O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Galopem przez życie i karierę. Tomasz Sapryk w filmie „Wielka Warszawska” [WYWIAD]

Często byłem obsadzany w rolach cwaniaków, panów spożywających za dużo alkoholu. Może było ich trochę za dużo. Dzisiaj mniej mam takich propozycji, coraz częściej korzystam z innych swoich walorów. Nadal mam coś do zaproponowania – przyznaje w rozmowie z PAP Life Tomasz Sapryk. 23 stycznia do kin wejdzie film „Wielka Warszawska”, w którym zagrał trenera koni wyścigowych.

Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film

PAP Life: Film „Wielka Warszawska” przenosi nas w świat wyścigów konnych, dżokejów, trenerów, ale też nielegalnych zakładów i podejrzanych interesów. A sam tytuł odnosi się do najważniejszej gonitwy na Torze Służewieckim. Pasjonował się pan kiedyś wyścigami?

Tomasz Sapryk: Nie, ale słyszałem o pasjach starszych kolegów. Jan Englert czy Jurek Bończak ponoć chodzili na wyścigi. Ale nie jest to świat tak kompletnie mi obcy, bo od szkoły podstawowej jeździłem konno. Mieszkaliśmy wtedy na Grochowie. Stajnia mieściła się na Błotach w okolicach Wału Miedzeszyńskiego. Nazywała się Trybułowo i prowadziła ją zaprzyjaźniona rodzina Trybałów. Moja przygoda z jeździectwem zaczęła się od tego, że pomagałem w stajni i w zamian za to mogłem się uczyć jeździć. Muszę powiedzieć, że nieźle sobie radziłem, potem wiele razy wykorzystywałem tę umiejętność przed kamerą. Pierwszy film, w którym jeździłem konno, to historyczny serial „Crimen” w reżyserii Laco Adamika, z Bogusławem Lindą w roli głównej. Tam jeździliśmy na półdzikich koniach, to było prawdziwe szaleństwo. Prawie kaskaderskie wyczyny, ale dałem sobie radę.

PAP Life: Jeździ pan jeszcze konno?

T.S.: Nie, ale moja najmłodsza córka uległa tej pasji. Był moment, kiedy dzierżawiliśmy konia i ona pięknie jeździła. Zawoziłem ją do stajni, głaskałem konie, trochę pomagałem. Moje dzieciństwo i lata licealne przypadły na czasy komuny i wtedy jazda konna była uważana za pozostałość zgniłego reakcyjnego państwa, bo Polska przedwojenna kojarzyła się z koniem.

 

 

PAP Life: Komuniści też byli snobami. Tor Służewiecki i Wielka Warszawska przetrwały komunę.

T.S.: Wielka Warszawska to oddzielny temat. Reżyser, Bartek Ignaciuk zaprosił mnie i kolegów do tego świata, ale zapłacił ogromną cenę za trudy realizacji filmu. Co mam na myśli? Organizacja zdjęć na tym historycznym hipodromie była niesłychanie skomplikowana. Tam odbywa się bardzo dużo imprez, więc ciągle trzeba było się zwijać i rozkładać na nowo, zamiast siedzieć i spokojnie realizować film. Logistyka robienia takiego projektu w tej sytuacji była bardzo trudna.

PAP Life: „Wielka Warszawska” to pierwszy film, w którym tak dużo dni zdjęciowych było na Torze Służewieckim.

T.S.: Pewnie i tak znajdą się malkontenci, którzy powiedzą, że za mało. Wydaje mi się jednak, że reżyser wiernie oddał atmosferę wyścigów konnych. Scenariusz powstał już dawno, w latach 80. Jego autorem był nieżyjący już Jan Purzycki, scenarzysta „Wielkiego Szu” i „Piłkarskiego pokera”, a „Wielka Warszawska” miała być domknięciem trylogii. Wtedy, z wielu powodów, nie udało się tego zrealizować. Bartek Ignaciuk trochę zmienił scenariusz i przeniósł akcję filmu na początek lat 90. Taki dodatkowy bonus, bo to były zwariowane czasy wielkich zmian.

Więcej

Zobacz galerię (19)
Kadr z serialu „Niebo. Rok w piekle”. Fot. Materiały prasowe
Kadr z serialu „Niebo. Rok w piekle”. Fot. Materiały prasowe

Różczka, Sokołowska i Jastrzębska w serialu „Niebo. Rok w piekle”. Trzy odsłony uwikłania w sektę [WIDEO]

PAP Life: Lata 90. to bardzo ciekawy moment w historii naszego kraju. Idzie nowe, ale stary system trzyma się bardzo mocno. Jakie ma pan osobiste wspomnienia związane z tamtym okresem?

T.S.: Cudowne, bo to była moja młodość. W 1990 roku skończyłem Szkołę Teatralną i dostałem etat w Teatrze Powszechnym. Tuż obok był słynny Stadion Dziesięciolecia, na którym można było kupić wszystko - i kasety wideo, i broń. To były czasy, kiedy wszyscy zostaliśmy rzuceni w kompletnie nową rzeczywistość. Trzeba było wziąć odpowiedzialność za swoje życie, ludzie tracili poczucie bezpieczeństwa, upadały przedsiębiorstwa, wiele osób nie radziło sobie z tymi zmianami. Państwo też. Mafia była lepiej uzbrojona niż policja, która jeszcze przed chwilą była milicją.

Ale prywatnie miałem poczucie, że wszystko się układa. Teatr Powszechny był spełnieniem marzeń dla młodego aktora. Nie wiem, czy dziś można znaleźć teatr tak naszpikowany gwiazdami. Joasia Szczepkowska, Joasia Żółkowska, Krystyna Janda, Ewa Dałkowska, Kazimierz Kaczor, Machalica jeden, Machalica drugi, Janusz Gajos, Franek Pieczka, Gustaw Lutkiewicz. Długo można wymieniać…

A potem przyszło moje pokolenie - też wspaniałe. Rafał Królikowski, Jacek Braciak, Cezary Żak, Katarzyna Herman, Edyta Olszówka, Adam Woronowicz. To były czasy, kiedy wszyscy się znaliśmy. Siedzieliśmy w teatrze godzinami przy kawie, papierosie i alkoholu. Pożyczaliśmy od siebie pieniądze. Znaliśmy swoje życia prywatne, umawialiśmy się na spotkania, nie patrząc najpierw w kalendarz. Wszyscy byliśmy na dorobku. Jak ktoś kupił sobie samochód, to pół teatru wychodziło, żeby go obejrzeć. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiła Krystyna Janda, kiedy przyszła do teatru z pierwszym telefonem komórkowym, który wyglądał wtedy jak mała walizka.

Image
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film

PAP Life: Lech Wałęsa mówił, że „trzeba brać sprawy w swoje ręce”. I wiele osób wzięło. Powstawały błyskawiczne fortuny. Można się było zachłysnąć nowymi możliwościami.

T.S.: Można było, ale ja założyłem rodzinę, więc poczucie odpowiedzialności zawsze wybijało się ponad to zachłyśnięcie. Mieliśmy dwójkę dzieci, córkę i syna, którzy urodzili się w krótkim odstępie czasu. Więc trzeba było pracować i wiecznie brakowało czasu i pieniędzy.

PAP Life: Chce pan powiedzieć, że czasami trzeba było brać, co wpadnie?

Więcej

Chiński Park Narodowy Zhangjiajie. Fot. aphotostory/Adobe Stock
Chiński Park Narodowy Zhangjiajie. Fot. aphotostory/Adobe Stock

Gdzie leży prawdziwa Pandora? Ten park zainspirował twórców „Avatara”

T.S.: Pięknie pani to opowiedziała, taka była rzeczywistość. Myśmy wyszarpywali wszystko, co mogliśmy. Jak człowiek spragniony ciastek, znajdzie się w cukierni, to czasem brzuch go rozboli od nadmiaru słodyczy. W dużej części pochodziliśmy z niezbyt zamożnych domów. Wszyscy chcieliśmy dla siebie i swoich najbliższych jak najlepiej. A rynek był taki, jaki był.

PAP Life: To były też czasy, kiedy bardzo zmienił się rynek filmowy.

T.S.: Kiedy startowałem w zawodzie, robiąc film, stawki aktorskie zapisane były w specjalnej książce. Produkcje ściśle współpracowały z teatrami, żeby „zdobyć” aktora między próbami. Był słynny poniedziałek, kiedy mieliśmy wolne i wykorzystywaliśmy go na dodatkowe prace. Moi profesorowie to byli Andrzej Łapicki, Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, Ryszarda Hanin, Maja Komorowska, Zbigniew Zapasiewicz. Oni uczyli nas zupełnie innego myślenia o zawodzie. Byliśmy przygotowywani do pracy w teatrze, do którego szliśmy jak do świątyni. Składaliśmy siebie w ofierze, poświęcając cały swój czas, energię, nawet zdrowie. Czy to było mądre? Na pewno nie. No, ale wtedy nikt tego nie kwestionował.

Image
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film

PAP Life: Długo był pan na etacie w teatrze?

T.S.: Bardzo długo, dwadzieścia kilka lat. Najpierw w Powszechnym, potem w Teatrze Syrena, później w Narodowym, aż w końcu darowałem sobie etaty.

PAP Life: W pewnym momencie zaczął pan reżyserować w teatrze. Dziś to w pana życiu zawodowym właściwie równoległa ścieżka, obok aktorstwa.

T.S.: Faktycznie, ku mojemu zdziwieniu reżyserowanie stało się istotnym elementem mojej działalności. Dużo okoliczności musi się zbiec, żeby to wszystko się wydarzyło, nie planuję swojego życia pod reżyserię. Aktorstwo jest nadal moim głównym zajęciem, natomiast reżyserowanie to ogromna pasja, która pozwala rozłożyć proces twórczy na elementy, zatrzymać się na chwilę, wspólnie z kolegami zastanowić się, jak należy ten proces przeprowadzić. Zawsze byłem aktorem trochę „wtrącającym się”. Wiele razy byłem asystentem u wybitnych reżyserów takich jak Rudek Zioło, Waldek Śmigasiewicz, Piotrek Cieślak czy Staszek Tym. Kiedyś koleżanka aktorka, która również była producentką, powiedziała: „Tomek, a może byś coś wyreżyserował?". I tak to się zaczęło. Bo sam do końca w siebie nie wierzyłem. Efekty tych moich reżyserii okazały się ciekawe. Do dzisiaj wszystkie sztuki, które wyreżyserowałem, są nadal grane. Niektóre po 200, 300 razy. Cieszy mnie to bardzo.

PAP Life: Ma pan plany związane z reżyserowaniem?

T.S.: Oczywiście, mam tytuły, które wyszukałem i które są przeze mnie wstępnie opracowane. Mam zaczątki muzyki, zaczątki scen. Współpracuję na stałe z Witkiem Stefaniakiem, który jest moim scenografem, a jednocześnie doskonałym tłumaczem z języka francuskiego. Chyba połowa sztuk, które zrobiłem, była przez niego przetłumaczona i tak sobie razem myślimy nad różnymi projektami.

Więcej

Małgorzata Gorol, kadr z serialu "Klangor". Fot. Jarosław Sosiński. Źródło: materiały prasowe
Małgorzata Gorol, kadr z serialu "Klangor". Fot. Jarosław Sosiński. Źródło: materiały prasowe

Małgorzata Gorol o głównej roli w serialu „Klangor 2”: nie chciałam już grać kobiet zmęczonych życiem [WYWIAD]

PAP Life: A aktorstwo?

T.S.: Aktorstwo to jest trochę inna droga. Jestem do niej przygotowany i wykształcony w tym kierunku.

PAP Life: Lista filmów, w których pan zagrał, jest imponująca. A czy żałuje pan niektórych swoich wyborów?

T.S.: Nie mam czego żałować. Faktycznie tych filmów nazbierało się sporo. W sumie to jest piękne, bo będąc aktorem, jeśli ktoś cię „używa” - przepraszam za to słowo - przez 35 lat, to znaczy, że okej. Nadal chciałbym być potrzebny. Tylko teraz staram się mieć większy wpływ na to, co robię. Często byłem obsadzany w rolach cwaniaków, panów spożywających za dużo alkoholu. Może było ich trochę za dużo. Dzisiaj mniej mam takich propozycji, coraz częściej korzystam z innych swoich walorów. Nadal mam coś do zaproponowania. W tym roku wejdzie serial „Piekło kobiet” (HBO Max). Gram tam Tadeusza Boya-Żeleńskiego, który, oprócz tego, że był wybitnym tłumaczem, pisarzem i poetą, był również lekarzem i prekursorem idei świadomego macierzyństwa. Wspierał kobiety w planowaniu ciąży, propagował antykoncepcję i postulował legalizację aborcji. To wydarzyło się 100 lat temu, a przecież dziś na poziomie obyczajowym, moralnym i ustawodawczym historia się powtarza. Empatyzuję z kobietami, które w moim życiu zawsze były i są bardzo ważne. Mam wspaniałą żonę, dwie cudowne córki, dwie wnuczki. Miałem bardzo ciepłą i pracowitą mamę, której dzieciństwo przypadło na czas wojny, a dorastanie – na czasy PRL-u.

PAP Life: Rodzina i wieloletnie małżeństwo pomagały panu zachować równowagę?

T.S.: Rodzina zawsze mnie pionizowała. To wartość dodana i równocześnie dar. Jesteśmy z moją Alunią razem 35 lat. Nie wszystkim się to udaje. Kocham swój zawód, ale to nie jest główny składnik życia.

Więcej

Jamie Campbell Bower. Fot. PAP/EPA/TOLGA AKMEN
Jamie Campbell Bower. Fot. PAP/EPA/TOLGA AKMEN

Jamie Campbell Bower, tworząc postać ze „Stranger Things”, inspirował się liderem sekty

PAP Life: Żonę poznał pan w szkole teatralnej?

T.S.: Tak, chociaż wtedy nie byłem już studentem. Razem z kolegą przyszliśmy sprawdzić, jakie piękne dziewczyny będę studiować na naszej Akademii. I zobaczyłem Alunię. Była na roku razem z Agatą Kuleszą i Małgorzatą Kożuchowską.

PAP Life: Żona pracowała w zawodzie?

T.S.: Trochę tak. Była jeszcze na studiach, kiedy na świecie pojawiła się nasza najstarsza córka. Później zrobiła kilkanaście dużych reklam i zagrała w paru serialach. Potem przez jakiś czas pracowała w Powszechnym jako suflerka, między innymi Janusza Gajosa i Krystyny Jandy, z którymi objeździła pół świata. W końcu zostawiła aktorstwo i pięknie się wykształciła. Od lat zajmuje się psychologią i psychoanalizą. Ktoś w rodzinie musi mieć porządny zawód.

Image
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film
Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film

PAP Life: W tym roku kończy pan 60 lat. Dopada pana czasem kryzys wieku?

T.S.: Staram się dbać o te swoje 60 lat. Dużo pływam, trochę ćwiczę. Lubię chodzić do teatru, do kina. Lubię spędzać czas z moją kochaną żoną. Lubię z nią randkować. Lubię gotować i jeść. I lubię lampkę czerwonego wina od czasu do czasu. Nie chcę być starszym panem, który narzeka, chociaż ze smutkiem obserwuję, że rzemiosło w naszym zawodzie zanika. Ale też z ogromną ciekawością przyglądam się wielu moim młodszym kolegom. Nasze kino wydaje się być coraz bardziej interesujące. Jest wielu wspaniałych twórców, jak choćby Bartek Ignaciuk, Jakub Czekaj czy Jan Holoubek, z którymi miałem przyjemność pracować. Świetnie dogadują się z aktorami - i tymi pierwszoplanowymi, i tymi z drugiego planu.

Więcej

Kadr z filmu "Ziemia Obiecana" Kalina Jędrusik Daniel Olbrychski PAP/Reprodukcja
Kadr z filmu "Ziemia Obiecana" Kalina Jędrusik Daniel Olbrychski PAP/Reprodukcja

„Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy najlepszym polskim filmem w historii

PAP Life: Chodzi pan jeszcze na castingi?

T.S.: Oczywiście. Etap focha mam już dawno za sobą. Prawda jest taka, że trzeba się rzetelnie przygotować i walczyć. No i starać się być cały czas potrzebnym i interesującym aktorem. Jeśli zdrowie pozwoli, będę chęci i propozycje, to można pracować do końca. To magiczny zawód, w którym można umrzeć na scenie. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/moc/

Tomasz Sapryk – aktor teatralny i filmowy, reżyser teatralny. Ukończył aktorstwo na PWST w Warszawie w 1990 roku. Aktor warszawskich teatrów: Powszechnego, Narodowego i Syrena. Laureat Orła w kategorii „najlepsza drugoplanowa rola męska” za kreację Ojca w filmie „Sztuczki” Andrzeja Jakimowskiego (2008). Niedawno mogliśmy go oglądać w serialu „Czarna śmierć” (TVP). 23 stycznia na ekrany kin wchodzi film „Wielka Warszawska” z jego udziałem. W tym roku zobaczymy go także w serialu „Piekło kobiet” (HBO Max). Ma 59 lat. Jest ojcem trojga dzieci.

Zobacz także

  • Brigitte Bardot. Fot. PAP/archiwum
    Brigitte Bardot. Fot. PAP/archiwum

    Tadeusz Lubelski o Bardot: naznaczył ją wizerunek stworzony we wczesnym filmie

  • Oglądanie filmu (zdjęcie ilustracyjne). Fot. backup_studio/Adobe Stock
    Oglądanie filmu (zdjęcie ilustracyjne). Fot. backup_studio/Adobe Stock

    Filmowe hity, których nie może zabraknąć na święta

  • Daniel Craig. Fot. PAP/EPA/NEIL HALL
    Daniel Craig. Fot. PAP/EPA/NEIL HALL

    Daniel Craig o życiu po Bondzie: pracuję ciężej, ale cieszę się tym bardziej niż kiedykolwiek

  • Josh Hutcherson. Fot. PAP/EPA/WILL OLIVER
    Josh Hutcherson. Fot. PAP/EPA/WILL OLIVER

    Josh Hutcherson o trudnej lekcji pokory po sukcesie „Igrzysk śmierci”

Serwisy ogólnodostępne PAP