Dr Damski dla PAP: w tle ataku na Iran walka z Chinami i wojna Trumpa o Izbę Reprezentantów
Amerykańskie ataki na Iran to m.in. element walki Donalda Trumpa o Izbę Reprezentantów oraz próba ograniczenia wpływów Chin - powiedział PAP dr Przemysław Piotr Damski z Uniwersytetu Łódzkiego. Paradoksalnie sukces Trumpa w Iranie może mu zaszkodzić w Ameryce - ocenił ekspert.
W rozmowie z PAP dr Przemysław Piotr Damski, który jest adiunktem w Katedrze Teorii i Historii Stosunków Międzynarodowych Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego i specjalistą ds. amerykańskich, powiedział, że w jego ocenia Stany Zjednoczone działaniami w Iranie starają się nie dopuścić do rozprzestrzeniania się chińskich wpływów, zwłaszcza w tych krajach, które mają dostęp do surowców naturalnych - ropy i gazu, a w dłuższej perspektywie zapewne i metali ziem rzadkich.
Dr Damski: Iran od dłuższego czasu był solą w oku Amerykanów
- Iran był dosyć blisko związany z Rosją i z Chinami. Podobnie rzecz miała się wcześniej w przypadku Wenezueli. Dlatego wydaje się, że Stany Zjednoczone mogą postrzegać interwencję właśnie z tej perspektywy. Stany Zjednoczone postawiły sobie za punkt honoru eliminowanie tych reżimów, które uważają za wrogie, a Iran od dłuższego czasu był solą w oku Amerykanów. Pewna grupa generałów, m.in. Jim Mattis, już za prezydentury Baracka Obamy usilnie nakłaniała go do interwencji w Iranie. Podobnie było w czasie pierwszej kadencji Donalda Trumpa - powiedział dr Damski.
Ekspert pytany, czy w wyniku amerykańsko-izraelskiej interwencji w Iranie jest szansa na zmiany polityczne w tym państwie, zaprzeczył. - Nie ma obecnie oznak, które wskazywałyby na to, że reżim irański miałby upaść, a interwencja jest przeprowadzona za późno, jeśli miałaby wesprzeć protestujących w Iranie. Tamtą chwilę masowych protestów ludności Iranu Amerykanie przespali, ale być może z atakiem czekali na moment, kiedy ta irańska „wierchuszka” zbierze się w jednym czasie, w jednym miejscu, a wtedy będzie można wyeliminować wszystkich za jednym, nomen omen, zamachem - powiedział dr Damski.
„Nie ma pewności, że Irańczycy chcieliby zastąpić jeden obalony reżim przywódcą, który kojarzy się z innym obalonym reżimem”
Ocenił także, że Reza Pahlavi, najstarszy syn byłego szacha Mohammada Reza Pahlawiego, nie ma raczej szans na to, by wrócić na tron irański. - Reza Pahlavi nie może się pogodzić z tym, że jego rodzina straciła władzę w wyniku rewolucji islamskiej w 1979 roku i uważa się za prawowitego władcę państwa. Wydaje mi się, że niekoniecznie USA chciałyby go wykorzystać - powiedział Damski. Jego zdaniem „nie ma pewności, że Irańczycy chcieliby zastąpić jeden obalony reżim przywódcą, który kojarzy się z innym obalonym reżimem”. - W Wenezueli USA oparły się na osobach z istniejącego reżimu. Możliwe więc, że będą chciały zmusić reżim irański do uległości, ale pozostawić go u władzy. Niedawno zresztą deklarowały, że do zmiany władzy nie dążą - zauważa naukowiec.
Dodał jednak, że znalezienie w gronie irańskich polityków, także związanych z dotychczasowym reżimem, kandydatów na przywódcę może być skuteczniejsze w opanowaniu sytuacji niż przywiezienie kogoś z zewnątrz i osadzenie go na czele rządu w Teheranie.
- Były prezydent USA Franklin Delano Roosevelt mawiał: „może to jest drań, ale to jest nasz drań”. Więc tak na dobrą sprawę ważne jest, żeby rządził ktoś, kto zna system, ale żeby był przychylny USA. Wówczas sytuacja będzie z punktu widzenia amerykańskiego i izraelskiego korzystniejsza. Generowałaby zdecydowanie mniej problemów niż administrowanie tak dużym krajem przez siły z zewnątrz - powiedział Damski, wskazując, że Stany Zjednoczone nie mają w ciągu ostatnich kilku dekad pozytywnych doświadczeń w administrowaniu terenami, gdzie interweniowały.
- To się kończyło źle albo bardzo źle. Gdyby teraz chciały postawić kogoś na czele tego państwa, trzeba byłoby budować od nowa instytucje państwa. Prawdopodobnie miałyby (USA) do czynienia z chaosem. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby tutaj poparcie kogoś, kto już w tym systemie siedzi, kto go zna i który mógłby wprowadzić stabilizację - dodał ekspert.
„Najlepiej przygotowana akcja w historii”
Dr Damski wyraził przekonanie, że Stany Zjednoczone bardzo szybko ogłoszą sukces kampanii przeciwko Iranowi. Zauważył też, że chociaż prezydent Trump zapowiedział 4-5-tygodniowe działania, to już mówi o ogromnym sukcesie, a sekretarz wojny, Pete Hegseth, stwierdził, że jest to jedna z najlepiej przygotowanych operacji w historii, jeśli nie najlepsza.
- Jestem przekonany, że USA ogłoszą sukces. Nie wiemy natomiast, czy te deklaracje przełożą się na wymierne korzyści dla Stanów Zjednoczonych i osobiście dla Trumpa w (...) długiej perspektywie. Interwencja w Iranie rodzi bowiem duże problemy wewnętrzne dla Stanów Zjednoczonych. Z tego co się orientuję, akcja prezydenta Trumpa jest nielegalna z punktu widzenia prawa amerykańskiego. To na pewno będzie wykorzystywane przez opozycję - powiedział Damski.
Dodał, że problemem dla Trumpa może się okazać, że manifestowana jako sukces interwencja w Iranie za miesiąc albo dwa może zostać zapomniana przez Amerykanów, którzy skupią się na codziennych problemach, czyli na kwestiach gospodarczych w samych Stanach.
- Bardzo możliwe więc, że trzeba będzie szukać nowej wojny, a Stany Zjednoczone mogą chcieć doprowadzać do dalszych pacyfikacji obszarów świata, które będą dla nich istotne - powiedział dr Damski.
Oceniając oczekiwane zyski z wojny z Iranem dla Izraela i Stanów Zjednoczonych, ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego powiedział, że premier Izraela, Binjamin Netanyahu, gra na tendencjach nacjonalistycznych, a im więcej sukcesów ma w najbliższym otoczeniu międzynarodowym, tym lepiej dla jego polityki, bo to podbudowuje jego pozycję w państwie.
- Jeżeli chodzi o Donalda Trumpa, on gra przede wszystkim na mobilizowanie swojego elektoratu przed zbliżającymi się wyborami do Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu. W Senacie Republikanie nie są zagrożeni, ale zapowiada się na to, że Demokraci odbiją Izbę Reprezentantów. Elektorat demokratyczny i ten niezdecydowany są już silnie nastawione przeciwko prezydentowi. Nic nie zapowiada na razie, żeby coś miało się tu zmienić. Trump ma bardzo niskie notowania i słabe są notowania poszczególnych polityków republikańskich, którzy mają się ubiegać o mandaty w Izbie Reprezentantów - wyjaśnił dr Damski.
Ekspert: wojna w Iranie w pewnym sensie jest wojną o Izbę Reprezentantów
W tym kontekście ocenił, że wojna w Iranie w pewnym sensie jest wojną o Izbę Reprezentantów; to wojna o mobilizowanie "magowskiego" elektoratu, który jest też dosyć mocno rozczarowany rządami Trumpa, zwłaszcza ludzie młodzi, którzy pierwszy raz głosowali na niego i oczekiwali zmian w kraju.
- Prezydent wprowadził wysokie cła, naraził na szwank relacje z sojusznikami, ale sytuacja się nie poprawiła. Bezrobocie i inflacja są porównywalne jak za czasów Joe Bidena. Inflacja w grupie produktów pierwszej potrzeby - żywnościowa - jest zdecydowanie wyższa, nawet do 7-9 proc. To jest dużo dla najbiedniejszych grup amerykańskich obywateli. Gra idzie teraz o to, żeby oni jednak poszli do wyborów i oddali głosy na Republikanów. Jeśli zostaną w domach, wygrana Demokratów w jesiennych wyborach jest pewna, pozostaje tylko kwestia, w jakiej skali - powiedział Damski.
Dodał, że demobilizacja elektoratu Republikanów może doprowadzić także do utraty części miejsc w Senacie, a gdyby tak się stało - co mimo wszystko jest mało prawdopodobne - Demokraci mogliby efektywnie stanowić prawo. Jednak do impeachmentu, czyli pozbawienia prezydenta władzy, potrzebowaliby przewagi 2/3 głosów w Senacie. To jest - jak powiedział - bardzo trudne do uzyskania.
- Trump potrzebuje zwycięstw, żeby pompować swoją działalność polityczną. Więc Teheran ma pokazać sprawczość i sukces. Tymczasem okazuje się, że cła, jakie nakłada na państwa są podwójnie nieskuteczne. Z jednej strony, tak jak przewidywali eksperci, jest to po prostu podatek nałożony na konsumenta. Z drugiej strony, okazało się, że bilans handlowy nie wypada dla USA najlepiej. Do tego dochodzi osobowość prezydenta Trumpa, który ma bardzo duże ego i bardzo łaknie sukcesów. Chce, żeby wyborcy widzieli w nim człowieka sukcesu, ale z drugiej strony może być sfrustrowany tym, że te sukcesy są wątpliwe. Myślę, że on zdaje sobie z tego sprawę, więc musi ten sukces udowodnić przed samym sobą. Była Wenezuela, teraz możliwe, że będzie to także Iran - powiedział dr Przemysław Piotr Damski.
Ekspert ocenił, że przegranym tej wojny będzie przede wszystkim społeczeństwo Iranu, ale - jak się wyraził - „jeżeli Stany Zjednoczone będą negocjowały z tym reżimem, to takie działanie Irańczycy mogą potraktować jak zdradę i w przyszłości nie będą chcieli się opierać na Stanach Zjednoczonych”.
- To może być też znak dla innych państw, gdzie jest opozycja, która mierzy się z dyktatorami, że Stany Zjednoczone nie do końca są zainteresowane zaprowadzeniem demokratycznego porządku, tylko... stanem własnego konta - powiedział dr Damski.
Dodał, że interwencja izraelsko-amerykańska będzie też miała reperkusje na skalę światową. Ropa i gaz drożeją na giełdach, więc cena ropy i gazu wzrośnie także w Stanach Zjednoczonych, zatem społeczeństwo amerykańskie też to odczuje i fakt wzrostu cen może „przykryć” sukcesy prezydenta.
- Z politycznego punktu widzenia trudno przewidzieć, jak zachowają się wyborcy, ale w sytuacji, kiedy prezydent Trump ma sporo problemów, wydaje mi się, że niemądrze zachowaliby się Demokraci, gdyby tego nie wykorzystali - podsumował ekspert.
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran 28 lutego, zabijając najwyższego przywódcę ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odwecie przystąpił do ataków m.in. na bazy amerykańskie w regionie. (PAP)
Marek Juśkiewicz
jus/ ugw/ ktl/