. Owszem, została producentką, ale to naturalny zapis w kontrakcie w wypadku gwiazdy tego formatu. Nie ingerowała w decyzje artystyczne. Pomogła sfinansować projekt i była mu w stu procentach oddana.
PAP: Miałyście okazje do osobistych rozmów?
A.W.: Oczywiście, od samego początku byłyśmy na to otwarte. Za pomocą tego filmu chciałyśmy pomóc kobietom, powiedzieć im: nie jesteście same, my też przez to przeszłyśmy. Poruszyło mnie, że Angelina Jolie całkowicie się odsłoniła. Przyznała, że odegranie dramatycznych sekwencji było trudniejsze niż najbardziej wymagające sceny akcji. Czasami mówiła: „Przecież to jest o mnie, ten fragment jest zbyt intymny”. Podeszła do zadania z pełnym poświęceniem - pragnęła zwrócić się do kobiet na całym świecie, ale też oddać hołd swojej zmarłej mamie. Na planie nosiła naszyjnik z jej prochami. Dzięki temu cały czas o niej myślała.
Celem tego projektu było wzajemne wspieranie się. Opowiedziałyśmy o kobietach żyjących w różnych częściach świata, które spotykają się na chwilę, być może jedyny raz w życiu. Ale w ciągu tej chwili nawiązują ze sobą głęboką więź.
PAP: Na początku naszej rozmowy wspomniałaś, że wszystkie są w pewnym sensie tą samą osobą. Co je łączy?
A.W.: Nie przynależą do tego środowiska, są outsiderkami. Angelina ma buntowniczą naturę, więc Maxine też musiała taka być. Wymyśliłyśmy, że będzie reżyserować horrory. Ada dopiero wkracza do świata mody, uczy się szalonych zasad – jak się poruszać, jak pozować. Z kolei charakteryzatorka próbuje uciec z branży, by ocalić swą duszę. Są również krawcowe. Uszycie sukni na pokaz mody wymaga wielu miesięcy, niekiedy nawet roku pracy. Krawcowe dbają o to, by powstały spektakularne ubrania, nawiązują z projektami specyficzną więź. W mojej pracy jest podobnie, dlatego wzrusza mnie, gdy kobieta pokazuje do kamery gotowe dzieło. Ogląda je z każdej strony, jest dumna z tego, co zrobiła. Nie wie, że za chwilę nadejdzie burza, która wszystko zniszczy. Ta sekwencja stanowi metaforę naszego życia.
PAP: Twoje ostatnie filmy dowodzą, że interesują cię zniuansowane postacie. Wcześniej zdarzało ci się opowiadać o mężczyznach, teraz skupiasz się na kobietach. To przypadek czy świadoma decyzja związana z twoimi doświadczeniami?
A.W.: Dziękuję za nawiązanie do moich wcześniejszych obrazów. Każdy z nich rozgrywa się w innym świecie, dlatego zwykle słyszę od dziennikarzy: „och, twoje filmy bardzo się od siebie różnią”. A ja widzę mnóstwo powiązań między nimi. Silny, kobiecy głos i aurę buntu odnajdziemy zarówno w „Augustine”, jak i „Mustangu”, którego scenariusz współtworzyłam. Nie stronię przy tym od postaci męskich. Nakręciłam „Disorder”, w którym Matthias Schoenaerts zagrał żołnierza cierpiącego na zespół stresu pourazowego.
Interesuję się polityką, tym, co się dzieje wokół nas. Nie chcę opowiadać o świecie z perspektywy osób sprawujących władzę. Wolę się skupić na tych, którzy pozostają w cieniu. Choćby na krawcowych, które nie przywykły do pracy z kamerą. Zresztą nawet nie wszystkie modelki są z tym obeznane. Niektóre marzą tylko o tym, by spróbować swych sił na wybiegu. Inne każdego dnia przychodzą do atelier, by przymierzać kreacje. Tym, co interesuje mnie najbardziej, jest zderzenie świata pełnego blasku, luksusu z naszą rzeczywistością, codziennymi zmaganiami.
Rozmawiała Daria Porycka
Alice Winocour (ur. 1976 r.) jest francuską reżyserką i scenarzystką, absolwentką paryskiej La Fémis. W 2012 r. jej pełnometrażowy debiut fabularny „Augustine” zakwalifikował się do Tygodnia Krytyki towarzyszącego canneńskiemu festiwalowi. W kolejnych miesiącach fabułę doceniono nominacją do Cezara i nagrodą na festiwalu EnergaCamerimage. W 2015 r. twórczyni wróciła do Cannes z filmem „Cień” startującym w konkursie Un Certain Regard. Rok później otrzymała Cezara za scenariusz „Mustanga”, a w 2019 r. – nagrodę specjalną jury festiwalu w San Sebastian za „Proximę”. Światowa premiera jej najnowszego filmu „Ikona mody”, w którym główną rolę zagrała Angelina Jolie, odbyła się podczas ubiegłorocznego festiwalu w Toronto.
W piątek „Ikonę mody” będzie mogła obejrzeć polska publiczność. Obraz zostanie zaprezentowany w Kinie Kijów, tuż po gali otwarcia 19. Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard OFF CAMERA w Krakowie. Jego dystrybutorem jest Monolith Films. (PAP)
dap/ miś/ kgr/