Inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju. Przydacz zabrał głos
Wzięliśmy udział w Radzie Pokoju w geście solidarności z sojusznikami, Polska skorzysta na obecnym statusie obserwatora - powiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz w czwartek po pierwszym posiedzeniu Rady. Wobec Polski nie kierowano żadnych oczekiwań - zaznaczył.
Podczas briefingu prasowego po inauguracyjnym spotkaniu Rady Pokoju Przydacz określił swój udział w wydarzeniu jako inwestycję w relacje z USA, a także gest solidarności z innymi państwami Europy Środowej i Wschodniej, które również wysłały przedstawicieli na wysokim szczeblu.
Prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią, tym, co się dzieje wokół Ukrainy (...) warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach (...) bo może się zdarzyć taki moment, kiedy to my będziemy potrzebowali aktywności naszych partnerów i sojuszników
Jak zaznaczył, jego obecność w Waszyngtonie była więc w interesie Polski. - Na ten moment myślę, że ten status, który wywalczyliśmy, czyli status obserwatora (...) ten status na pewno Polsce się przysłuży. Co przyszłość pokaże, zobaczymy. Jak wszyscy wiemy, aby móc przystąpić do organizacji, potrzebne jest tutaj przegłosowanie pewnej legislacji na poziomie parlamentu - dodał.
Przydacz podkreślił, że wobec Polski nie kierowano żadnych oczekiwań dotyczących jakichkolwiek opłat lub wysłania wojsk do Strefy Gazy.
Dopytywany, dlaczego na spotkanie Rady Pokoju nie przyjechał sam Nawrocki, szef BPM powiedział, że ma on częsty kontakt z prezydentem USA Donaldem Trumpem i nie może brać udziału w każdym wielostronnym spotkaniu.
Równie dobrze mógł tutaj się pojawić przedstawiciel rządu (...) ale z jakiegoś powodu Kancelaria Premiera nie odpowiadała pozytywnie (...). Być może było też tak, że dostali sygnały z Białego Domu, że nie są do końca mile widziani
Oskarżył też rząd o antyamerykanizm i „podlizywanie się Berlinowi i Brukseli”.
Przydacz poinformował, że na marginesie posiedzenia Rady odbył rozmowę z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio, którego zaprosił do Polski. Jego rozmówca miał odpowiedzieć na zaproszenie pozytywnie.
Rozmawiałem m.in. o jego niedawnej wizycie w Monachium, o jego niedawnej wizycie w regionie, bo przecież odwiedzał (...) Słowację (oraz Węgry - PAP). Rozmawialiśmy też o przyszłych kontaktach polsko-amerykańskich na tym poziomie
Pytany przez PAP, czy spodziewa się, że Rada Pokoju stanie się poważną organizacją międzynarodową odgrywającą ważną rolę w polityce międzynarodowej, Przydacz odpowiedział, że dopiero się okaże, czy nowe gremium przetrwa próbę czasu. Wspomniał przy tym, że nie przetrwały jej inne międzynarodowe inicjatywy poprzednich prezydentów USA - Szczyty dla Demokracji Joe Bidena i Wspólnota Demokracji Billa Clintona. Ocenił też, że pełne dygresji przemówienie prezydenta Trumpa na inauguracji Rady było „w jego stylu”.
Prezydent Stanów Zjednoczonych mówił, że dziś zajmujemy się Gazą (...) ale w swoim ostatnim zdaniu powiedział, że w przyszłości może ta Rada zajmować się pokojem na innych szerokościach i długościach geograficznych, więc nie jest wykluczone, że instytucja ta będzie się zajmować także sprawami żywotnie interesującymi dla nas, takimi, którymi Polska jest żywotnie zainteresowana
- Tym bardziej więc warto przy takim stole być. Natomiast czy przetrwa próbę czasu? Tego nie wiem, oczywiście - dodał.
Ocenił jednak, że jeśli Rada Pokoju miałaby być konkurencją dla ONZ, znaczyłoby to, że „fundamenty ONZ są bardzo, bardzo słabe”.
Pytany, czy w świetle wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o poszukiwaniu nowego premiera stanie na czele rządu, Przydacz odparł, że nie ma takich ambicji i pozostanie współpracownikiem prezydenta. Jednocześnie zaznaczył, że można spodziewać się, że za dwa lata szefem rządu będzie przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości.
Odmówił też jasnej odpowiedzi na temat ewentualnego podpisania przez Nawrockiego ustawy o pożyczce na zakup uzbrojenia w ramach unijnego programu SAFE. Zaznaczył, że sprawą zajmuje się Biuro Bezpieczeństwa Narodowego i trwają analizy na ten temat, zwłaszcza pod kątem „mechanizmu warunkowości” pożyczki.
- Tutaj, na marginesie Rady Pokoju, też wielu europejskich sojuszników dyskutowało o tym, nieco obawiając się sytuacji, w której podpiszą pewne kontrakty w ramach SAFE, a następnie Komisja Europejska z sobie znanych tylko powodów powie, że no jednak nie może wypłacić tego kredytu - relacjonował minister. - Mamy złe doświadczenia z takimi instytucjami, więc pan prezydent na pewno będzie przez ten pryzmat spoglądał na SAFE - dodał.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ akl/ mhr/ sma/