O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Kabaret Hrabi wraca na scenę z nowym programem. Dariusz Kamys: pora na męską energię [WYWIAD]

Charyzma, talent i wdzięk Aśki sprawiały, że chociaż nasz zespół składał się z trzech mężczyzn i jednej kobiety, to często funkcjonował w energii żeńskiej. Teraz próbuję to przedefiniować i wejść w energię męską, stąd pomysł na program „Być facetem” – powiedział PAP Life Dariusz Kamys, lider kabaretu hrAbi, który był przyjacielem i szwagrem zmarłej w lipcu Joanny Kołaczkowskiej.

Dariusz Kamys. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Dariusz Kamys. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

PAP Life: Po wielomiesięcznej przerwie Kabaret hrAbi wrócił na scenę z nowym programem „Być facetem”. Macie za sobą już kilka występów. Po premierze w Pszczynie na swoim Instagramie napisał pan: „Z naszej strony radość, ulga i to miłe uczucie, że to działa. Z waszej strony śmiech, energia i sygnały, że idziemy w dobrą stronę. Krótko mówiąc, entuzjazm był obustronny, co zawsze cieszy najbardziej”. Bał się pan wyjścia na scenę?

Dariusz Kamys: "Bał" to może jest za duże słowo, bo z moim doświadczeniem kabaretowym już mniej więcej potrafię ocenić, co i jak mogę zrobić. Natomiast pojawiły się pewne obawy, jak długa będzie droga dochodzenia do przyzwoitej formy. Chociaż źle się wyraziłem. Naszym celem nie jest „przyzwoita” forma, tylko bardzo dobry poziom. Przed premierą bardzo intensywnie pracowaliśmy, wszyscy byliśmy przemęczeni. Martwić się - nie martwiłem, ale nie byłem pewny, na jakim etapie jesteśmy. Ale też na tym polega sztuka, że człowiek coś tworzy i później konfrontuje to z widownią. I to jest ten najpiękniejszy moment, kiedy okazuje się, że to wszystko, co sobie wymyśliliśmy, cała idea - działa, jest przez widzów przyjęta, że się nie pomyliliśmy się. Faktycznie, po pierwszym występie, kiedy to wszystko zagrało, odetchnęliśmy z ulgą.

PAP Life: Jak długo trwała przerwa w waszych występach?

D.K.: Działalność zawiesiliśmy chyba 10 kwietnia, po pierwszej trasie kwietniowej, z wiadomych względów (u Joanny Kołaczkowskiej w kwietniu zdiagnozowano glejaka i rozpoczęła leczenie – red.). W maju wspólnie z innymi artystami wystąpiliśmy w koncercie „Potemowe piosenki”, z którego dochód był przeznaczony na wszelaką pomoc dla Joanny. A później, w listopadzie zagraliśmy „Potemowe piosenki” w mniejszym, okrojonym składzie. Jako Kabaret hrAbi po raz pierwszy wystąpiliśmy właśnie teraz w Pszczynie.

PAP Life: Zmieniliście trochę nazwę kabaretu - teraz to hrAbi, z dużym A w środku.

D.K.: Zmieniliśmy nazwę, bo Aśka zawsze z nami zostanie. Czasem wręcz wyczuwam Jej obecność i jakieś Jej wsparcie z tej drugiej strony. Występowałem z Aśką prawie 40 lat, a do tego dochodzą więzy rodzinne. Teraz jej brak to są takie dziury nie do zasypania. Tym bardziej że Aśka była człowiekiem absolutnie szczególnym, wybitnym i jedynym w swoim rodzaju. Więc myślę, że dla nas wszystkich była bardzo ważna. My nigdy w Kabarecie Hrabi nie deklarowaliśmy sobie przyjaźni, ale to tylko dlatego, że nie musieliśmy o tym mówić, bo to było dla nas oczywiste. Wiedzieliśmy, że każdy z nas zrobiłby wszystko, co mógł dla pozostałych, żeby pomóc, wesprzeć.

Więcej

Joanna Kołaczkowska. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Joanna Kołaczkowska. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Szymon Majewski zdradził plany dotyczące podcastu „Mówi się”, który prowadził z Joanną Kołaczkowską

PAP Life: Kiedy pojawiła się myśl, żeby wrócić na scenę?

D.K.: W naszym zespole zawsze bardzo dużo rozmawialiśmy o tym wszystkim. Nie było tematów tabu. Między innymi mówiliśmy o tym, co by było, gdyby któreś z nas odeszło wcześniej. Mieliśmy to przegadane i zawsze takie rozmowy kończyły się wnioskiem, że pozostali muszą absolutnie dalej robić kabaret, bo to nasza pasja i po prostu nasze życie. Nikt nie wyobrażał sobie, żeby to wszystko zostawić i robić coś innego, zresztą nawet nie wiadomo co, więc to było dla nas oczywiste, że będziemy działać dalej. Ale to, co się wydarzyło z Joanną, było dla wszystkich jak obuchem w głowę. Poczucie straty, żałoba nie pozwalały nam wziąć się za kabaret od razu. Ostatnie dwa, może dwa i pół miesiąca to był ten czas, kiedy zacząłem intensywniej pracować nad tym programem „Być facetem”, z pomocą Władka Sikory i Wojtka Kamińskiego, który występuje w tym spektaklu gościnnie.

PAP Life: Podobno nie macie takich planów, żeby ktoś doszedł do stałego składu hrAbi.

D.K.: Stwierdziliśmy, że nie będziemy dobierać nikogo na stałe. Nie ma nikogo, kto mógłby wejść do Kabaretu hrAbi i zastąpić Aśkę. A już nie wyobrażam sobie w takiej roli żadnej kobiety. To byłoby dla niej bardzo trudne, bo przecież sympatycy, miłośnicy i wielbiciele Kabaretu hrAbi i Aśki mieliby problem, że ktoś teraz wchodzi na scenę za Aśkę. My też. To jest raczej nie do zrobienia. Dlatego doszliśmy do wniosku, że będziemy zapraszać zaprzyjaźnionych gości, bo, tak jak wcześniej, chcemy współpracować z ludźmi, których cenimy i lubimy. Tą drogą trafił do nas Wojtek Kamiński, z którym znamy się 30 lat. Zresztą Kabaret HrAbi przez dwa lata grał z Kabaretem Jurki, w którym występował Wojtek. Graliśmy razem program „Aktorem w płot”, a poza tym łączy nas mnóstwo wspólnych projektów w Zielonej Górze, w klubie „Gęba”. Do tego wytwórnia filmów A’ Yoy i oczywiście "Spadkobiercy", gdzie Wojtek był fabularnym partnerem Joanny, czyli Dorin. Mamy długą, konkretną historię, więc wybór Wojtka był naturalny. Przy kolejnych nowych programach też podobnym kluczem będziemy dobierać gości.

Więcej

Majka Jeżowska Fot. PAP/Marcin Obara
Majka Jeżowska Fot. PAP/Marcin Obara

Majka Jeżowska: jestem seniorką, która nie pamięta, że jest seniorką [WYWIAD]

PAP Life: Czy to oznacza, że nie będziecie grali programów, w których występowała Joanna?

D.K.: Tego jeszcze nie wiemy. Na razie nie musimy podejmować takich decyzji, więc tego nie robimy. Skupiamy się na najbliższej przyszłości, tu i teraz. Natomiast, co będzie dalej, zobaczymy. Mówi się, że czas leczy rany. To może jest truizm, ale działa. Może kiedyś ochłoniemy, zdystansujemy się. Ale to jeszcze nie jest ta pora.

PAP Life: Podobno Joanna była tytanem pracy. Mówił pan, że czuł się przy niej leniem.

D.K.: Żartowałem, że Aśka była jak chodzący wyrzut sumienia. Bywało, że po spektaklu jechaliśmy do hotelu, byłem zmęczony i myślałem tylko o tym, żeby odpocząć. A Aśka szła do pokoju i montowała podcasty czy słuchowiska. Cały czas miała coś do roboty. W Kabarecie hrAbi brała na siebie bardzo dużo i bardzo dużo robiła, nie byłem w stanie za nią nadążyć.

PAP Life: Teraz to na panu w dużym stopniu spoczywa odpowiedzialność za kabaret.

D.K.: Kabaret Hrabi miał lidera w postaci „dwugłowego smoka” – to była Aśka i ja. Ale w ostatnich latach to była wielka głowa Aśki i mój mniejszy łepek. Teraz ta mniejsza głowa została, ale musi urosnąć i przejąć funkcje i obowiązki obu. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się stanąć na wysokości zadania. Dlatego z dużą determinacją przystąpiłem do realizacji tego nowego programu i cieszę się, że przyniosło to rezultat. Kabaret hrAbi zawsze był zespołem i jak każdy zespół miał swojego frontmana. U nas była nim Aśka. Jej charyzma, talent, wdzięk sprawiały, że chociaż nasz zespół składał się z trzech mężczyzn i jednej kobiety, to często funkcjonował w energii żeńskiej. Teraz próbuję to przedefiniować i wejść w energię męską, stąd pomysł na program „Być facetem”. Muszę też przedefiniować swoje życie. Zawsze wszystko robiłem razem z Aśką, teraz Jej nie ma. Jest trudniej, ale wyzwania są też mobilizujące.

Więcej

Zobacz galerię (12)
Kadr z filmu "Piernikowe serce", Małgorzata Socha. Fot. Agnieszka Zegier/materiały prasowe
Kadr z filmu "Piernikowe serce", Małgorzata Socha. Fot. Agnieszka Zegier/materiały prasowe

Małgorzata Socha: święta będą pod dowództwem mojej mamy [WYWIAD]

PAP Life: Wiadomość o śmierci Joanny wywołała niesamowite poruszenie. Co pana zaskoczyło w tej reakcji?

D.K.: Skala. Wiedziałem, że Aśka jest kochana. Zastanawiałem się, dlaczego. I doszedłem do wniosku, że ludzie odnaleźli w niej to, czego być może brakuje im w publicznym życiu - szczerość, prawdę. Cechą naszego kabaretu jest to, że nie angażujemy się w politykę, nie staramy się nikogo krzywdzić, obrażać i Aśka była wręcz tego sztandarem. Była postrzegana jako osoba empatyczna, cudowna, wesoła i zdystansowana do siebie. Wydaje mi się też, że wiele kobiet patrząc na Aśkę, jak obśmiewa własne problemy, np. z nadwagą, oswajało swoje traumy. Moim zdaniem jej program solowy „Hrabina Pączek” to perła kabaretowa. Aśka potrafiła tam mówić do każdego widza w taki sposób, że każdy czuł się bezpośrednim odbiorcą, jakby mówiła to do niego. Śpiewała tam świetne piosenki, które skomponował „Lopez” (Łukasz „Lopez” Pietsch – red.), a pomiędzy robiła coś w rodzaju stand-upu. Opowiadała o trudnych rzeczach, swoich niejednokrotnie trudnych przeżyciach z dzieciństwa. Ale robiła to tak, że ludzie się śmiali i jednocześnie oswajali swoje traumy.

PAP Life: Prywatnie, był pan jej szwagrem - mężem jej siostry. Kiedy poznał pan Joannę, miała zaledwie 17 lat. Mówiła o panu, że był pan jednym z najważniejszych mężczyzn w jej życiu. A pan o niej, że była najważniejszą kobietą po żonie. Słowa wagi ciężkiej.

D.K.: To chyba nie jest trudno zrozumieć. Łączyło nas 40 lat wspólnej pracy. Najpierw w Kabarecie Potem, potem Hrabi, wspólne plany, budowanie programów, tworzenie artystycznego oblicza kabaretu, przeżywanie różnych rzeczy. Często zdarzało się, że spędzaliśmy razem wakacje. Aśka była osobą stadną, lubiła otaczać się bliskimi ludźmi, ludźmi, których lubiła i w towarzystwie których czuła się dobrze.

Więcej

Czesław Mozil. Fot. PAP/Krzysztof Ćwik
Czesław Mozil. Fot. PAP/Krzysztof Ćwik

Święta u Czesława Mozila: bez prezentów, za to z dziećmi na scenie [WYWIAD]

PAP Life: Pamięta pan moment, kiedy dostrzegł pan, że Joanna ma talent kabaretowy?

D.K.: Niestety, to nie byłem ja. To była końcówka lat 80. Pracowałem wtedy jako kierownik studenckiego klubu Gęba i jako że był to klub z niskim budżetem, ale ja byłem ambitny, starałem się robić interesujące, ambitne przedstawienia. Między innymi stworzyłem spektakl „Wio, Pegazie na ugory”, oparty na poezji socrealistycznej. Wyszło znakomicie, ale musiałem iść do wojska. Poprosiłem wtedy Władka Sikorę, żeby stworzył do tego przedstawienia kabaret. Wtedy pojawiła się potrzeba kobiecego głosu. Adam Nowak z zespołu Raz, Dwa, Trzy, który u nas występował, a był kolegą Asi z roku, przekonał ją, żeby przyszła do klubu na casting. Wahała się, ale przyszła. Przeczytała tylko dwa zdania i od razu było wiadomo, że nikogo innego nie ma potrzeby szukać. Aśka była wtedy na pierwszym roku pedagogiki kulturalno-oświatowej, czasem wpadała do naszego klubu. Nie miała doświadczenia scenicznego, ale miała instynkt, dar i iskrę. Cokolwiek zrobiła, wszystko wychodziło jej bardzo dobrze. To nie jest tak, że ja ją teraz idealizuję, ale naprawdę to był ewenement.

PAP Life: Rozmawiacie w zespole czasem o Joannie? Czy raczej tego nie robicie, żeby się nie dołować?

D.K.: Nie ma czegoś takiego, że się umówiliśmy, że rozmawiamy, albo nie rozmawiamy. Jeśli komuś przyjdzie jakaś refleksja, chce się nią podzielić, to po prostu mówi. To dla nas oczywiste. To nie jest obłożone jakąś umową. Wszystko przebiega w naturalny sposób.

Więcej

Anna Próchniak. Fot. Ben Seed/materiały prasowe
Anna Próchniak. Fot. Ben Seed/materiały prasowe

Anna Próchniak: chętnie grałabym więcej w Polsce [WYWIAD]

PAP Life: Jaka będzie przyszłość hrAbi?

D.K.: Wracamy do wypracowanych przez nas mechanizmów, które funkcjonowały w naszym życiu artystycznym od wielu lat. Będziemy grać nowy program i cały czas go ulepszać. W naszym kabarecie program zyskuje pełną „moc bojową" po około pół roku od premiery. Po pierwszych czterech spektaklach wprowadziliśmy już parę zmian i ten proces będzie trwał, bo program musi ewoluować, stawać się coraz lepszy. Zapraszam widzów, by obejrzeli nas na początku i po kilku miesiącach. Natomiast ideologiczna otoczka naszej twórczości, poczucie humoru i podejście do widza pozostają niewzruszone, bo to wypracowywaliśmy przez lata. Nie jesteśmy nowicjuszami, dlatego upatruję w naszych działaniach końcowego sukcesu. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/moc/ag/

Dariusz Kamys – aktor kabaretowy, reżyser i autor tekstów. Ma 62 lata. Był kluczową postacią Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego. W 1984 r. założył kabaret Potem, a w 2002 grupę Hrabi (obecna nazwa hrAbi). Zarówno w kabarecie Potem, jak i Hrabi, występowała Joanna Kołaczkowska, która zmarła w lipcu 2025 r. Prywatnie, Dariusz Kamys jest mężem siostry Joanny Kołaczkowskiej, Agnieszki, z którą ma dwoje dzieci. Po śmierci artystki zespół zawiesił działalność. 10 stycznia miał premierę nowy program kabaretu hrAbi - „Być facetem”.

Zobacz także

  • Joanna Kołaczkowska. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
    Joanna Kołaczkowska. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

    Szymon Majewski zdradził plany dotyczące podcastu „Mówi się”, który prowadził z Joanną Kołaczkowską

  • Joanna Kołaczkowska i Dariusz Kamys z kabaretu Hrabi. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
    Joanna Kołaczkowska i Dariusz Kamys z kabaretu Hrabi. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

    Kabaret Hrabi ujawnił, co z dalszą działalnością grupy

  • Uroczystości pogrzebowe artystki kabaretowej i aktorki Joanny Kołaczkowskiej Fot. PAP/Marcin Obara
    Uroczystości pogrzebowe artystki kabaretowej i aktorki Joanny Kołaczkowskiej Fot. PAP/Marcin Obara

    Na Powązkach Wojskowych pożegnano artystkę kabaretową Joannę Kołaczkowską

  • Joanna Kołaczkowska Fot. Kabaret Hrabi/Facebook
    Joanna Kołaczkowska Fot. Kabaret Hrabi/Facebook

    Uroczystości pogrzebowe Joanny Kołaczkowskiej. Podano miejsce i datę

Serwisy ogólnodostępne PAP