O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Reni Jusis – między wielkim światem i kuchennym blatem [WYWIAD]

Jeszcze nigdy nie miałam takiego odzewu na żadną piosenkę. Nie tylko ze strony kobiet. Piszą do mnie też mężczyźni, którzy szczerze się wzruszają. Zdają sobie sprawę, co przeżywały ich matki, siostry lub sami są w potrzasku, z którego chcą się wydobyć – mówi PAP Life Reni Jusis, która niedawno wydała singiel „Kiecka”. Śpiewa w nim o zmęczeniu codziennością.

Reni Jusis Fot. Natalia Luque Strażacka/materiały prasowe
Reni Jusis Fot. Natalia Luque Strażacka/materiały prasowe

PAP Life: Niedawno, dokładnie w Dzień Matki, miał premierę twój najnowszy singiel „Kiecka", w którym śpiewasz: „Mam siebie dość. Stawiam wszystkich ponad sobą, na końcu ja. Zawsze coś…” Śpiewasz o sobie?

Reni Jusis: To są bardzo osobiste słowa, ale „Kiecka” jest skrojona z doświadczeń wielu kobiet, które spotkałam na swojej drodze. Mam wrażenie, że jesteśmy wychowane w takiej kulturze, gdzie wymaga się od nas kobiet, a później już my wymagamy od siebie, aby bardzo wiele brać na swoje barki. Codziennie widzę umęczone dziewczyny, młode mamy, przytłoczone codziennymi obowiązkami. Często, dosłownie, wszystko jest na ich głowie i czują, że to wysiłek ponad ich siły. Mam nadzieję, że ta piosenka może będzie dla nich impulsem, żeby wybudzić się z tego transu, może zainspiruje je do zmian. Bardzo chciałam, żeby to było o nich i dla nich. Mam wrażenie, że się to udało. Jeszcze nigdy nie miałam takiego odzewu na żadną piosenkę. Nie tylko ze strony kobiet. Piszą do mnie też mężczyźni, którzy szczerze się wzruszają. Zdają sobie sprawę, co przeżywały ich matki, siostry lub sami są w potrzasku, z którego chcą się wydobyć. Bo w sumie wypalenie codziennością i przytłoczenie obowiązkami nie ma płci.

PAP Life: Wiele kobiet nie potrafi wyznaczyć granic, nie umiemy lub nie chcemy prosić o pomoc.

R.J.: Czasem też uważamy, że wszystko zrobimy lepiej. Pracujemy zawodowo, prowadzimy dom, zajmujemy się dziećmi. To jest czasami drugi, nawet trzeci etat pracy, nieopłacanej, którą często wykonujemy, zapominając o sobie. Bardzo spodobał mi się film „Moje wspaniałe życie” z Agatą Buzek. Kiedy go obejrzałam, najpierw byłam zszokowana, a potem się uśmiechnęłam sama do siebie. Nie każda z nas miałaby odwagę na takie decyzje jak bohaterka, którą gra Agata. Ona w pewnym momencie stawia bardzo mocne granice swojej rodzinie i to jest na pewno niepopularne. Często w głębi duszy marzymy o zmianach i stawianiu na siebie, ale zwykle kończy się tak, że wracamy do tego samego schematu.

PAP Life: Kiedy zostałaś mamą, zdecydowałaś się na kilkuletnią przerwę w karierze. Nie bałaś się, że świat o tobie zapomni?

R.J.: U mnie było tak, że kiedy pojawiły się dzieci, dodatkowo poczułam misję promowania ekologicznego rodzicielstwa i ekologicznego gotowania. Wydałam również wtedy książkę „Poradnik dla zielonych rodziców”, więc dołożyłam sobie kolejną pasję i kolejny etat. Ale to odbiło się brakiem czasu dla siebie i siedmioletnią przerwą w mojej karierze. Przestałam nagrywać, przestałam koncertować. Na początku wydawało mi się, że będę występować, ale szybko przekonałam się, że nie dam rady wszystkiego pogodzić. Poświęciłam się macierzyństwu i ekologicznej edukacji. Dopiero, kiedy poczułam, że te misje w pewien sposób spełniłam, a moje dzieci poszły do szkoły, wtedy wróciłam na scenę. Nie wiem, czy rezygnacja z kariery nie była zbyt odważną decyzją. Na szczęście udało mi wrócić i płyta „Bang!” (2016), którą nagrałam po przerwie, dostała nawet Fryderyka. Ale zdaję sobie sprawę, że mogło być różnie. Rynek pracy, także muzyczny, jest bardzo dynamiczny. Dzisiaj mogę głośno mówić o tym, co czuję, bo jestem w bardzo komfortowej sytuacji. Mam wiele rąk do pomocy, moje dzieci są już duże i też mnie wspierają. Natomiast myślę, że te początki, kiedy zostajemy mamami, są bardzo trudne. Potem się to romantyzuje i szybko zapomina. Ale pamiętam takie chwile, kiedy nie słyszałam własnych myśli.

PAP Life: Jeśli kobieta rezygnuje z pracy, żeby skupić się na rodzinie, usłyszy, że nie ma ambicji. Gdy szybko wraca do pracy, zarzuca się jej, że na pierwszym miejscu stawia karierę.

R.J.: Kiedy postanowiłam sama sobie przydzielić długi urlop macierzyński, spotykałam się z komentarzami, że straciłam siebie. Każda z nas robi tak, jak czuje i jak jej pozwalają na to hormony, i pokłady tego, co mamy w sobie - siły, cierpliwości. Nie mamy prawa nikogo oceniać.

Więcej

Fot. PAP/Radek Pietruszka
Fot. PAP/Radek Pietruszka

Anna Augustynowicz: dom Dulskich jest kryjówką [WIDEO]

PAP Life: Macierzyństwo zmieniło cię jako artystkę?

R.J.: Na pewno mnie uwrażliwiło. Chociaż zawsze byłam osobą wrażliwą, może nawet nadwrażliwą. Myślę, że razem z dziećmi rodzi się empatia, cierpliwość i takie prawdziwe człowieczeństwo. Kiedyś na wiele rzeczy nie zwracałam uwagi, a dzisiaj są dla mnie ważne. Sądzę, że jestem bardziej empatyczną osobą i po prostu szybciej mięknie mi serce. Natomiast zastanówmy się, czy wszyscy muszą być rodzicami? W moim pokoleniu była jeszcze taka presja. Myślę, że do rodzicielstwa też trzeba czuć powołanie – jeśli się to robi po prostu, bo tego od nas się wymaga, albo wypada, to później jest z tego bardzo dużo cierpienia. Na szczęście dzisiaj jest większe przyzwolenie, żeby powiedzieć: nie czuję się na siłach, nie nadaję się na rodzica. Natomiast warto też mówić, że wiele kobiet chciałoby wrócić do zawodu, ale nie może liczyć na żłobek czy przedszkole w miejscu zamieszkania. Mam wrażenie, że od nas matek wymaga się więcej, a kiedy zaczynamy stawiać granice, to budzi to oburzenie.

PAP Life: A dodatkowo oczekuje się, że będziemy zadbane, szczupłe, uśmiechnięte…

R.J.: Po czym poznaję zapracowane mamy? Że mają niezrobione paznokcie. Też jestem w klubie niepomalowanych paznokci (śmiech). Na scenie jestem pomalowana, uczesana, ale to nie ma nic wspólnego z codziennym życiem. Zwykle chodzę w dresie, czasami jestem potargana. Kiedy dzwoni moja siostra i pyta się, co u mnie słychać, to lubię jej odpowiadać: „Wielki świat, kuchenny blat”. To jest moja codzienność. Mimo że kocham występy, to jednak one są taką wisienką na torcie. To nie jest mój chleb powszedni.

PAP Life: Czasami – jak śpiewasz, należy „założyć kieckę, pójść w gości”. Dajesz sobie prawo do wypoczynku bez dzieci?

R.J.: Pierwszy raz odważyłam się na to, kiedy wzięłam udział w programie „Azja Express”. Wtedy wprost musiałam powiedzieć dzieciom: „Wrócę za trzy dni lub za miesiąc”, bo nie wiedziałam przecież, jak długo będę w programie. Oczywiście byłam z dziećmi w kontakcie telefonicznym co kilka dni, mimo wszystko to było jednak ogromne wyzwanie i odwaga, ale cieszę się, że się udało i jestem ogromnie wdzięczna za to doświadczenie. Mogłam przez miesiąc biec z plecakiem, z rozwichrzonymi włosami, mieć kontakt z naturą i z ludźmi. Na pewno po tym wyjeździe wróciłam z takim nastawieniem, że świat się nie zawalił i wszyscy dobrze sobie poradzili. Bardzo mnie to wtedy uskrzydliło. A teraz, po premierze „Kiecki”, dostaję wiadomości od mojej koleżanki z czasów przedszkolnych: „Jedźmy gdzieś razem, tylko ty i ja” i to jest piękne. Może dzięki tej piosence odświeżę stare znajomości.

PAP Life: Chciałabyś powtórzyć taką podróż?

R.J.: Bardzo chętnie bym ponownie wyruszyła w nieznane i przeżyła kolejną przygodę, ale również zadowolę się wolnym weekendem. Jeden dzień bez gotowania też będzie dla mnie super (śmiech). Kocham gotować, ale codzienne przygotowywanie posiłków to nie jest to coś, co lubię. Wspaniale, kiedy moja mama jest u mnie i przyrządza obiad albo przywozi mi go w słoikach.

PAP Life: „Kiecka” jest drugim po „Stilo” singlem, które zapowiadają twoją nową płytę, która wyjdzie jesienią. „Stilo” to piosenka w zupełnie innym stylu niż „Kiecka” - nastrojowa, nostalgiczna. Jaka będzie ta nowa płyta?

R.J.: Właśnie taka jak życie. Każdy dzień jest inny i każda piosenka będzie inna, każda będzie produkowana z innym producentem. Natomiast mam nadzieję, że każda z tych piosenek będzie mówiła o bardzo silnych emocjach. Stilo to przepiękna miejscowość (w powiecie wejherowskim – red.) z dziką plażą i z latarnią. Jestem dziewczyną znad morza. Wychowałam się w Mielnie, mieszkałam też przez 10 lat w Sopocie. Każde z tych miejsc ma swój urok, ale są dość mocno zatłoczone. Natomiast Stilo nadal jest kameralne. Ta piosenka miała wyrażać tęsknotę za takimi chwilami, kiedy się budzi jakieś uczucie, a potem przechodzimy w rutynę i zastanawiamy się, czy jeszcze nas stać na spontaniczność. „Stilo” może być takim symbolem, żeby spróbować wrócić do dawnej bliskości i bycia też tylko dla siebie. Bez tego całego natłoku, presji, rutyny. Więc tutaj jest wspólny mianownik z „Kiecką”.

Więcej

Marek Krajewski Fot. PAP/Krzysztof Ćwik
Marek Krajewski Fot. PAP/Krzysztof Ćwik

Marek Krajewski ma w planach projekt związany z Markiem Aureliuszem

PAP Life: Pisanie tekstów przychodzi ci z łatwością, czy raczej jest to żmudny proces?

R.J.: Bardzo żmudny, ponieważ pisanie jest też dla mnie rodzajem autoterapii. Kiedy piszę, ponownie przeżywam te historie, dlatego po każdym utworze muszę psychicznie odpocząć. Nie chcę tego porównywać do procesu wychodzenia z trudnej roli, który przechodzą aktorzy, ale jest to pewien rodzaj transu, z którego muszę się uwolnić.

PAP Life: W jakim kierunku artystycznym chcesz iść?

R.J.: Nigdy jeden styl muzyczny nie był dla mnie celem samym w sobie. Dlatego, dobierając instrumenty czy jakiś beat, zawsze wychodzę od tekstu. Każda z piosenek na nowej płycie będzie w innym stylu muzycznym, aczkolwiek jak zwykle można się spodziewać wspólnego mianownika - tanecznego i elektronicznego.

PAP Life: Swój pierwszy solowy album wydałaś 28 lat temu. Jesteś laureatką sześciu Fryderyków. Gdzie dzisiaj widzisz dla siebie miejsca na polskim rynku muzycznym?

R.J.: Nie umiem tego zdefiniować, nie potrafię kalkulować. Chcę pisać piosenki i za każdym razem sprawdzam, czy ktoś się z tym identyfikuje, czy dla kogoś to jest ważne. Dopóki tak będzie, będę je pisać. Mam też taką świadomość, że nic się dwa razy nie zdarza i nic nie trwa wiecznie. Jestem po prostu bardzo wdzięczna, że mogę robić to, co kocham.

PAP Life: Zbliża się lato, sezon koncertów. Dla ciebie to będzie intensywny czas?

R.J.: Tak, najbliższe weekendy będą koncertowe. Zapraszam wszystkich na moje media społecznościowe, gdzie po kolei ogłaszam swoje koncerty, głównie plenerowe, ale gram też bardzo dużo DJ setów. 25 czerwca zagram koncert w warszawskim Cudzie nad Wisłą, gdzie wykonam też kilka nowych utworów. Zapraszam na nasze koncerty!

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ ał/

Reni Jusis, właśc. Renata Jusis - piosenkarka, autorka tekstów i producentka muzyczna. Dorastała w Mielnie. W 1998 roku wydała swój pierwszy album solowy „Zakręcona”, który odniósł ogromny sukces. Laureatka sześciu Fryderyków. Ma 52 lata. Jest mamą 16-letniego Teofila i 14-letniej Gai.

Zobacz także

  • Sargis Fot. PAP/Krzysztof Świderski
    Sargis Fot. PAP/Krzysztof Świderski
    Specjalnie dla PAP

    Podwójny zwycięzca opolskich „Premier”, Sargis: iloma językami władasz, tyloma jesteś ludźmi [WYWIAD]

  • Mac DeMarco. Fot. EPA/JEAN-CHRISTOPHE
    Mac DeMarco. Fot. EPA/JEAN-CHRISTOPHE

    Mac DeMarco zagra w Warszawie

  • Modern Look
    Modern Look

    Energa Ladies’ Jazz Festival 2026. 13 koncertów w 7 dni. Wydarzenie, którego nie można przegapić

  • Jaafar Jackson i Colman Domingo. Fot. PAP/EPA/Connor Terry
    Jaafar Jackson i Colman Domingo. Fot. PAP/EPA/Connor Terry

    „Michael” najbardziej kasowym muzycznym filmem biograficznym wszech czasów

Serwisy ogólnodostępne PAP