Orban celowo eksploatuje antyukraińskie treści w kampanii
Podczas węgierskiej kampanii wyborczej pojawiają się antyukraińskie treści, ponieważ taka retoryka utrwala sprzyjającą Victorowi Orbanowi oś sporu „suwerenność – integracja europejska” - tłumaczy występujące w węgierskiej kampanii trendy Ilona Gizińska z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. W związku z trwającą kampanią wyborczą Europejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO) powołując się na węgierski portal fact-checkingowy Lakmusz przeanalizowało rozpowszechniane w sieci narracje, które mogą dezinformować.
Jedna z narracji dotyczy rzekomego „planu Zełenskiego”, który miałby odsunąć od władzy obecnego premiera Węgier i lidera konserwatywnej partii Fidesz Victora Orbana. Sam premier Węgier opublikował 11 lutego na Facebooku wpisy sugerujące, że Politico udostępnił najnowszy „plan wojenny Brukseli i Kijowa”, który jest rzekomo otwartym przesłaniem wojennym dla Węgier. Orban zasugerował również, że Bruksela i Kijów grożą otwartą ingerencją w wybory.
Chodzi o opublikowany 10 lutego artykuł Politico rozważający pięć możliwych kroków do przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej w 2027 r. Analiza oparta na rozmowie z 10 anonimowymi urzędnikami i dyplomatami UE zakłada, że przegrana Orbana w wyborach mogłaby zwiększyć szanse Ukrainy na wejście do Unii Europejskiej. Warunkiem członkostwa danego kraju w UE jest uzyskanie poparcia wszystkich 27 państw członkowskich, ale Viktor Orban jest stanowczym przeciwnikiem wejścia Ukrainy do Unii.
Politico w swoim artykule przywołuje też artykuł 7 Traktatu o UE, stosowany w przypadku, gdy uznaje się, że dane państwo może naruszyć podstawowe wartości Wspólnoty. Użycie go przeciwko Węgrom mogłoby zawiesić ich prawa jako państwa członkowskiego. W artykule nie ma jednak informacji, o tym, żeby UE zamierzała podejmować takie działania, nie pojawia się też temat rzekomej ingerencji w proces wyborczy na Węgrzech. Cały artykuł jest jedynie analizą portalu opartą na anonimowych źródłach.
Podczas kampanii na Węgrzech pojawiają się też naruszające standardy portali społecznościowych reklamy polityczne. Jak poinformował portal Lakmusz, 4 lutego br. wspierający Fidesz Narodowy Ruch Oporu (NEM) opublikował na Facebooku reklamę w postaci materiału wideo, wygenerowanego przez AI. Przedstawiał on fikcyjną rozmowę telefoniczną między Ursulą von der Leyen, a liderem węgierskiej opozycyjnej TISZY Peterem Magyarem. W materiale von der Leyen instruuje Magyara, aby wysłał pieniądze na Ukrainę natychmiast po wyborach. Reklamę udostępnił dalej m.in. Viktor Orban.
Według informacji dostępnych na stronie Mety materiał ten został usunięty, ponieważ „naruszył standardy dotyczące reklam”. Wideo miało zostać wykorzystane do 15 reklam, z czego niektóre miały uzyskać między 700-800 tys. wyświetleń. Reklamodawcy mieli kierować materiały do osób między 56, a 65 r. życia, a wydane na pojedynczą reklamę kwoty mogły sięgać między 125-150 tys. forintów (ok. 1,3-1,6 tys. zł).
10 października w krajach UE weszły w życie przepisy unijnej regulacji TTPA, dotyczącej przejrzystości i targetowania reklam politycznych. W związku z przepisami Meta ogłosiła, że nie będzie zezwalać na reklamy polityczne na swoich platformach, Facebooku i Instagramie.
Przyczyny eksploatowania treści antyukraińskich w węgierskiej kampanii wyjaśniła PAP Ilona Gizińska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jej zdaniem antyukraińskie narracje pełnią przede wszystkim funkcję mobilizacyjną i polaryzacyjną. - Rząd przedstawia wsparcie dla Ukrainy oraz politykę sankcyjną UE jako działania sprzeczne z interesem narodowym, obciążające węgierską gospodarkę i gospodarstwa domowe. Wpisuje je w szerszą narrację o konieczności obrony suwerenności i utrzymania „pokoju”, którego jedynym gwarantem ma być partia rządząca - zaznaczyła.
Zdaniem analityczki pozwala to przesuwać debatę z problemów wewnętrznych takich jak stagnacja gospodarcza, kondycja usług publicznych czy zablokowane fundusze unijne na kwestie bezpieczeństwa i geopolityki.
Gizińska zwróciła uwagę, że elementem tej strategii jest również oskarżanie TISZY o reprezentowanie interesów zewnętrznych. - Ma to podważać wiarygodność ugrupowania jako siły „narodowej” oraz wzmacniać przekaz o rzekomej gotowości opozycji do podporządkowania Węgier polityce Brukseli i Kijowa. W efekcie antyukraińska retoryka utrwala oś sporu „suwerenność – integracja europejska” i sprzyja konsolidacji elektoratu rządowego. Jej potencjał rozszerzania poparcia dla Fideszu wydaje się ograniczony, może natomiast zwiększać poziom polaryzacji i mobilizację obu stron w końcowej fazie kampanii - zauważyła ekspertka.
Inne wprowadzające w błąd dane dotyczyły wyborów korespondencyjnych. Członkowie opozycyjnej wobec Fideszu Koalicji Demokratycznej (DK) publikowali na Facebooku wpisy twierdzące, że dwa razy więcej osób mieszkających za granicą zarejestrowało wolę udziału w wyborach 2026 w stosunku do tych z 2022 roku. Zwracali uwagę, że w rejestrze wyborczym na 2026 r. znajduje się już ponad 457 tys. Węgrów mieszkających za granicą.
Lakmusz wyjaśnił jednak, że dane te zostały błędnie zinterpretowane. Według węgierskich przepisów obywatel mieszkający za granicą, który zarejestruje się w rejestrze wyborców korespondencyjnych, pozostanie w nim przez następne 10 lat. Oznacza to, że osoby, które oddały głos podczas wyborów w 2022 r., nadal znajdują się w rejestrze, a dodatkowo dochodzą ci, którzy złożyli wniosek o głosowanie korespondencyjne niedawno.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Większość niezależnych sondaży daje TISZY od kilku do kilkunastu procent przewagi nad Fideszem. Węgrzy wybiorą w kwietniu 199 deputowanych jednoizbowego Zgromadzenia Narodowego (Orszaggyules), z których 106 uzyska mandat w jednomandatowych okręgach, a pozostałych 93 zostanie wybranych z ogólnokrajowych list partyjnych. Kadencja parlamentu trwa cztery lata. (PAP)
wm/ pś/ mhr/ grg/