Trump: Brytyjczycy to nasi najbliżsi przyjaciele
Amerykanie nie mają bliższych przyjaciół niż Brytyjczycy od czasu uzyskania niepodległości przez USA - oświadczył we wtorek amerykański prezydent Donald Trump podczas oficjalnej ceremonii powitania w Białym Domu brytyjskiego króla Karola III i królowej Kamili. Jest to pierwsza wizyta Karola w USA jako monarchy.
Prezydent USA wraz z pierwszą damą Melanią Trump oficjalnie powitali we wtorek parę królewską w Białym Domu. Uroczysta ceremonia odbyła się w południowej części ogrodów rezydencji. Trump i Karol III przeprowadzili inspekcję wojsk, nad Białym Domem przeleciały też myśliwce F-35.
Na początku uroczystości Trump zażartował, że wtorek to „piękny brytyjski dzień”, najwyraźniej odnosząc się do mżącego deszczu.
Podczas swojego przemówienia prezydent chwalił związki między USA i WIelką Brytanią i rodzinę królewską. - Zrozumienie niezwykłej więzi między naszymi narodami i ich roli w historii jest istotą naszych wyjątkowych relacji i mamy nadzieję, że tak pozostanie na zawsze - oświadczył Trump.
Powiedział, że jego matka, która urodziła się w Szkocji, kochała rodzinę królewską i podobał jej się książę Karol.
Ocenił też, że Brytyjczycy to najbliżsi przyjaciele Amerykanów. - Od stuleci, odkąd wywalczyliśmy niepodległość, Amerykanie nie mają bliższych przyjaciół niż Brytyjczycy - podkreślił.
Media zwróciły uwagę, że prezydent trzymał się przygotowanego przemówienia i nie odniósł się do obecnych napięć między dwoma krajami.
Po uroczystości Trump i król Karol udali się na dwustronne spotkanie do Gabinetu Owalnego.
We wtorek o godz. 15 czasu miejscowego (21 w Polsce) król wygłosi przemówienie przed połączonymi izbami Kongresu. Trump podkreślił, że podczas wystąpienia „wszyscy będą bardzo zazdrościć jego pięknego akcentu”.
To już drugie spotkanie Trumpów z parą królewską podczas jej czterodniowej wizyty w Stanach Zjednoczonych. W poniedziałek prezydent i pierwsza dama przyjęli Karola i Kamilę na herbacie w Białym Domu, a następnie pokazali im pasiekę na terenie rezydencji prezydenta USA.
Wizyta brytyjskiego monarchy, o którym prezydent Trump zawsze wypowiada się w superlatywach, jest postrzegana jako szansa na naprawę stosunków USA zarówno z Wielką Brytanią w obliczu ostrej krytyki Trumpa na temat premiera Keira Starmera, jak i ogólnie relacji wewnątrz NATO. Wizyta monarchy ma uczcić też 250. rocznicę istnienia Stanów Zjednoczonych.
W środę para królewska uda się do Nowego Jorku, gdzie upamiętni ofiary zamachów z 11 września 2001 r. W uroczystości weźmie też udział burmistrz metropolii Zohran Mamdani.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ adj/ grg/