„Interia”: Adam Małysz zapowiada oficjalny protest
- Z Klemensem jechało samochodem tylko paru zawodników, reszta podróżowała w innych pojazdach. Można było przecież odizolować tych, którzy siedzieli w jednym aucie z Murańką. Po to były powtarzane testy pozostałych zawodników, żeby mieć jasny obraz sytuacji - mówi w rozmowie z Interią Adam Małysz, dyrektor-koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej Polskiego Związku Narciarskiego.
Wszystko wskazuje na to, że pierwszy konkurs 69. edycji Turnieju Czterech Skoczni rozpocznie się we wtorek bez polskich zawodników. Zespół Michala Doleżala został wykluczony z rywalizacji z powodu zakażenia koronawirusem wykrytego u Klemensa Murańki. Z listy startowej skreśleni zostali również pozostali nasi zawodnicy, mimo podwójnie negatywnych wyników testów.
- Na ten moment nikt nie jest w stanie nic zrobić. Takie są przepisy. Nadzoruje to sanepid niemiecki i organizatorzy. Dziwne jest tylko jedno. Jedynie Klemens Murańka jest "pozytywny". Dlaczego reszta drużyny nie może startować, skoro wszyscy przeszli powtórne testy i wynik każdego mamy negatywny? Oficjalnie nie zostali skierowani na kwarantannę. Przebywa na niej tylko Klemens. To dla nas zupełnie niezrozumiałe. Ale nie mamy wyjścia - na razie musimy zastosować się do wydanych zaleceń – mówi Adam Małysz w rozmowie z portalem interia.pl.
Polska ekipa wystosuje oficjalny protest w tej sprawie?
- Coś takiego na pewno pójdzie drogą oficjalną. Musi do tego dojść. Nawet jeśli nie przyniesie to żadnego skutku, musimy pokazać, że nie zostawiamy tego bez echa. Jednocześnie trzeba się zastanowić, jak zapobiec takim zdarzeniom w przyszłości. Wielokrotnie rozmawiałem z Mario Stecherem (dyrektor sportowy Austriackiej Federacji Narciarskiej - przyp. red.) i mówiliśmy sobie, że FIS powinien mieć sprecyzowane przepisy na wypadek podobnych sytuacji, a nie zdawać się tylko na przepisy krajowe i wytyczne organizatorów – zapowiada Adam Małysz.