Przed wyborami w Armenii Rosja stosuje te same metody, co w Mołdawii
Przed wyborami parlamentarnymi w Armenii Rosja sięga po groźby polityczne oraz prowadzi szeroko zakrojoną kampanię dezinformacyjną. – To te same, tanie i sprawdzone, metody, z którymi mieliśmy do czynienia w związku z wyborami w Mołdawii w 2024 i 2025 r. – skomentował prof. Krzysztof Fedorowicz z UAM.
W tym miesiącu szwedzki portal śledczy Blankspot ujawnił główne założenia i mechanizmy rosyjskiej operacji wpływu na wybory parlamentarne w Armenii, które mają się odbyć 7 czerwca. Dziennikarze dotarli do niejawnego rosyjskiego dokumentu zatytułowanego „Program działań w kierunku antypaszynianowskim na rok 2026”.
Tekst wciekł w wyniku zhakowania materiałów osoby powiązanej z rosyjskimi służbami, która działała w stolicy Armenii, Erywaniu. Wynika z niego, że celem Moskwy jest wywołanie nieufności wobec premiera Nikola Paszyniana, bez wyraźnego popierania któregoś z prorosyjskich ugrupowań opozycyjnych.
Ujawniony przez Blankspot plan zakłada trzykrotne zwiększenie obecności prorosyjskich narracji na platformach społecznościowych, by osiągnąć próg trzech milionów wyświetleń dziennie. Rosja zaplanowała także rozszerzenie bazy lokalnych liderów opinii z 15 do ok. 40. Najważniejsi z nich mieli otrzymać miejsca na listach wyborczych opozycji. Strategia obejmuje również realizację operacji pod fałszywą flagą w sieci i skoordynowanych komentarzy wymierzonych w aktywistów Umowy Społecznej - partii rządzącej w Armenii.
Prof. Fedorowicz powiedział PAP, że Rosja próbuje wpłynąć na wybory w Armenii oraz zniechęcić tamtejsze społeczeństwo do głosowania na obecnego premiera oraz obrzydzić promowaną przez niego proeuropejską politykę. Moskwa działa tutaj dwutorowo - zaznaczył specjalizujący się w zagadnieniach dotyczących Kaukazu Południowego naukowiec z Zakładu Studiów Wschodnich na Wydziale Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
– Po pierwsze podejmuje działania dezinformacyjne. Wykorzystuje do tego sieci botów, które zalewają media społecznościowe sfabrykowanymi materiałami. Tylko do początku maja doliczono się ok. 350 sfabrykowanych nagrań wideo publikowanych w ramach operacji „Matrioszka” – podkreślił ekspert.
Jak wyjaśnił, główny wątek narracyjny to straszenie Ormian, że zwycięstwo Paszyniana i jego wyraźnie proeuropejska kampania doprowadzą do wojny między Armenią i Rosją. Inne nagrania rozpowszechniają nieprawdziwe informacje, jakoby w Armenii byli już instruktorzy NATO, którzy tylko czekają, żeby sprowokować konflikt zbrojny.
Pożywkę dla tych prokremlowskich przekazów – jak dodał rozmówca PAP – stanowi m.in. ostatnia wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona w Armenii na początku maja, podczas której był traktowany jak celebryta. Francja i Armenia podpisały też traktat o partnerstwie strategicznym.
– Rosja wykorzystuje to teraz do suflowania twierdzenia o rzekomym tajnym porozumieniu, zgodnie z którym Armenia, w zamian za francuskie wsparcie, miałaby po zwycięstwie Paszyniana rozpocząć konflikt z Rosją. Takich fake newsów jest mnóstwo i nie pozostają one bez wpływu na Ormian – powiedział Fedorowicz .
Jak dodał, równolegle do operacji „Matrioszka” działa skoordynowana kampania dezinformacyjna znana jako „Sztorm 1516”, polegająca na podszywaniu się pod celebrytów i publikowaniu fałszywych wpisów pod ich nazwiskami.
– Ormianie są na to podatni, bo rosyjska sfera informacji jest tam mocno odczuwalna. To ten sam poziom działań, który był realizowany w Mołdawii. Tu nie trzeba wielkich środków – wystarczy jedna czy druga grupa i trochę botów – ocenił naukowiec z UAM.
Rozmówca PAP zaznaczył, że Moskwa nie ogranicza się do dezinformacji i podejmuje działania polityczne, formułując groźby. Jak przypomniał, przywódca Rosji Władimir Putin na konferencji prasowej z okazji obchodzonego 9 maja Dnia Zwycięstwa porównał Armenię do Ukrainy i stwierdził, że dążenie kraju do bliższej integracji z UE może doprowadzić do analogicznych konsekwencji. Wysłał w ten sposób jasny sygnał: jeśli wybierzecie ten kierunek, możecie skończyć jak Ukraina - skomentował ekspert.
– Pojawia się też presja ekonomiczna. Putin powiedział Paszynianowi bez ogródek, że jeśli wygra i zmieni kurs na proeuropejski, to rosyjski gaz będzie kosztował więcej – uzupełnił Fedorowicz, zwracając uwagę, jak istotne w relacjach Erywania z Moskwą są kwestie infrastrukturalne.
– W Armenii działa elektrownia atomowa Metsamor, wybudowana jeszcze w stylu czarnobylskim, która wymaga gruntownej modernizacji lub zamknięcia. Strona ormiańska podpisała już dokumenty dotyczące jej likwidacji, planując inwestycje w małe reaktory modułowe w kooperacji ze Stanami Zjednoczonymi. Chcą wygasić Metsamor i skupić się na dywersyfikacji. Kolejną sprawą jest dążenie Erywania do przywrócenia kontroli nad koleją. Ta bowiem nie należy do Armenii, lecz do Rosji. Istnieje możliwość rozwinięcia połączeń kolejowych z Turcją, ale Ankara postawiła warunek – koleje muszą być armeńskie, a nie rosyjskie – wymienił ekspert.
Jak dodał, Moskwa sięga też po jeszcze inne narzędzia nacisku gospodarczego, wprost sygnalizując, że proeuropejski kurs jest nie do pogodzenia z członkostwem w Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Grozi to tym, że większość towarów, które są dzisiaj sprowadzane z Armenii do Rosji, zostanie zablokowana. Wreszcie strona rosyjska stosuje groźby wobec bardzo licznych Ormian posiadających rosyjskie obywatelstwo, którzy prowadzą w Rosji działalność gospodarczą.
Fedorowicz podkreślił, że działania Kremla nie są zorientowane na zwycięstwo w wyborach jednego z prorosyjskich ugrupowań, jest to bowiem niezwykle mało prawdopodobne ze względu na rozdrobnienie i bardzo silną konkurencję w obrębie opozycji. Istnieje jednak duże ryzyko, że Umowa Społeczna premiera Paszyniana nie uzyska większości w parlamencie umożliwiającej samodzielne rządzenie.
– Nawet jeśli Paszynian wygra, nie oczekujmy, że kraj nagle całkowicie przestawi zwrotnicę na Unię Europejską. Skala powiązań politycznych, prywatnych, gospodarczych, rodzinnych i kulturowych była tam budowana przez ostatnie 35 lat. Tego nie da się zmienić jednym dekretem czy wrzuceniem kartki wyborczej – zastrzegł ekspert.
Badacz z UAM przewiduje jednak stopniowe oddalanie się Armenii od Rosji. – Sam Paszynian stara się działać pragmatycznie. Niedawno był w Moskwie, nie wziął udziału w paradzie, ale rozmawiał z Putinem twarzą w twarz. To nie jest totalne porzucenie Rosji, lecz próba siedzenia na dwóch krzesłach. Może trochę bardziej na tym europejskim – skonkludował. (PAP)
gru/ adj/ wm/