Rośnie presja na Starmera. Rezygnację złożyło już troje członków rządu
Rośnie presja na brytyjskiego premiera Keira Starmera, by ustąpił lub przedstawił harmonogram odejścia. Już troje niższych rangą członków jego rządu złożyło we wtorek rezygnację ze stanowisk, a liczba laburzystowskich posłów, którzy publicznie zakwestionowali jego przywództwo przekroczyła 80.
We wtorek przed południem z rządu odeszła Miatta Fahnbullah, podsekretarz stanu w ministerstwie budownictwa, społeczności i samorządu lokalnego. Kilka godzin później w jej ślady poszły Jess Phillips i Alex Davies-Jones, które były podsekretarzami stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych. Ale stacja BBC podała, powołując się na źródła, że kolejne rezygnacje z rządu mogą nastąpić jeszcze we wtorek.
Tymczasem liczba posłów Partii Pracy, którzy publicznie wezwali do zmiany lidera, osiągnęła we wtorek 81. To symboliczny poziom, bo co najmniej tylu posłów musi poprzeć pretendenta do roli lidera, by przeprowadzone zostało głosowanie nad zmianą przywództwa. Nie oznacza to jeszcze, że takie głosowanie się odbędzie, bo na razie nikt nie zgłosił zamiaru rzucenia wyzwania Starmerowi, a poza tym, ci którzy chcą odejścia Starmera, niekoniecznie będą się zgadzać do jego następcy. Tym niemniej fakt, że już jedna piąta klubu poselskiego laburzystów chce odejścia Starmera świadczy o jego słabnącej pozycji.
Na wtorkowym posiedzeniu rządu Starmer podkreślił, że proces zmiany przywództwa nie został jeszcze uruchomiony, a on nie zamierza ustępować. Po wyjściu z Downing Street część ministrów w rozmowach z dziennikarzami wyraziła poparcie dla swojego szefa, ale znamienne jest to, że ani słowa nie powiedział minister zdrowia Wes Streeting, który jest uważany za jednego z głównych kandydatów do zastąpienia Starmera. Brytyjskie media ujawniły też, że na początku posiedzenia rządu Starmer oznajmił, iż nie zamierza ustępować, ale później odmówił jakichkolwiek dyskusji na ten temat.
Presja na Starmera zaczęła mocno rosnąć w związku z dotkliwymi porażkami Partii Pracy w wyborach lokalnych w Anglii oraz w wyborach do parlamentów Szkocji i Walii 7 maja. Przegrane nałożyły się na ciągnące się od miesięcy kontrowersje wokół nominowania wpływowego polityka laburzystów Petera Mandelsona na ambasadora w USA, mimo jego znajomości z nieżyjącym już amerykańskim finansistą i przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem, a także na ogólnie słabe notowania sondażowe Partii Pracy.
Starmer jest przywódcą Partii Pracy od 2020 r. Niespełna dwa lata temu poprowadził ją do jednego z największych zwycięstw wyborczych w historii - laburzyści zdobyli 412 z 650 mandatów w Izbie Gmin. Jednak wraz z kolejnych miesiącami notowania laburzystów zaczęły spadać - obecnie według sondaży poparcie dla nich oscyluje w okolicach 18-19 proc., a gdyby wybory odbyły się teraz, zdobyliby mniej niż 100 mandatów. (PAP)
bjn/ ap/ sma/