O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Mateusz Więcławek. To on jest filarem nowego serialu szpiegowskiego TVP "Wojna zastępcza" [WYWIAD]

Zaskakująca uroda, intensywne spojrzenie i łatwość grania postaci z pogranicza światów - oto Mateusz Więcławek. Po rolach w „Figurancie” i „Kobiecie z…”, zobaczymy go w serialu TVP „Wojna zastępcza”, gdzie wciela się w chłopaka, który zaczyna pracować w służbach specjalnych. - Często mam wrażenie, że jakiś element tego, co gram, rymuje się z moim życiem. Staram się pamiętać, kim jestem i nie pozwalać, żeby postać zbyt daleko wdzierała się w moje życie prywatne – mówi PAP Life ten aktor. Serial „Wojna zastępcza” od 8 marca na TVP1.

Aktor Mateusz Więcławek. Fot. PAP/Leszek Szymański
Aktor Mateusz Więcławek. Fot. PAP/Leszek Szymański

PAP Life: Należysz do fanów filmów o Jamesie Bondzie?

Mateusz Więcławek: Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem. Szczerze mówiąc, nie oglądałem zbyt wiele „Bondów”. Widziałem ostatnie z Danielem Craigiem. Te wcześniejsze gdzieś mi się przewijały. Nie jestem w stanie powiedzieć, które konkretnie oglądałem. Chyba mam większą skłonność do dramatów psychologicznych i czarnych komedii.

PAP Life: Ale po raz kolejny wcielasz się w agenta służb specjalnych. Wcześniej był Bronek Budny – agent SB w „Figurancie” Roberta Glińskiego, a teraz Artur w nowym serialu „Wojna zastępcza”. Artur dołącza do służb na początku lat 90. i od tej pory zaczyna wieść życie niczym James Bond.

M.W.: Spodobała mi się ta historia. Artur jest młodym chłopakiem, który zostaje wciągnięty do służb nie do końca z własnej woli. W pewnym momencie dostaje propozycję i ją przyjmuje.

PAP Life: Podobno tak to działa. To nie ty zgłaszasz się do służb, tylko służby zgłaszają się do ciebie.

M.W.: Tak, słyszałem, że osoba, która chce wstąpić do służb, ma trudniej niż ta, która wcale o tym nie myśli, ale wykazuje pewne predyspozycje. Służby po prostu obserwują i wybierają tych, którzy im pasują. Myślę, że w przypadku Artura zaważyła brawura, odwaga i to, że nie bierze niczego za pewnik. Jest ciekawy świata, bardzo łatwo nawiązuje kontakty, ma charyzmę i urok osobisty. Myślę też, że ma zdolności aktorskie, z których nie do końca zdaje sobie sprawę, a które bardzo mu pomagają.

PAP Life: W sumie, agenta służb sporo łączy z aktorem. Umiejętność kamuflażu, przyjmowanie cudzej tożsamości, skłonność do ryzyka.

M.W.: Ciekawe, ilu spośród aktorów jest agentami, bo wszyscy agenci są aktorami (śmiech). Żartuję oczywiście, ale rzeczywiście agent udaje kogoś, kim nie jest. W aktorstwie przejmowanie tożsamości odbywa się w podobny sposób – przez jakiś czas funkcjonuje się jako ktoś inny.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Wielu aktorów przyznaje, że umiejętność oddzielenia roli od prawdziwego życia jest trudne, szczególnie przy wymagających, emocjonalnych rolach.

M.W.: Często mam wrażenie, że jakiś element tego, co gram, rymuje się z moim życiem. To są jednak pojedyncze sprawy. Staram się pamiętać, kim jestem i nie pozwalać, żeby postać zbyt daleko wdzierała się w moje życie prywatne.

Więcej

Kadr z serialu "Ołowiane dzieci". Źródło: Netflix, materiały prasowe
Kadr z serialu "Ołowiane dzieci". Źródło: Netflix, materiały prasowe

"Silne kobiety zawsze istniały na Śląsku". Marian Dziędziel i Robert Talarczyk o serialu "Ołowiane dzieci"

PAP Life: Jakiś czas temu rozmawialiśmy o twojej roli w filmie Małgośki Szumowskiej i Michała Englerta „Kobieta z…”, w którym wcieliłeś się w transpłciową kobietę. Opowiadałeś wtedy, że chciałeś poczuć się jak kobieta, dlatego używałeś żeńskich końcówek w rozmowach. Nawet próbowałeś nosić rajstopy i wysokie obcasy.

M.W.: Tak, ale to była wyjątkowa sytuacja. Pojawiło się we mnie pytanie, na czym właściwie polega płeć. Czy to tylko płeć biologiczna, czy też pewnego rodzaju role, które przyjmujemy na co dzień, zadania, których się podejmujemy.

PAP Life: Rola w „Kobiecie z…” była ryzykowna. Lubisz ryzyko?

M.W.: Tak, lubię zaryzykować, chociaż może nie wykazuję się wielką brawurą. Lubię płynąć pod prąd, podważać zastane zasady i rzeczywistość, z którą się spotykam.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Decyzja o tym, że zostajesz aktorem, była ryzykowna?

M.W.: Myślę, że poniekąd tak. Pochodzę z małej miejscowości, w której nie było teatru, nie było nawet kina. W moim środowisku, wśród najbliższych, niewiele osób brało mój pomysł o aktorstwie na poważnie. Rodzice się nie sprzeciwiali, ale traktowali to z przymrużeniem oka. Później w pracy aktorskiej ryzyko poniekąd jest wpisane w ten zawód. Przyjmujesz jakąś propozycję – ryzykujesz. Kiedy odmawiasz - też ryzykujesz, bo może właśnie straciłeś coś ciekawego. Nie jestem osobą, która robi coś na siłę, ale bardzo zależało mi, żeby zagrać w „Figurancie”. Na początku Robert (Gliński, reżyser – red.) widział mnie w innej roli. Musiałem naprawdę postarać się, żeby zdecydował się obsadzić mnie w roli agenta bezpieki. Rozumiałem jego obiekcje. To było ryzyko z jego strony i z mojej — żeby w ogóle się o to postarać.

Więcej

Kadr z serialu "Ołowiane dzieci". Źródło: Netflix, materiały prasowe
Kadr z serialu "Ołowiane dzieci". Źródło: Netflix, materiały prasowe

Reżyser „Ołowianych dzieci”: zależało mi na oddaniu realiów industrialnego Śląska lat 70.

PAP Life: Janusz Gajos powiedział kiedyś, że najtrudniejsze jest nie granie, tylko czekanie.

M.W.: Staram się — choć to może zabrzmieć banalnie — skupiać na tu i teraz. Nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość i nie stawiać sobie wielkich, dalekosiężnych celów. My aktorzy często spotykamy się z rozczarowaniem – kiedyś bardzo mnie to wycieńczało. Oczywiście, jak każdy czuję się bezpieczniej, kiedy mam w perspektywie pracę, ale jeśli jej nie ma, zajmuję się zwykłymi rzeczami. Wcześniej nie dbałem szczególnie o rutynę w życiu, a teraz widzę, że jest naprawdę ważna i potrafi uspokoić umysł. Takie rzeczy, jak zrobienie śniadania, wypicie porannej kawy w ciszy albo praktykowanie jogi — kiedyś były przypadkowe, a teraz lubię o nie dbać, celebrować. Coraz większą przyjemność sprawia mi też dbanie o dom. Ostatnio przewartościowałem sobie wiele spraw - to, jak spędzam czas, z kim go spędzam i czemu poświęcam uwagę.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Zastanawiałeś się, co mógłbyś robić, gdybyś nie był aktorem?

M.W.: Ostatnim razem, kiedy nie miałem pracy w perspektywie, zatrudniłem się w mojej ulubionej kawiarni i przez pół roku pracowałem jako barista. Nie zarabiałem dużych pieniędzy, ale to doświadczenie bardzo mnie ustawiło. Uświadomiło mi, że w ruchu jest życie — bez względu na to, co robisz. Spotykasz ludzi, a to daje energię i optymizm. Miałem tam wspaniałych znajomych, wymienialiśmy się muzyką, rozmawialiśmy. To doświadczenie dało mi też świadomość, że aktorstwo nie może być za wszelką cenę. To nieprzewidywalny zawód, ale można się na to zgodzić i nie przejmować się tak bardzo zastojem. Wiem już, że sobie poradzę, że potrafię przeżyć za małe pieniądze. Paradoksalnie, takie życie bywa ciekawe — bardziej zajmowałem się walką o przetrwanie i przez to pozbyłem nadmiernych oczekiwań.

PAP Life: Byłeś rozpoznawany?

M.W.: Rzadko, ale się zdarzało. Jeden ze stałych klientów po jakimś czasie przyznał, że mnie kojarzył. Mówił, że wydawało mu się to już wcześniej, bo widział jakiś film ze mną, ale nie składało mu się to z tym, że pracuję w kawiarni. W sumie to było zabawne.

PAP Life: Kiedy wydarzyła się ta kawiarniana przygoda w twoim życiu?

M.W.: Nie tak dawno, jakieś półtora roku temu.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Nie wstydziłeś się, że grałeś główne role, a teraz stoisz za barem?

M.W.: Nie, zupełnie nie odczuwałem wstydu. Wręcz przeciwnie — czułem się naprawdę dobrze. Piję kawę, lubię kontakt z ludźmi, a to jest niezobowiązująca relacja, która trwa tylko chwilę. Miałem też poczucie, że podaję komuś coś realnego, namacalnego, co jest dobre i sprawia przyjemność. Chociaż byłem najgorszym baristą w tej kawiarni (śmiech). Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Plan filmowy jest jakąś bańką. W pracy w kawiarni codziennie miałem mnóstwo inspiracji. Moi współpracownicy mnie inspirowali, ale też ludzie, którzy się tam pojawiali. Miałem wrażenie, że po tym doświadczeniu miałem z czego „nalewać” do aktorstwa, a zaraz potem pojawiła się praca.

PAP Life: Jak radzisz sobie z oczekiwaniami — własnymi i tymi wynikającymi z porównań z innymi aktorami? Kiedy ktoś inny, a nie ty dostaje role, na których ci zależało.

M.W.: Obwinianie się jest chyba przekleństwem aktorów. Mamy w sobie silnego wewnętrznego krytyka. Staram się myśleć, że jeśli to nie ja dostałem rolę, to niekoniecznie znaczy, że coś jest ze mną nie w porządku. Rola może się wydawać dla nas, ale nie zgramy się z partnerem, z reżyserem, czasem termin nie pasuje. To są rzeczy niezależne od nas i nie wynikają z tego, że jesteśmy gorszymi aktorami. Na szczęście, ostatnio nie narzekam na brak zajęć. To wspaniały zawód, zawsze związany z jakąś przygodą — czy miłą, czy trudną.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Nad czym pracujesz w ostatnim czasie?

M.W.: Teraz jestem na planie serialu historycznego dla dużej platformy. Cieszy mnie spotkanie z kostiumem, ze scenografią. To fascynująca opowieść. W perspektywie mam film w polsko-serbskiej koprodukcji. O reszcie, niestety, nie mogę mówić.

PAP Life: Do tej pory chyba nie byłeś obsadzany w filmach kostiumowych?

M.W.: Rzeczywiście, takich klasycznych kostiumów nie było dużo. Grałem w produkcjach osadzonych w innych czasach - PRL, II wojna światowa. Ale tak daleko w przeszłość raczej się nie cofałem. Może poza „Dzikim” ostatnio, choć to zupełnie inny klimat.

Więcej

Robert Koszucki w serialu "Młode gliny". Fot. Materiały prasowe
Robert Koszucki w serialu "Młode gliny". Fot. Materiały prasowe

Robert Koszucki: kiedy aktor ma pracę, to ma wakacje [WYWIAD]

PAP Life: „Wojna zastępcza” rozgrywa się na początku lat 90. Ostatnio coraz więcej twórców sięga do tego okresu.

M.W.: Dla mnie lata 90-te to czas dzieciństwa. Zapamiętałem, że było biedne, ale - wbrew pozorom - kolorowo. To były ostatnie chwile przed rewolucją technologiczną. Dużo czasu spędzało się z rodziną i przyjaciółmi. Żyło się skromnie, ale z dużą ciekawością świata. Warszawa lat 90. zawsze fascynowała mnie na zdjęciach. Tamten styl ubierania, samochody, pierwsza elektronika. Na planie serialu po raz pierwszy spotkałem się z ówczesnymi telefonami komórkowymi, które przypominały walizki. Pod wieloma względami to były przełomowe czasy. Nie do końca miałem świadomość, że życie wtedy było tak ciężkie i niebezpieczne. To były czasy mafijne. Z drugiej strony, były też wielkie nadzieje i wielkie marzenia.

Image
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu "Wojna zastępcza". Fot. Materiały prasowe

PAP Life: I wielkie możliwości. Dwudziestokilkulatkowie zostawali prezesami firm, błyskawicznie powstawały fortuny. Twoje pokolenie nie miało już takich szans.

M.W.: Na pewno w mniejszym stopniu, ale wydaje mi się, że i tak nienajgorzej było się urodzić w latach 90. Nawet sprowadzając to do aktorstwa — mam wrażenie, że mój rocznik, zdając do szkoły aktorskiej czy zaczynając pracę w filmach, miał trochę prościej. Nie zazdroszczę młodym aktorom wchodzącym dziś na rynek pracy, bo konkurencja jest ogromna i bardzo trudno zapisać się w świadomości widzów. Wszystko jest rozdrobnione — na twoje miejsce nie ma już 10 osób, tylko 100. I bardzo to się miesza — aktorzy z celebrytami, z muzykami, z influencerami. Coraz częściej wybiera się kogoś ze względu na popularność, niekoniecznie zwracając uwagę na doświadczenie czy wykształcenie aktorskie. Ta rozpoznawalność stała się bardzo istotna.

Więcej

Zobacz galerię (9)
Jerzy Bończak w serialu "Młode gliny". Fot. Materiały prasowe
Jerzy Bończak w serialu "Młode gliny". Fot. Materiały prasowe

Jerzy Bończak: popełniłem w życiu wiele błędów [WYWIAD]

PAP Life: W takim razie, dlaczego nie ma cię w social mediach?

M.W.: Mam to szczęście, że kiedy zaczynałem, to nie było jeszcze konieczne. Pierwszy film robiłem około 2012 roku i wtedy konto na Instagramie czy TikToku nie były warunkiem otrzymania pracy. Teraz jest inaczej — na kartach castingowych zdarza się, że trzeba podać liczbę obserwujących. Ja stawiam kreskę i nie mam zamiaru tego zmieniać. Mam wrażenie, że dzięki temu jestem spokojniejszy, a moim priorytetem pozostaje realne życie. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/moc/ag/ep/

Mateusz Więcławek w 2019 r. ukończył studia aktorskie na Łódzkiej Filmówce. Zagrał główne role w filmach Roberta Glińskiego „Czuwaj” i „Figurant” oraz Małgośki Szumowskiej i Michała Englerta „Kobieta z…”. 8 marca na TVP1 premierę będzie miał serial „Wojna zastępcza”, w którym także kreuje wiodącą rolę. Ma 32 lata.

Serwisy ogólnodostępne PAP