Cichanouska dla portalu Tut.by: będę rządzić Białorusią przez 45 dni w okresie przejściowym

2020-12-07 11:01 aktualizacja: 2020-12-07, 11:06
Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska. Fot. PAP/Rafał Guz
Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska. Fot. PAP/Rafał Guz
Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska zapowiedziała w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie dla portalu Tut.by, że będzie rządzić Białorusią przez 45 dni w okresie przejściowym. Jak dodała, to minimalny czas potrzebny do przeprowadzenia nowych wyborów.

Naszym zadaniem jest jak najszybsze doprowadzenie do nowych wyborów, w których wszyscy będą mieli jednakowe warunki udziału - oznajmiła opozycjonistka. Według Cichanouskiej 45 dni to minimum, jakie jest konieczne do ich przeprowadzenia. Zaznaczyła, że ten okres może się przeciągnąć.

Jak dodała, wszystko rozpocznie się od rozmów z przedstawicielami władz. Kiedy dojdziemy do porozumienia, kiedy będą wypuszczeni więźniowie polityczni, rozpocznie się okres przejściowy - wyjaśniła.

"Myślę, że wszystkie dokumenty będziemy mieć już do tego czasu ostatecznie przygotowane, będzie tam rozpisany krok za krokiem. Ale znowu wszystko zależy i od negocjacji, i od tego, kto będzie za tym stołem negocjacyjnym i gdzie w tym czasie będzie były prezydent" Alaksandr Łukaszenka - powiedziała Cichanouska, która rywalizowała z nim w sfałszowanych wyborach z 9 sierpnia.

"Dlatego to, jak długo będę stać na czele Białorusi, jest otwartą kwestią. Program pomocy i projekt reformy konstytucyjnej, o których mówiłam, zaprezentujemy w najbliższych dniach" - dodała przebywająca na Litwie opozycjonistka.

Doradca Cichanouskiej Alaksandr Dabrawolski podkreślił, że jej zespół widzi w charakterze trzeciej strony podczas negocjacji OBWE. "Po prostu UE czy Rosja nie za bardzo pasują, bo mają swoje interesy" - zaznaczył.

Pytana o to, czy antyprezydencki protest na Białorusi słabnie, Cichanouska odparła: "Nie, ponieważ protest nie słabnie w umysłach i sercach ludzi". "Oczywiście, ludzi wychodzi mniej, bo najbardziej aktywni siedzą (za kratami), mniej aktywni, być może, starają się gdzieś pozajmować partyzantką, wychodzić co tydzień, część się wystraszyła i siedzi w domu, ale to nie znaczy, że ich to nie boli i protest się gdzieś podział" - stwierdziła.

W jej ocenie stosowana wobec protestujących przemoc wpłynęła na masowość akcji, ale wola ludzi się nie zmieniła, "nie będą już w stanie żyć w tym bagnie".

Cichanouska odniosła się też do współpracy z Rosją i Unią Europejską. "Połowa przekonuje mnie, że niewystarczająco pracuję z Rosją, połowa, że już zbyt uporczywie proszę ich o jakiś dialog" - zaznaczyła. "Jeśli chodzi o Unię Europejską, to jest to nasz ból", wydaje nam się, że wszystko dzieje się zbyt wolno - dodała. Wskazała przy tym: "Wydaje mi się, że i tak już dużo osiągnęliśmy".

Zauważyła, że UE zaczęła "bardzo ostrożnie", wprowadzając na początek sankcje wobec 15 osób. "Możliwe tam też nie oczekiwali, że tak się wszystko przeciągnie, myśleli, że Białorusinów w pięć dni rozgonią i tyle" - dodała opozycjonistka.

"Teraz już nie prosimy, żądamy wprowadzenia ekonomicznych sankcji, dlatego że zdajemy sobie sprawę z tego, ilu ludzi cierpi bez powodu. Nerwy już puszczają. Pod bokiem odbywa się ludobójstwo narodu, a oni się wahają, wysyłają ambasadorów, by wręczać noty" - oceniła Cichanouska. (PAP)