Omyłkowo zestrzelony przez armię USA dron należał do amerykańskiej straży granicznej
Armia Stanów Zjednoczonych strąciła w czwartek laserem drona w rejonie granicy z Meksykiem. Okazało się, że bezzałogowiec należał do amerykańskiej straży granicznej - poinformowała w piątek agencja AP.
Demokratyczni kongresmeni z komisji transportu Izby Reprezentantów przyznali, że informacja o strąceniu własnego drona ich zaszokowała. „Głowy nam eksplodowały z powodu tych doniesień” – napisali we wspólnym oświadczeniu, w którym skrytykowali administrację prezydenta Donalda Trumpa za ignorowanie dwupartyjnego projektu ustawy o szkoleniu operatorów dronów i poprawie komunikacji między armią, władzami lotnictwa i służbami, takimi jak m.in. straż graniczna. „Teraz widzimy skutki niekompetencji” – ocenili deputowani.
Był to drugi przypadek użycia laserów przeciwko dronom nad Teksasem. Przed dwoma tygodniami z podobnych środków rażenia skorzystała straż graniczna. Choć dron nie został wówczas zestrzelony, doszło do kilkugodzinnego zamknięcia lotniska w El Paso. Także w tym przypadku zabrakło koordynacji między władzami lotnictwa cywilnego i strażą graniczną.
Dwa miesiące temu Kongres zgodził się przyznać uprawnienia do strącania dronów większej liczbie służb, w tym niektórym departamentom stanowym i lokalnym – pod warunkiem, że zostaną one odpowiednio przeszkolone.
Drony już powodują problemy wzdłuż granicy. Kartele rutynowo używają bezzałogowców do dostarczania narkotyków przez granicę z Meksykiem i inwigilowania funkcjonariuszy Straży Granicznej. W ostatnim półroczu 2024 r. służby wykryły 27 tys. dronów w pasie sięgającym do 500 metrów w głąb kraju, licząc od południowej granicy USA.
Zagrożenie dla samolotów ze strony dronów stale rośnie - zauważyła AP. Amerykański resort bezpieczeństwa krajowego ocenił, że w USA znajduje się ponad 1,7 mln zarejestrowanych bezzałogowców. (PAP)
os/ rtt/ ep/